Polska pod kreską

Jako kraj od ćwierć wieku ciągle jesteśmy na debecie. Tymczasem Wielka Brytania właśnie zakazała deficytu budżetowego, a Niemcy cieszą się nadwyżką. Zbilansowanie budżetu jest jednak w naszym zasięgu.

Brytyjska Izba Gmin uchwaliła ustawę, w myśl której na Wyspach do 2020 roku ma zniknąć deficyt budżetowy. Wyjątkiem mogą być tylko sytuacje, w których wzrost gospodarczy będzie wynosić w danym roku mniej niż 1 proc. produktu krajowego brutto. W 2014 roku Wielka Brytania miała najwyższy deficyt budżetowy w Unii Europejskiej (128 mld euro na minusie) i jeden z najwyższych, jeśli chodzi o stosunek deficytu do PKB (–5,7 proc.). Także dług publiczny jest jednym z najwyższych w UE, nic dziwnego, że krok popiera większość obywateli, a nawet… część opozycyjnej Partii Pracy. – Nie ma nic postępowego w deficytach budżetowych. Każdy funt, jaki wydajemy na oprocentowanie długu, to jeden funt mniej na służbę zdrowia, żywotne usługi publiczne, pomoc ubogim i potrzebującym – pisał w artykule dla dziennika „Daily Telegraph” jeden z posłów laburzystów Chris Evans, który wstrzymał się w głosowaniu od głosu tylko dlatego, by częściowo zachować lojalność wobec swojej partii.

Złe długi państwa

Każdy, kto prowadzi gospodarstwo domowe, wie, że jeśli wydajemy więcej, niż zarabiamy, musimy różnicę pożyczyć (chyba że żyjemy z oszczędności). Deficyt budżetu państwa podnosi dług publiczny, który finansuje się z pożyczek. A te trzeba będzie prędzej czy później spłacić, i to z odsetkami. Nasze dzisiejsze nadmierne wydatki będą musiały spłacić nasze dzieci. Są i inne wady deficytu. – Gdy państwo się zadłuża (zazwyczaj po to, by opłacić wydatki konsumpcyjne), banki mają zachętę do tego, by swoje środki lokować w obligacjach, a nie np. kredytować przedsiębiorstwa. Zadłużanie się państwa spowalnia gospodarkę – tłumaczy „Gościowi Niedzielnemu” główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju Aleksander Łaszek. Poza tym gdy rośnie dług publiczny, spada wiarygodność finansowa państwa. W efekcie musi ono płacić wyższe odsetki od nowo pożyczonych pieniędzy, co z kolei zwiększa koszt obsługi długu, co… oznacza większe wydatki i wzrost długu. Koło się zamyka. Dlatego liczne państwa starają się zabezpieczyć przed taką ewentualnością i coraz częściej wolą wypracowywać nadwyżkę. Tak się stało np. w Niemczech, które w tym roku pierwszy raz od 45 lat wydały mniej pieniędzy, niż wpłynęło do budżetu. W 2009 roku w RFN uchwalono poprawkę do ustawy zasadniczej, zakazującą finansowanie wydatków federalnych z kredytów, w ostateczności deficyt może wynosić najwyżej 0,35 proc. nominalnego PKB (czyli bardzo mało).

Także Unia Europejska stosuje ograniczenia, w myśl których państwom nie wolno posiadać deficytu większego niż 3 proc. rocznego PKB, zaś dług publiczny nie może być wyższy niż 60 proc. PKB. W polskim prawie też zapisane są progi oszczędnościowe, których przekroczenie może skutkować koniecznością błyskawicznego zbilansowania budżetu i zakazem nowych wydatków. Jednak takie zabezpieczenia w praktyce niewiele dają, jeśli nie ma rzeczywistej chęci walki z zadłużeniem. Przykładowo, gdy w 2013 roku zbliżaliśmy się do jednego z progów, rządząca Polską większość PO–PSL po prostu przegłosowała jego zawieszenie. I tak może też być w przypadku brytyjskiego zakazu.

