Mnie się zdaje, żem tu był zawsze...

Mawiał tak Jan Matejko o Nowym Wiśniczu, bo tu można odpocząć, znaleźć natchnienie, ale też poczuć klimat historii.

Uwielbiam tu przyjeżdżać – mówi Marek Krusiec z Nowego Sącza, snycerz, który podczas 400. rocznicy lokacji Nowego Wiśnicza handlował obok zabytkowej studni przy rynku swoimi płaskorzeźbami. – Jest tu sprzyjający klimat, miejski, ale sielski. Gdzie się nie pojedzie, to na rynku beton, a tu... trawa. Jest czym oddychać. Turysta przyjeżdża jednak do Nowego Wiśnicza zwykle zwiedzać zabytki. Większość z nich jest widoczna z każdej strony przy wjeździe do miasta ze względu na jego pagórkowate położenie. Zwiedza się więc zamek, który największy swój okres świetności przeżywał za Stanisława Lubomirskiego, ratusz, który przed pożarem w 1863 roku był parterowy, ale zwieńczony piękną cebulowatą kopułą, potem wczesnobarokowy kościół farny, Koryznówkę, w której czerpał natchnienie Jan Matejko. Dowiaduje się też, że widoczne z daleka więzienie było pierwotnie klasztorem zakonu zamkniętego karmelitów bosych.

Lubomirski tak wymyślił

– Lubomirski stworzył klimat tego miejsca. Pięknie połączył sprawy bytu ze sprawami Bożymi. Zadbał o to, co potrzebne do życia, dwór, jarmarki, ale i ogrody włoskie, ogrody miejskie, a przy tym wszystkim o sprawy duchowe. Postawił na najwyższym z pagórków klasztor i zaprosił tu karmelitów – mówi ks. Krzysztof Wąchała, proboszcz parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Nowym Wiśniczu. Obiekt, który góruje nad miastem, przez 150 lat funkcjonował jako klasztor karmelitów bosych, ale już od 230 lat jest więzieniem. W czasie II wojny światowej hitlerowcy planowali urządzić w nim pierwszy obóz koncentracyjny, ale ze względu na brak możliwości rozbudowy z planem przenieśli się do Auschwitz. W czerwcu 1940 roku rozebrali tu kościół klasztorny. Część materiału została wywieziona na budowę willi gubernatora Franka w Przegorzałach. W czasie wojny zamordowali tu w bestialski sposób 10 polskich patriotów, m.in. ks. Ferdynanda Machaya (młodszego) z Kongregacji Księży Filipinów. Kiedy nie zgodził się z rozkazem hitlerowców, którzy kazali deptać krzyż, był tym krzyżem w okrutny sposób bity, aż do uszkodzenia kręgosłupa. Obecnie toczy się jego proces beatyfikacyjny. Do dzisiaj nie podoba się niektórym mieszkańcom, że obiekt, który dominuje nad miastem, utracił kościelne wieże.

– W Wiśniczu skutki wojny trwają do dziś – mówi Stanisław Domański, prezes Towarzystwa Miłośników Wiśnicza. – W dużej mierze rozebrany przez hitlerowców kościół do tej pory nie został odbudowany – dodaje. Nie chodzi o to, by na powrót zamieniać więzienie na klasztor (to jednak jest miejsce pracy dla dziesiątków wiśniczan od wielu pokoleń), ale o odbudowę bryły kościoła. – Takich marzycieli było w Wiśniczu wielu, może kiedyś znajdą się na to środki, ale to są duże pieniądze – zauważa ppłk Włodzimierz Więckowski, dyrektor Zakładu Karnego w Wiśniczu. Przez ostatnie dwa lata zainwestowano w ten obiekt blisko 10 mln złotych. Obecnie trwają tam prace związane z zabezpieczeniem ruin murów kościoła klasztornego.

Matejko i Pilecki

Idąc w dół z klasztoru-więzienia w stronę zamku, mijamy Koryznówkę, XIX-wieczny drewniany dworek będący obecnie Muzeum Pamiątek po Janie Matejce, któremu patronuje Muzeum Okręgowe w Tarnowie. Malarz przyjeżdżał do Wiśnicza z rodziną do swojego szwagra Leonarda Serafińskiego, 20 lat od siebie starszego, z którym łączyły go szczególne relacje. Tu mało malował, tu odpoczywał, czerpał natchnienie. „Mnie się zdaje, żem tu był zawsze” – mawiał. – Losy obrazów Matejki, to, co się z nimi działo i dzieje, są równie ciekawe jak historia, którą malarz na obrazach utrwalał – podkreśla Maria Serfińska-Domańska. Opowiada, jak w 1944 roku Niemcy drogą obok domu wieźli m.in. trzy obrazy Matejki jako łup wojenny przejęty od Rosjan na Wołyniu, dokąd Polacy we wrześniu 1939 roku wywieźli je z Zamku Królewskiego w Warszawie. Tu, w więzieniu wiśnickim, zostały przepakowane i wywiezione do III Rzeszy pod Jelenią Górę. Dzięki prof. Władysławowi Lorenzowi udało się je odzyskać.

Z Koryznówką związana jest też postać rotmistrza Witolda Pileckiego. Kiedy uciekł z obozu w Auschwitz, do którego dostał się z fałszywymi dokumentami na nazwisko Tomasz Serafiński, wiosną 1943 roku trafił na Koryznówkę, do człowieka, który rzeczywiście nazywał się Tomasz Serafiński. – Moi rodzice – mówi Maria Serafińska-Domańska – ukrywali go od maja do sierpnia 1943 roku. Długo nie wolno było o nim mówić. W 2008 roku umieściliśmy w ogrodzie tablicę informującą o tym. Została ona umieszczona na kamieniu, który przywieziono z muzeum w Auschwitz

Dźwigać historię

W pięknym ogrodzie stoi również pomnik Jana Matejki. A jakże... Ale to tylko jeden z trzech pomników malarza, jakie znajdują się Nowym Wiśniczu. Wszystkie trzy są pierwszymi w Polsce, jakich się Matejko doczekał. Najokazalszy jest ten przy ratuszu, autorstwa urodzonego w tym mieście Czesława Dźwigaja. Niektórzy żartują sobie, że to miasto mogłoby być wpisane do „Księgi rekordów Guinnessa” pod względem liczby pomników przypadającej na jednego mieszkańca. Wiele z nich podarował Wiśniczowi Dźwigaj, m.in. pomnik Stanisława Lubomirskiego, lokatora miasta; Stanisława Fischera, założyciela Liceum Plastycznego w Nowym Wiśniczu; popiersie Jana Brzękowskiego, pisarza i poety, oraz pomnik Juliusza Kossaka, malarza, urodzonych w tym mieście; pomnik Chrystusa Króla, a także papieża Jana Pawła II i Matki Bożej przy kościele farnym.

Trudno nie wymienić chociaż jeszcze tzw. Tęczy Przymierza, znajdującej się przy drodze na zamek. Pomnik przedstawia łuk z brązu symbolizujący tęczę przebitą mieczem, na której widnieje napis: „Tym, dla których Bóg, Honor, Ojczyzna były ważniejsze niż życie”. Do tego całe mnóstwo tablic pamiątkowych na murach więzienia, ratuszu. Są wszędzie. Ostatnią odsłonięto 12 czerwca na placu przykościelnym przy dębie jubileuszowym posadzonym z okazji 400. rocznicy lokacji miasta. – Pomniki, tablice – one tutaj pozostaną dla potomnych. To są znaki, świadkowie historii. Jesteśmy spadkobiercami, ale i strażnikami tego dobytku – zauważa ks. Krzysztof Wąchała.

Rowerem za Kazimierzem Wielkim

Można zwiedzać Wiśnicz, ucząc się jego historii śladem tablic i pomników. Frajdę będą mieć tutaj również miłośnicy dwóch kółek, natury i pieszych wędrówek. – Chwalimy się zamkiem, ale dla mnie walorem są te tereny, których w zasadzie się nie pokazuje, nie są oznakowane. Tu warto po prostu wyjść w pole, chaszcze, łąki, 10–15 minut drogi od miasta, skąd nie widać domów i słupów wysokiego napięcia – zachęca Mirosław Dybich, nauczyciel informatyki, który z Krakowa do Wiśnicza sprowadził się 30 lat temu. Rowerem warto się wybrać na wycieczkę, jadąc dawnym szlakiem węgierskim od strony Lipnicy. Miniemy kamień – ostaniec piaskowy w kształcie grzyba, który znajduje się w cudownej bukowinie.

– Z tym kamieniem związane są piękne legendy przekazywane przez pokolenia współczesnym – zauważa Leszek Marszałek, dyrektor MOK w Nowym Wiśniczu. Jedna opowiada o tym, jak to diabłom sprzykrzyło się patrzeć na dobro praktykowane w Wiśniczu. By je zniszczyć, postanowili z Tatr przynieść trzy potężne głazy. Jednak słynny głos kura sprawił, że czarci stracili moc i głazów nie donieśli. Inna legenda, tym razem o kościele, który zapadł się pod ziemię, jest związana z Olchawą, gdzie warto pojechać nad stawy i zjeść swojskiego karpia. Można też udać się na pstrąga do „Karczmy na wodzie” w Królówce. – W tej starej wsi kiedyś na łowach był Kazimierz Wielki. Goniąc tura, został zraniony i przez jakiś czas leczył tutaj tę ranę – przypomina Leszek Marszałek.

Ciekawy jest też budynek starej mleczarni – to najstarsza mleczarnia w Galicji, skąd produkty trafiały m.in. na dwór cesarski. Dziś w pobliskim domu kultury można zapisać się na warsztaty z ubijania masła albo posmakować regionalnego chleba razowego. Z Nowego Wiśnicza można też udać się trasą Rodzinnego Rajdu Rowerowego, który wyrusza w kierunku kościoła św. Wojciecha w Starym Wiśniczu. Oczywiście warto go zwiedzić, a potem udać się w kierunku Chronowa. Ongiś wieś szlachecka z pięknym drewnianym kościołem pw. Świętego Ducha. Później jedziemy przez Łomną, zahaczamy o były klasztor, obecny zakład karny, potem Koryznówkę, zamek i wracamy do centrum Nowego Wiśnicza.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie