Gdy się nie układa…

…jedź do o. Papczyńskiego. On zrozumie, bo sam doświadczył życiowych porażek jak mało kto. I wygrał.

Opiekun rodzin

– W ciągu 6 miesięcy mojej pracy na Mariankach ochrzciłem czworo dzieci, które (jak twierdzą rodzice) urodziły się dzięki wstawiennictwu św. Stanisława. On sam przecież został cudem ocalony w łonie matki, więc teraz opiekuje się matkami w stanie błogosławionym, szczególnie gdy życie dziecka jest zagrożone – opowiada o. Jan.

Na Marianki pielgrzymują zresztą całe rodziny. Z dziećmi starszymi, młodszymi i tymi pod sercem matki. Marta Janiak z trojgiem maluchów przyjeżdża do Góry Kalwarii regularnie. Chłopcy po modlitwie i Mszy św. mogą pojeździć na rowerkach wokół sanktuarium. A najmłodsza Tereska smacznie śpi w wózku. Mama ma czas na refleksję i modlitwę.

– Czcimy rodzinnie o. Papczyńskiego i jesteśmy tutaj często. Doświadczamy tak wielu łask, że trudno o wszystkich mówić. Franek, Antek i Tereska czują się tu swobodnie i lubią to miejsce. A o. Papczyński prowadzi dzieci i nas, rodziców, do Matki Bożej. To tutaj udało się wybłagać najważniejsze dla nas sprawy. Zawierzamy relacje z ludźmi, zawierzamy nasze dzieci. A o. Stanisław najwyraźniej słucha – uśmiecha się pani Marta.

Gdy dziecko „nie jest zdolne”

Stanisław Papczyński był znany jako doskonały retor, mówił wybitne kazania, był światłym umysłem wykraczającym poza swoje czasy. Spowiednik senatora Sobieskiego (późniejszego króla) i nuncjusza apostolskiego Antoniego Pignatellego (późniejszego papieża Innocentego XII). Wielki umysł i godne wykształcenie. Jednak… początki związane z jego nauką były trudne. Można powiedzieć – były wielkim pasmem porażek. – Stanisław pochodził z ludu, a kształcenie dzieci z nizin społecznych było wtedy niemal niemożliwe. Mimo to postanowił się uczyć. I tu zaczyna się historia jego porażek, bo nie był, delikatnie mówiąc, zdolnym uczniem, nauka szła mu jak po grudzie. Alfabet opanował z trudem i dopiero po głębokiej modlitwie. A potem rozpoczyna się jego walka o dalsze wykształcenie, przeplatane ciężkimi chorobami, a w końcu bezdomnością.

Nie poddał się. Z Bożą pomocą kształcił się i rozwijał. A jako kleryk (najpierw był w zakonie pijarów) został wykładowcą retoryki! Potem, już jako marianin, głosił niepokalane poczęcie Matki Bożej prawie 200 lat wcześniej od ogłoszenia dogmatu – opowiada o. Jan. Dlatego na Marianki przyjeżdżają też uczniowie i nauczyciele. A rodzice polecają o. Papczyńskiemu dzieci, które mają problemy z nauką, doświadczyły „niepowodzenia szkolnego”.

Barbara Wetesko przez wiele lat była nauczycielką i dyrektorką szkoły. Jak mówi, jest „fanką o. Papczyńskiego”, a za jego przyczyną dzieje się w jej życiu wiele dobrego. – To dzięki o. Papczyńskiemu, po 35 latach życia bez Boga, nawrócił się mój tata. Poleciłam go o. Papczyńskiemu i gdy tata był umierający, prosiłam o łaskę nawrócenia. Tata się nawrócił i jeszcze kilka lat cieszyliśmy się nim na ziemi. Umarł potem spokojnie, bez bólu, pojednany z Bogiem i ludźmi.

Regularnie jestem na Mariankach, modlę się nowenną do o. Papczyńskiego. Mam tyle intencji, które mu zawierzam… – opowiada pani Barbara. – Modlę się też za swoich byłych uczniów, bo o. Papczyński to świetny patron wszystkich osób uczących się i zdobywających wiedzę. Często z trudem…

Sanktuarium z potrzeby

Do wieczernika z biegiem lat, szczególnie po beatyfikacji o. Papczyńskiego, przybywało coraz więcej osób. Mówili, że ten skromny kościół jest godny zaszczytu. – Przełożony polskiej prowincji marianów, po zebraniu odpowiedniej dokumentacji, potwierdził, że wieczernik otoczony jest szczególnym kultem. Księgi łask, wielkie pudła ze świadectwami… Wszystko to zostało przekazane kard. Kazimierzowi Nyczowi, by rozpatrzył nasz wniosek o uznanie miejsca – sanktuarium – opowiada o. Jan. – Kardynał uznał, że to miejsce, w którym człowiek otwiera się na łaskę Bożą i święte życie o. Papczyńskiego, działa na współczesnych. Dlatego 20 maja skromny kościół w Górze Kalwarii zostanie podniesiony do rangi sanktuarium.

Pani Alicja modli się przy grobie o. Stanisława. W jednej dłoni różaniec, druga dłoń przyłożona do sarkofagu. Pani Alicja wymodliła tu powrót męża do rodziny i jego nawrócenie. – Niedawno przeszłam poważną operację. Dzięki o. Papczyńskiemu szłam na nią zupełnie spokojnie – mówi pewnie. – Teraz wiem – przekonałam się o tym tutaj, w wieczerniku – nie ma trudnej rzeczy, której Pan Bóg by nie rozwiązał.

Pani Alicja zabiera też do o. Papczyńskiego osoby, które przeżywają trudności w życiu i wierze. Niedawno zabrała znajomą, która przeżywała dramat choroby, ciężkiej sytuacji finansowej, zupełnego odrzucenia bliskich. – Po modlitwie przy grobie ojca moja znajoma zaczęła płakać. Mówiła, że zobaczyła tu całe swoje życie, wszystkie cierpienia i porażki, których latami doświadczała i które ją niszczyły. Po modlitwie inaczej spojrzała na swoje życie. Łaska od o. Papczyńskiego odmieniła jej przyszłość i przeszłość, porażki przemieniła w siłę, a ból w radość. Taki jest właśnie o. Papczyński. I dlatego zawsze będę do niego wracać.•

Więcej informacji o o. Papczyńskim i sanktuarium na: ­www.papczynski.pl

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Rozpocznij korzystanie