Od zawsze na minusie

My mamy nasze własne problemy z deficytem. – Przez ostatnie 25 lat Polska nie miała nadwyżki. By zlikwidować deficyt, konieczny jest szereg reform, które zwiększą dochody, zmniejszą wydatki, najlepiej jednocześnie wspierając wzrost gospodarczy. To oznacza większe wpływy z istniejących podatków, a po drugie mniejszy udział długu w PKB – mówi GN były wiceminister finansów prof. Stanisław Gomułka. A na to się nie zanosi. O ile w budżecie na ten rok politycy zaplanowali deficyt w wysokości 46 mld złotych, w myśl projektu budżetu na 2016 rok wyniesie on już 54,6 mld złotych (niecałe 3 proc. PKB). Minister finansów Mateusz Szczurek tłumaczy ten wzrost niższymi wpływami z podatków i niską inflacją, ale to nie wszystko. Gdy porównamy oba budżety, okaże się, że w przyszłym roku wydamy więcej m.in. na administrację, pomoc społeczną, czy… rybołówstwo (głównie ze względu na nasz własny wkład w projekty unijne), choć jednocześnie mają spaść wydatki na obronę narodową. Spytaliśmy Henryka Kowalczyka, dotychczasowego posła i współautora programu gospodarczego Prawa i Sprawiedliwości, o to, czy PiS chce zlikwidować deficyt budżetowy. – Nie jest to naszym absolutnym celem. Ogromnym sukcesem będzie, jeśli zadłużenie nie będzie rosło w stosunku do PKB – mówi polityk w rozmowie z GN (nasz dług wynosi dziś 917 mld złotych). Trudno uznać ten cel za ambitny. Może jednak zbilansowanie budżetu po prostu nie jest możliwe? Warto sprawdzić, gdzie można oszczędzić i jak zwiększyć wpływy.

Racjonalne wydatki

Najwięcej pieniędzy budżet wyda, jak co roku, na obowiązkowe ubezpieczenia społeczne, zwłaszcza na dotowanie ZUS – łącznie prawie 87 mld złotych, 4 mld więcej niż w 2015. To właśnie tu prof. Gomułka widzi możliwość największych oszczędności. – Przede wszystkim chodzi o wygaszanie przywilejów branżowych. Emerytury rolników w ponad 90 proc. pokrywane są z dotacji budżetowych, to kilka mld zł rocznie. Emerytury górnicze to kolejne kilka miliardów, podobnie mundurowe – mówi ekonomista. Aleksander Łaszek proponuje przyjrzeć się wydatkom na administrację. – Urzędy zbyt rzadko decydują się na zlecanie usług firmom zewnętrznym, np. prowadzenia księgowości. Ponadto nic nie stoi na przeszkodzie, by różne urzędy wspólnie zamawiały potrzebne im produkty. Taka racjonalizacja wydatków może doprowadzić do sporych oszczędności – mówi. Zdaniem H.Kowalczyka możliwe jest także ograniczenie zatrudnienia wśród urzędników. – W ciągu ostatnich 8 lat liczba urzędników wzrosła o 100 tysięcy. Trudno mi oceniać, jak głębokie oszczędności są tu możliwe, ale przykładowo w Ministerstwie Rolnictwa można moim zdaniem oszczędzić nawet 30 proc. wydatków – tłumaczy były wiceminister tego resortu. Wiele można zaoszczędzić, bardziej racjonalnie wydając pieniądze. Przykładowo wydatki na pomoc społeczną mogłyby być niższe, gdyby progi dochodowe uprawniające do korzystania z niej były bardziej elastyczne: sztywne progi powodują bowiem, że słabo zarabiającym ludziom nie opłaca się wypracować większego dochodu, bo mogliby przez to stracić prawo do świadczeń. – Także urzędy pracy wydają zbyt wiele pieniędzy na nikomu niepotrzebne szkolenia. Jednocześnie zaniedbując swój główny obowiązek, czyli pośrednictwo pracy – mówi A.Łaszek.

Tu miliard, tam miliard

Popracować trzeba też nad dochodami. Niekoniecznie oznacza to wprowadzanie nowych podatków, wiele może dać uszczelnienie starych. Według Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, luka w CIT może wynosić nawet 10 mld złotych rocznie. Ale największą lukę mamy przy poborze VAT – według PricewaterhouseCoopers wynosi ona ok. 50 mld złotych rocznie. Przekręty na VAT umożliwia przede wszystkim zróżnicowanie stawek. Ale także 0 proc. VAT na eksport do UE, który pozwala na stosowanie „karuzeli VAT-owskiej”, dzięki której można wyłudzić zwrot podatku, sprzedając i kupując towary z zagranicy. Zdaniem A.Łaszka nawet bez dogłębnych zmian w ustawie o VAT można uszczelnić pobór tego podatku, np. organizując centralną bazę faktur, elektroniczne wystawianie faktury, czy stosując wobec wszystkich towarów „odwrócony VAT”, w którym podatek płaci firma kupująca towar lub usługę. Prof. Gomułka i Aleksander Łaszek są zgodni: gdyby politycy chcieli, przy dobrej koniunkturze gospodarczej mogliby zlikwidować deficyt w ciągu 2–4 lat. Ale i to nie wystarczy, by skutecznie walczyć z długiem publicznym, bo budżet to tylko ok. połowy całego sektora publicznego, na który składają się także m.in. budżety samorządów, ZUS, NFZ, czy licznych funduszy publicznych. Wydatków trzeba więc pilnować na każdym szczeblu, tak żeby nieustanne zadłużanie się nie doprowadziło do katastrofy.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie