Car i sułtan, 
dwa bratanki

Jeszcze niedawno Zachód bał się, że sojusznicza Turcja swoim konfliktem z Rosją wywoła otwartą III wojnę światową. Dziś ta sama Turcja dogaduje się z tą samą Rosją, demonstracyjnie odwracając się od Zachodu. Ten boi się jeszcze bardziej.

Wciągu zaledwie 
9 miesięcy cała bliskowschodnia układanka, na której Zachód od dziesięcioleci opierał swoją strategię bezpieczeństwa, legła w gruzach. A w każdym razie wszystko jest na dobrej drodze, żeby wywrócić o 180 stopni układ sił w tej części świata.

Trafił swój 
na swego

W listopadzie zeszłego roku, gdy Turcy zestrzelili rosyjski samolot, który naruszył turecką przestrzeń powietrzną (wykonując operację wojskową na pograniczu syryjsko-tureckim), wydawało się, że otwarty konflikt wisi w powietrzu. Moskwa zerwała kontakty wojskowe z Ankarą, nałożyła sankcje gospodarcze, doszło do ostrej wymiany zdań, a w końcu nawet rosyjskie biura podróży wycofały oferty dla turystów, którzy dotąd tłumnie korzystali z uroków tureckiej riwiery. Wszystko zmieniło się pod koniec czerwca, gdy dumny prezydent Erdoğan nagle wysłał pokorny list do prezydenta Putina, w którym wyraził żal z powodu incydentu z rosyjskim Su-24 i poprosił o wybaczenie. Wyraźne ocieplenie nastąpiło w ostatnich tygodniach: niespodziewanie wznowiono turecko-rosyjskie rozmowy o projekcie gazociągu Turkish Stream, a przywódcy obu krajów umówili się na 9 sierpnia na spotkanie w Petersburgu. Wszystko zbiegło się z „nieudanym” zamachem stanu w Turcji, po którym turecki sułtan umocnił swoją pozycję i rozprawił się z opozycją, sędziami, mediami i armią. Jednocześnie zaczął szantażować Unię Europejską, by dotrzymała swoich zobowiązań w kwestii zniesienia wiz dla Turcji, jeśli chce współpracy w sprawie powstrzymania fali imigrantów. Niektórzy pytają, jak to możliwe, że sprawdzony sojusznik Zachodu nagle znalazł się na zupełnie innej orbicie. Tymczasem pytanie powinno brzmieć: jak to możliwe, że dotąd Turcja była traktowana jak partner Zachodu? Bo trzeba żyć na innej planecie, by nie rozumieć, że politycznie i kulturowo Turcja zawsze była z obcej galaktyki. Teraz wreszcie spadkobiercy imperium otomańskiego znaleźli godnego siebie partnera. Sułtan i car mają sobie wiele do powiedzenia. Muszą zdążyć ubić parę interesów... zanim jeden drugiego wystawi do wiatru.

Cynizm nasz powszedni

Pytanie o dotychczasowe bratanie się Zachodu z autokratyczną Turcją jest oczywiście dość naiwne: nie od dziś wiadomo, że jeśli chodzi o politykę międzynarodową, to w praktyce liczą się bardziej interesy gospodarcze i skomplikowane układanki strategii bezpieczeństwa niż wartości same w sobie. Ten swoisty cynizm jest właściwie wpisany w globalną politykę i ulegają mu również dojrzałe demokracje. To konieczność balansowania między wiernością zasadom demokratycznym a doraźnym i strategicznym pragmatyzmem. To z tego powodu m.in. Zachód nie widzi problemu, by dogadywać się z opresyjnym reżimem Arabii Saudyjskiej, a jednocześnie napadać na Irak pod pretekstem obalenia dyktatora. Z tego samego powodu polskie władze przyjmują z honorami przewodniczącego Chińskiej Republiki Ludowej, szukając alternatywy na wypadek rozpadu zachodnich sojuszy, jednocześnie nie wspominając ani słowem o niezmiennie drastycznym łamaniu praw człowieka w Państwie Środka.

Na tym samym cynizmie (a częściowo również naiwności) opierał się sojusz Zachodu z Turcją. Jej członkostwo w NATO było, jak dotąd, kluczowe dla zabezpieczenia zachodnich interesów i stabilności w regionie, dlatego też takie „szczegóły” jak łamanie demokracji (i przez strażników laickości, i przez promotorów silniejszego islamu), eksterminacja Kurdów czy zakłamywanie historii o ludobójstwie na Ormianach i Asyryjczykach nie mogły zaszkodzić szerokiej współpracy polityczno-militarnej. W pewnym momencie okazało się nawet, że wśród europejskich elit rośnie liczba zwolenników wstąpienia Turcji do Unii Europejskiej. A gdy Stary Kontynent nie potrafił ogarnąć narastającego problemu z imigrantami, Turcja stała się wręcz obiektem ado-
racji ze strony najważniejszych przywódców. I właśnie w momencie szczytowego uzależnienia się Zachodu od Turcji sułtan nagle pokazał prawdziwe oblicze (choć nigdy go nie ukrywał). Wchodząc w układ z Putinem, wreszcie może być w pełni sobą.

Gazowe gierki

Dla śledzących rozwój wypadków w ostatnich miesiącach zaskoczeniem był nie tylko list Erdoğana do Putina, ale także jego szybkie konsekwencje, z których wznowienie rozmów o budowie Turkish Stream jest chyba najważniejsze. Projekt gazociągu wydawał się już trupem po niedawnych niesnaskach dyplomatycznych, a tymczasem wygląda na to, że obie strony są żywo zainteresowane przywróceniem go do życia. Dla Rosji to trzeci, obok obu nitek Nord Stream, element geopolitycznej gry surowcami. Zarówno Gazociąg Północny, jak i rodzący się Turecki Strumień mają omijać między innymi Ukrainę i Polskę oraz kraje bałtyckie w dostawie gazu do krajów zachodnich i południowych Europy. Nie ma wątpliwości, że turecko-rosyjskie przedsięwzięcie już całkiem pogrzebie europejską solidarność energetyczną (o ile w ogóle kiedyś istniała). Turkish Stream to tak naprawdę kolejna – po fiasku projektu South Stream – próba budowy rosyjskiego gazociągu, który dostarczałby surowiec na południe Europy. Rosja nie ustaje w walce o uzależnienie od siebie południowej flanki UE (ale też całej Europy). Dla Polski to oczywiste zagrożenie, bo uderza w nasze próby dywersyfikacji dostaw, czego elementem jest m.in. terminal LNG w Świnoujściu i planowane połączenie ze złożami Morza Północnego. Dla Turcji taki projekt z Rosją ma wartość nie tylko gospodarczą (możliwość pozyskania taniego gazu), ale też polityczną: może stanowić kolejną kartę przetargową w relacjach z Zachodem. Pozycja negocjacyjna Ankary w relacjach z Brukselą, Berlinem i Waszyngtonem wyraźnie rośnie: Europa potrzebuje Turcji w rozwiązaniu problemu imigrantów, a Stany Zjednoczone i Europa razem potrzebują Turcji w polityce bezpieczeństwa. Rosja zaś potrzebuje Turcji, by szachować Zachód – czy to w kwestii Ukrainy, czy – co dla zachodnich elit ważniejsze – rozgrywania Bliskiego Wschodu.

Kto kogo wykiwa

Wygląda więc na to, że Turcja urosła do roli lidera, z którym muszą liczyć się wszyscy – od Waszyngtonu po Moskwę. I choć w ostatnim czasie to ta druga może liczyć na szczególne względy Turcji, każdy wie, że nie jest to związek z miłości. I że prędzej czy później może dojść do odmrożenia konfliktu. Rosjanie są świadomi tego, jak niejednoznaczna jest postawa Ankary w kwestii np. walki z tzw. Państwem Islamskim. Moskwa zaangażowała się mocno w bombardowanie celów Państwa Islamskiego w Syrii, przyczyniając się do ogromnych strat dżihadystów i przez to wpływając na los tej wojny. Turcja formalnie wspiera walkę z PI, ale jednocześnie przez dłuższy czas zezwalała na swobodne przemieszczanie się terrorystów przez swoje terytorium. A przystępując do koalicji przeciw Państwu Islamskiemu, tak naprawdę wzmocniła naloty na pozycje Kurdów... którzy jako jedyni wcześniej skutecznie odpierali pochód dżihadystów. 
Bo Turcja jest bardziej skłonna zaakceptować barbarzyńskie Państwo Islamskie niż powstanie niepodległego państwa kurdyjskiego, co byłoby prawdopodobne po sukcesach Kurdów w walce z PI. Z kolei dla Moskwy istotne jest utrzymanie u władzy w Syrii Baszara Al-Asada, z którym Erdoğan żyje – mówiąc bardzo oględnie – nie najlepiej. Tak więc w tym niespodziewanym, demonstracyjnym brataniu się Turków z Rosjanami jest tak dużo pułapek, że im szybciej obie strony ugrają wspólne interesy, tym dla nich lepiej. Bo prędzej czy później ktoś kogoś w tym związku może wykiwać. Największą zdolność do tego – przy całym uznaniu w tej dyscyplinie dla Władimira Putina – ma w tym układzie prezydent Erdoğan. Pokazał to już w relacjach z Zachodem. Dlaczego nie miałby, w stosownym dla siebie czasie, zrobić tego również wobec Rosji? •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie