Niemcy walczą o swoje

O polskich dziennikarzach i politykach, którzy poskarżyli się Zachodowi, o pragmatyzmie Niemców i strachu na ulicach z Piotrem Cywińskim.

Jacek Dziedzina: Jak to wygląda z Pana okna w Berlinie? To Niemcy grają z nami nie fair czy to my przesadzamy i – parafrazując znanego komentatora sportowego – może to jednak Polak faulował…

Piotr Cywiński: To prawda, że temu, jak o nas piszą i mówią Niemcy i w ogóle Europa, jesteśmy w dużej mierze sami winni. Dotyczy to zarówno niektórych naszych polityków, jak i dziennikarzy.

Bo poskarżyli się Berlinowi i Brukseli na Warszawę?

Tutejsza prasa pisze wprost, że nawet nasz były premier, dziś szef Rady Europejskiej, Donald Tusk szukał sprzymierzeńców do walki z PiS. I tłumaczył to w ten sposób, że nie chciałby, żeby te ataki odczuli Polacy, tylko Jarosław Kaczyński oraz jego partia. Teraz mamy do czynienia z efektami przenoszenia walki politycznej z Polski poza jej granice. Można rzec: sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało…

Niemieccy dziennikarze i politycy nigdy nie donoszą na swój kraj?

Jest to kwestia kultury politycznej. Wiele lat temu rozmawiałem z Hansem-Dietrichem Genscherem, wówczas ministrem spraw zagranicznych Niemiec. FDP jako partia współrządząca miała wtedy poważne problemy. Zadałem mu pytanie dotyczące tych spraw. Genscher odpowiedział uprzejmie, ale stanowczo: przepraszam, ale o sprawach wewnętrznych będziemy rozmawiali w kraju, a nie z komentatorem reprezentującym media zagraniczne. I dodał: pan może komentować te wydarzenia jak chce, ale ja nie będę tego tematu z panem poruszał. Inny przykład.

Prowadziłem kiedyś w TVP okrągły stół polsko-niemiecki, w którym uczestniczyli reprezentanci niemieckiej socjaldemokracji i chadecy – wszyscy mówili jednym głosem w interesie Niemiec, podczas gdy u siebie nierzadko skaczą sobie do oczu. To samo dotyczy dziennikarzy. Nigdy w Niemczech nie spotkałem publicystów, którzy oczernialiby własny kraj w obcych mediach.

Kto z Polski najbardziej inspirował Niemców?

Przez Niemcy przetoczyła się niebywała wręcz kampania „Gazety Wyborczej”. Jej komentatorzy pisali cyklicznie teksty, odsądzające rząd PiS od czci i wiary, dla lewicowego tygodnika „Die Zeit”. Niemieccy politycy nie znają naszego języka, informacje o Polsce czerpią zazwyczaj z rodzimych mediów. A te przedstawiały z gorliwą pomocą usłużnych kolegów z GW wręcz katastrofalny obraz sytuacji w naszym kraju. Niektóre określenia, jak to szefa Parlamentu Europejskiego Martina Schulza o „putinizacji Polski”, są zaczerpnięte właśnie z tych tekstów. Mało tego, Bartosz T. Wieliński, dziennikarz „Gazety”, apelował na łamach „Süddeutsche Zeitung” do rządu RFN, aby „nie milczał”, co – mówiąc wprost – jest wezwaniem do interwencji. W czyim imieniu…?

A jednocześnie większość komentarzy sugeruje, że Niemcy nie mogą pogodzić się z faktem, że utracili dość uległego partnera na wschodzie.

To oczywiste, że rząd w Berlinie jest zainteresowany tym, żeby Warszawa była uległa i nie protestowała przeciwko jego polityce. Z drugiej strony, z uwagi na nasze sąsiedztwo i ścisłe powiązania gospodarcze, Niemcy nie są zainteresowane pogorszeniem relacji z naszym krajem. Prowadzą politykę pragmatyczną i dostosowują się do sytuacji. Kiedyś Maria i Lech Kaczyńscy przyjmowali na Helu Angelę Merkel z małżonkiem, co dowodzi szukania porozumienia przez kanclerz Niemiec i polskiego prezydenta, choć politycznie nie byli sobie bliscy. To jasne, że PiS został zdemonizowany w niemieckich mediach, ale sam trochę zaniedbał pewne działania. Partnerów dla realizacji celów własnej polityki trzeba szukać wszędzie. Nie tylko w Europie Środkowej. Dziwię się, że nikt nie pomyślał na przykład o nawiązaniu kontaktów ze współrządzącą w Niemczech Unią Chrześcijańsko-Społeczną (CSU), która jest partią bardzo podobną do PiS.

Tyle że ani przyjacielskie pogawędki na Helu, ani nawiązanie relacji z CSU nie zmienią wizji obecnych władz Polski dotyczącej suwerennej polityki krajowej i zagranicznej. A ta wizja narusza jednak status quo, do jakiego przyzwyczaił się Berlin przez 8 ostatnich lat. Czy zatem właśnie ze względu na swój pragmatyzm Niemcy nie będą starali się różnymi mechanizmami doprowadzić do przywrócenia bardziej spolegliwego rządu w Warszawie? Choćby przez presję unijnego „nadzoru”.

To jasne, że Niemcy chcieliby, aby pozostało tak, jak było w czasach rządu PO-PSL. Gdy Radosław Sikorski jako minister spraw zagranicznych Polski domagał się w Berlinie niemieckiego przywództwa, to nic lepszego nie mogli sobie wymarzyć. Również my, Polacy, doprowadziliśmy do sytuacji, w której niemieckie koncerny mogły i nadal wyprowadzają od nas pieniądze, pomnażając swe krociowe zyski. Jeżeli w polskim Lidlu pracownica dostaje minimalną stawkę, która jest jedną piątą tego, co zarabia jej koleżanka w niemieckim Lidlu, to mówi to samo za siebie.

Rzecz jasna te koncerny mają swoje wpływy, lobby, które wcześniej tak samo pomagało m.in. w przeforsowaniu projektu gazociągu północnego. Jak mawiał kiedyś kanclerz Bismarck: „Naszym zadaniem nie jest pełnienie urzędu sędziowskiego, lecz robienie polityki dla Niemiec”. Jest to maksyma, która obowiązuje w Niemczech do dziś – można wspomnieć nieskrywaną fascynację byłego kanclerza Gerharda Schrödera tą historyczną postacią czy podziw Merkel dla urodzonej w Szczecinie carycy Katarzyny Wielkiej, de domo Zofii Fryderyki Augusty von Anhalt-Zerbst. My natomiast, za poprzedniej ekipy rządowej, sami siebie zepchnęliśmy na drugi plan. Na jednym ze spotkań z dyplomatami Sikorski mówił otwarcie, że Polska… nie prowadzi polityki zagranicznej.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie