Ignoruj. Skasuj!

Facebook ma więcej „ludności” niż jakiekolwiek państwo. Ma też wielką władzę.

Technologiczne giganty mają się świetnie. Według przybliżonych danych codziennie co minutę na YouTube przesyłanych jest 500 godzin materiałów filmowych, na Twitter prawie pół miliona wpisów, a na Face­booku pojawia się około 2,5 miliona postów. Bohaterami filmu „Czyściciele internetu” jest kilka osób, które codziennie przez wiele godzin oglądają filmy związane m.in. z różnymi formami terroryzmu, propagandą polityczną, pornografią z udziałem dzieci, dzieląc je na dwie kategorie: „ignoruj” (wtedy post pozostaje na stronie) i „skasuj” (post z powodu naruszenia standardów zostaje usunięty).

Nie chcę mieć kłopotów

Założyciele mediów społecznościowych chętnie podkreślają altruistyczne intencje, jakie przyświecały im, kiedy wcielali w życie swoje pomysły. – Naszym celem jest połączenie wszystkich ludzi. Stworzenie globalnej społeczności. Przybliżanie się ludzi do siebie. Danie każdemu na świecie możliwości podzielenia się czymkolwiek z kimkolwiek – deklarował w swoim wystąpieniu, którego fragment pojawia się w filmie, współzałożyciel Facebooka Mark Zuckerberg. Czy deklaracje znalazły pokrycie w rzeczywistości? Obecnie wszyscy zdajemy sobie sprawę, że były to założenia utopijne.

Film dokumentalny Hansa Blocka i Moritza Riesewiecka nie zajmuje się wąsko technologicznymi aspektami działalności Face­booka, Twittera czy Google’a. Prezentuje działalność wybranych mediów społecznościowych od strony tych, którzy w nich pracują i decydują, co znajdzie się na ich stronach. Dokument dowodzi, że media te nie są wcale demokratyczne i neutralne. Twórcy filmu rozmawiali zarówno z moderatorami, którzy bezpośrednio, właściwie od ręki podejmują decyzje o tym, co znajdzie się w sieci, jak i ze specjalistami od mediów społecznościowych, w tym ich byłymi pracownikami.

Tylko nieliczni moderatorzy zgodzili się na rozmowę z realizatorami filmu. – Dostałem ostrzeżenie, mam przestać z wami rozmawiać. Firma dowiedziała się, że dopytują się o nas obcokrajowcy i menedżerowie usiłują wykryć źródło przecieku. Nie chcę mieć kłopotów – mówi jeden z nich. Tłumaczy, że nie chodzi mu tylko o swoją pracę, bo firma daje zatrudnienie tysiącom ludzi, a klient zagroził, że wycofa wszystkie zlecenia.

Okazuje się, że pracownicy podpisali kontrakt nakazujący im zachować anonimowość i nie ujawniać, dla kogo pracują. – Dlaczego zgodziłem się z wami rozmawiać? Bo świat powinien się dowiedzieć, że istniejemy, że ktoś monitoruje media społecznościowe i robimy wszystko, by platforma była bezpieczna dla wszystkich – wyjaśnia moderator.

Jeden z szefów Facebooka zapytany kiedyś, czy firma zatrudnia moderatorów, odpowiedział, że nie. Wywołało to niedowierzenie, ale rzeczywiście miał rację. Formalnie Facebook ich nie zatrudnia. Moderatorzy pracują w firmach outsourcingowych w krajach Trzeciego Świata, a Facebook czy inne media społecznościowe są tylko ich zleceniodawcą. Tych „cyfrowych śmieciarzy”, którzy usuwają „nieodpowiednie treści” z internetu są tysiące. Twórcom dokumentu udało się porozmawiać z kilkoma moderatorami zatrudnionymi przez firmę outsourcingową na Filipinach.

Jesteśmy jak policjanci

Moderatorzy, z którymi rozmawiali dziennikarze, mają świadomość, jak odpowiedzialna jest ich praca. To oni decydują, które zdjęcie czy film należy skasować, pełniąc niejako funkcję cenzora i moralnego autorytetu. – Świat nie jest zdrowy. Musimy kontrolować, co jest złe, a co dobre. Naszym głównym zadaniem jest uprzątnięcie śmieci. To nasz jedyny cel… Każdy błąd może zniszczyć czyjeś życie. Wywołać zamieszki. Opinie i myśli użytkowników zależą od nas, moderatorów – słyszymy w filmie. – Jesteśmy jak policjanci. Pilnujemy, by była to zdrowa platforma wymiany poglądów. Naszym zadaniem jest monitorowanie treści pochodzących od użytkowników. Zapobiegam programowaniu wykorzystywania dzieci. Terroryzmowi. Muszę powstrzymywać dręczenie w sieci. Moderator jest jak ochroniarz. Chroni społeczność.

Inny podkreśla, że jeżeli użytkownik zamieszcza tylko swoją opinię, nawet jeżeli to jest kłamstwo, nie stanowi to przeszkody, by ją zamieścić, bo nie mogą cenzurować opinii.

Filipiny są krajem katolickim, więc większość moderatorów wychowała się w katolickich rodzinach. Dla niektórych z nich praca wiąże się z problemami natury moralnej i religijnej. Występująca w filmie Filipinka, którą widzimy w kościele, a później przed komputerem w pracy, gdzie decyduje, czy zdjęcie lub film ma charakter pornograficzny, przyznaje, że oglądanie takich treści bardzo negatywnie wpłynęło na jej psychikę. Znajduje jednak usprawiedliwienie na to, że do tej pory nie rzuciła tej pracy, chociaż taki miała zamiar. – Moim zadaniem jest blokowanie grzesznych obrazów. Trzeba stanąć na drodze grzechu przenikającego do mediów społecznościowych.

Ale później dodaje: – To jest jak wirus. Przenika do mózgu. Muszę przestać.

Film porusza wiele problemów, z jakimi borykają się moderatorzy, jednak pewne kwestie pozostały niedopowiedziane. Moderatorzy pracują tysiące kilometrów od zamieszczanych na stronach wydarzeń. Wydaje się, że czasem podejmują decyzję, nie znając ich kontekstu. Widz z pewnością chciałby się dowiedzieć, jakie szkolenie przechodzą podejmujący tak ważne decyzje moderatorzy, którzy mają swoje obiekcje, ale kurczowo trzymają się pracy. Jak się okazuje, niektórzy z nich po jakimś czasie zaczęli odczuwać poważne problemy psychiczne.

Facebook pogłębia podziały

W filmie występują nie tylko „czyściciele internetu”. Bardziej ogólną perspektywę na działalność mediów społecznościowych dają dziennikarze, etycy i byli menedżerowie tych firm, wyjaśniając, jak zostały zaprogramowane i jaki wpływ mają na globalny dyskurs. Znalazły się tu również fragmenty przesłuchań prowadzonych przez senackie komisje Kongresu USA z udziałem czołowych przedstawicieli i prawników Facebooka, Google’a i Twittera. Ich wypowiedzi budzą zdumienie. Okazuje się, że firmy deklarujące otwartość same cenzurują swoją działalność na wniosek niektórych rządów. W filmie padają konkretne przykłady, które podważają szczytne deklaracje składane przez założycieli. Innym przykładem jest polaryzacja poglądów, do jakiej doszło w Stanach Zjednoczonych. – Ameryka jest tak spolaryzowana, że demokraci nawet nie potrafią rozmawiać z republikanami. Oczywiście powodów tego jest wiele, ale Facebook tylko pogłębia te podziały. Dawniej każdy miał prawo do swojej opinii, teraz każdy ma prawo do swojej rzeczywistości, prawdy, faktów – wyjaśnia były manager Facebooka. Z kolei Tristan Harris, były etyk Google’a, uważa za nieprawdziwe twierdzenie, że technologia jest neutralnym narzędziem. – To nieprawda. Technologia ma określony cel. Jej celem jest przykucie uwagi jak największej liczby ludzi, a do tego świetnie motywuje oburzenie. Dlatego nagłaśniane są treści najbardziej kontrowersyjne. Cały system ustawiony jest na pokazywanie nam naszego najgorszego oblicza.

David Kaye, sprawozdawca ONZ do spraw wolności słowa, uważa, że sytuacja, w której prywatne firmy decydują, co jest legalne, a co nie, jest wysoce niepokojąca. Trudno się z tym nie zgodzić w sytuacji, kiedy potężne internetowe korporacje, które praktycznie nie ponoszą żadnej odpowiedzialności wobec swoich użytkowników, mają władzę, jakiej nie posiada większość demokratycznych państw. I jeszcze jedna uwaga. W filmie, w kilku scenach znajdują się drastyczne materiały obrazujące, z czym zmagają się „czyściciele internetu”, nieodpowiednie dla młodych widzów. •

Czyściciele internetu, reż. Hans Block i Moritz Riesewieck, Niemcy/Brazylia 2018. Film można obejrzeć na platformie Katoflix.pl.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Rozpocznij korzystanie