Chłopcy i dziewczęta wracają po latach

Koja – osiedle w Ugandzie nad Jeziorem Wiktorii, nad którym górowały wzgórza... Wanda i Krakus. W latach 1942–1951 mieszkało tam 3 tys. Polaków.

Niedawno, 18 listopada, uroczyście otwarto tam Centrum Zdrowia im. Sybiraków. Po siedemdziesięciu latach kilku Polaków wróciło przy tej okazji do kraju swego dzieciństwa. W 1942 r. trafili tam wprost z piekła sowieckich łagrów. Byli wówczas jednymi z 40 tys. cywili, którzy wyszli ze Związku Sowieckiego z armią Andersa. Tu, w sercu Afryki, spędzili, jak sami przyznają, dziewięć najpiękniejszych lat życia.

– To kawałek Polski w tym miejscu, a Polacy do dziś są tu postrzegani jako współmieszkańcy – zauważa prof. Hubert Chudzio, twórca i dyrektor Centrum Dokumentacji Zsyłek, Wypędzeń i Przesiedleń Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Z jego inicjatywy rozpoczęły się w 2009 r. pierwsze inwentaryzacje polskich cmentarzy w Afryce. Dały początek dalece dziś rozwiniętemu projektowi pod nazwą „Pokolenia odchodzą”, który przywraca pamięć o mało znanej historii polskich zesłańców. Jego owocem jest kilka publikacji, filmy dokumentalne, tysiące spisanych stron wspomnień, zdjęć i ponad 700 wywiadów ze świadkami historii, w tym 200 z tymi, którzy dzieciństwo spędzili w Afryce.

– Pamiętam, jak na początku wielu pukało się w głowę: „Chudzio wymyślił jakieś polskie cmentarze w Afryce”. Bardzo dobrze był znany temat wojskowy, szlaku armii gen. Andersa, natomiast nic nie było wiadomo o ludności cywilnej, szczególnie o tych, którzy trafili do Afryki. A na całym tym kontynencie były 22 polskie osiedla! – podkreśla naukowiec.

Ponad 20 tys. Polaków mieszkało na terenie dzisiejszych państw: Tanzanii, RPA, Kenii, Zambii, Ugandy i Zimbabwe. Rozwijało się życie społeczno-kulturalne, pielęgnowano patriotyzm. Łącznie w polskich osiedlach działało 140 drużyn harcerskich i 50 szkół na różnych poziomach: rzemieślnicze, krawieckie, muzyczne. W samej Koja funkcjonowały: teatr, kino, biblioteka, warsztaty meblarskie, szpital ze 130 łóżkami, a nawet fabryka walizek. – Więc to taka nasza Afryka, bardzo piękna, bo związana nie z kolonializmem, tylko z ratowaniem życia byłych zesłańców. A dziś oni odwdzięczają się ośrodkiem zdrowia – podkreśla prof. Chudzio.

Otwarte 18 listopada, przy udziale polskiej delegacji (sybiracy, misjonarze, przedstawiciele Senatu i ambasady) oraz licznych mieszkańców, Sybiraki Health Center – Mpunge powstało dzięki dotacjom sybiraków, którzy tu spędzili dzieciństwo. Natomiast 20 listopada w Muzeum Narodowym w Kampali odbyły się konferencja i wernisaż wystawy o polskich osiedlach w Afryce.

Dzieci ulicy postawiły krzyże

O zapomnianym polskim osiedlu w Koja Hubert Chudzio usłyszał po praz pierwszy w 2000 r. dzięki salezjaninowi ks. Janowi Marciniakowi, obecnie pracującemu w Sudanie Płd. Na pierwszy akademicki projekt trzeba było jeszcze poczekać. Dopiero w 2009 r. z grupą studentów objechali trzy cmentarze, sporządzając dokumentację. – To były Tengeru, największe polskie osiedle w dzisiejszej Tanzanii, gdzie mieszkało 5 tys. Polaków, oraz Koja (ok. 3 tys.) i Masindi (ok. 4 tys.) w Ugandzie. O ile Tengeru i Masindi były dobrze zachowane, bo w jednym jest dziś ośrodek rolny, a w drugim college rolniczy, o tyle Koja była zrównana z ziemią, łącznie z nagrobkami.

Polskiej grupie uniwersyteckiej z pomocą przyszedł salezjanin ks. Ryszard Jóźwiak, który prowadził ośrodek dla dzieci ulicy w miejscowości Namugongo. – Spytałem, czy jeśli znajdziemy fundusze, on ze swymi wychowankami odbuduje cmentarz. No i dzieci ulicy postawiły krzyże dla polskich uchodźców. To był rok 2012. Wtedy też odbyła się pierwsza konferencja w Ugandzie, zorganizowana przez Uniwersytet Pedagogiczny.

– Pojawiła się myśl, aby zrobić coś więcej. Postawić pomnik? Najlepsze są żywe, pomocne ludziom – uważa Chudzio. Początkowo myślano o szkole, ale dzięki sugestiom lokalnej ludności zdecydowano się na centrum zdrowia. Pierwsze fundusze zadeklarowało pięciu sybiraków: z Kanady – Bronisław Szołpiak i Edward Krajewski, z Australii – Józef Ciemierzewski i Michał Chłopicki, oraz z Polski – Artur Woźniakowski.

Pod koniec 2016 roku w trzech salach można już było przyjąć pierwszych chorych. – Trzeba było szpital wyposażyć w łóżka, pościel, sprzęt, solary – bo we wsi nie ma prądu. Zachęcaliśmy znajomych, rodziny. Ale cały czas miał to być żywy pomnik imienia polskich sybiraków w Koja. Bo to byli główni sponsorzy – podkreśla Hubert Chudzio. Obecnie trwają rozmowy, by pojawiła się tam polska pomoc medyczna. – Takie polskie miejsce. To by było sensowne – dodaje.

cytryny i krokodyle

Na uroczystość z Polski przybyło pięciu sybiraków. Przylecieli też z Kanady i Australii. W Koja witały ich setki dzieci z biało-czerwonymi flagami. – To chwytało za serce – przyznaje Chudzio. – Zebrało się ok. 2 tys. ludzi. Były miejscowe władze i polscy księża, którzy zjechali z całej Ugandy.

Listopadowy wyjazd do Afryki to dla kilku sybiraków pierwszy powrót do tego miejsca po siedemdziesięciu latach. – Nasi 80-letni sybiracy nagle zamienili się w „chłopców” i zaczęli wspominać: „tu był mój dom”, a „to drzewo to była moja cytryna”. Śmiali się, opowiadając, jak rzucali kamieniami w krokodyle, przed którymi potem uciekali. I jak Ciemierzewski miał jedyną żaglówkę na Wiktorii. Wspominali harcerskie obozy, jak upolowano krokodyla i każde dziecko chciało mieć z nim zdjęcie. A pani Danusia Kołodziejska z Grudziądza szukała swojego domu, bo dziś wszystko wygląda inaczej. Ale „chłopcy” wiedzieli, jak dotrzeć do jeziora. Znali drogę, bo często uciekali przed mamą (ojca nie było, bo walczył pod Monte Cassino) nad wodę, gdzie nie było wolno im pływać. Wspomnienia sprzed 70 lat… – opowiada prof. Chudzio.

Pierwsze nagrania opowieści sybiraków – Afrykanów prof. Chudzio i jego współpracownicy przeprowadzili w Leicester w Wielkiej Brytanii. Te 22 wywiady zapoczątkowały projekt „Pokolenia odchodzą. Relacje polskich sybiraków z Wielkiej Brytanii”. Kolejne wyjazdy do Nottingham, Bradford, Leeds, Coventry i Birmingham zaowocowały pięcioma książkami po kilkaset stron każda. W tym roku projekt został skończony. – Jest on bardzo ważny, bo wiele z tych osób już nie żyje. Pozostały nagrania, ich spisane historie, archiwa domowe, fotografie, dokumenty.

– Kiedy prowadziłem wywiad w Bradford, pod okno przyjechała śmieciarka. Zacząłem w duchu kląć, bo zasłaniała mi światło, robiła hałas, a ja rozmawiałem z sybirakiem. I wtedy pukanie do drzwi. Przyszedł pan Thomas Flynn, tak się nazywał. Przyniósł pudełko, które odnalazł na śmietniku. To było pudełko polskiego żołnierza: naramienniki, polskie emblematy, klisza z jego zdjęciami, brzytwa. Flynn powiedział, że to nie powinno leżeć na śmietniku, ale musi trafić do polskiego ośrodka. Taka piękna historia. Uratował te rzeczy, a one są teraz w naszym centrum.

Centrum Dokumentacji Zsyłek, Wypędzeń i Przesiedleń Uniwersytetu Pedagogicznego powstało w 2011 roku. To jedyna taka placówka uniwersytecka w Polsce – jednostka badawcza, archiwum i biblioteka oraz muzeum, gdzie prowadzone są warsztaty dla młodzieży. – Zajmujemy się nie tylko sybirakami, ale także przymusową migracją. Są publikacje, filmy. Ważny jest przekaz, to, co mówią ludzie. To bardzo trudne wywiady. Często na chwilę trzeba przerwać, bo komuś się łamie głos – mówi Hubert Chudzio. Pokazuje pierwsze strony publikacji „Z mrozów Syberii pod słońce Afryki”. – Mamy jeden z ostatnich wpisów prezydenta Lecha Kaczyńskiego z datą 25 marca 2010, z podziękowaniem za tę pracę na rzecz ochrony dziedzictwa polskiego.•

Więcej na temat sybiraków w Afryce na: www.zsylkiwypedzenia.up.krakow.pl

Exodus sybiraków

Spośród 120 tys. osób, które wyszły ze Związku Sowieckiego z gen. Władysławem Andersem w 1942 r., 80 tys. stanowili żołnierze, a 40 tys. – ludność cywilna. Część cywili trafiła do Palestyny, młodzież do szkół junackich, dziewczęta do tzw. młodszych ochotniczek. Migracja odbywała się w czterech podstawowych kierunkach: Afryka – ok. 20 tys. osób, Indie – ok. 7 tys., Meksyk – ok. 1,5 tys., Nowa Zelandia – ok. 700 osób. Wielu ludzi zmarło w drodze do Pachlewi w Iranie, gdzie znajdował się obóz przejściowy.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie