Czas Polaka wkurzonego

Kulturę solidarności zastąpiła kultura gniewu. Tylko co można na niej zbudować?

Trwa poszukiwanie nowej tożsamości dla Polki i Polaka. Trwa właściwie od 30 lat, gdy elity odrodzonej Rzeczpospolitej uznały, że powinniśmy wymyślić siebie na nowo. Kod kulturowy, który umożliwił nam reaktywację po zaborach, stworzenie państwa podziemnego podczas okupacji i ruchu Solidarności w strefie sowieckiej, uznany został za „przeterminowany”, postrzegany jako obciążenie, a nie szansa. Głównie ze względu na zakorzenienie w tradycji i wierze. Podczas rządów Platformy Obywatelskiej i prezydentury Bronisława Komorowskiego promowano model „fajnego Polaka”, z czekoladowym orłem w tle, dziś nastał czas Polaka wkurzonego (to oczywiście eufemizm). Kulturę solidarności zastąpiła kultura gniewu. Widać ją nie tylko na ulicach i w mediach społecznościowych, ale także w książkach, teatrze, grach komputerowych. W języku, który jest tworzywem kultury, i w estetyce. Czerwono-czarna identyfikacja młodych wprawiła w euforię media, które od lat czekają na zmianę cywilizacyjną w Polsce. Choć entuzjazm z jesieni wiosną jakby trochę przygasł.

„Coś epokowego”?

Opadła fala ulicznych protestów, bo gniew nie jest emocją, na której można budować coś trwalszego. Zdumiewające, że nie dostrzegali tego nawet doświadczeni akademicy widzący w Strajku Kobiet ruch na miarę nowej Solidarności. Profesor Krystyna Skarżyńska cieszyła się, że młodzi dojrzewają jako obywatele, że chcą wyraźnej i progresywnej zmiany. Profesor Jacek Raciborski oceniał, że „stało się coś epokowego”, a socjolog Mirosław Pęczak odrzucał zarzuty o brak struktury i programu jako chybione, przekonując, że „ruch społeczny z definicji formuje się w działaniu, a refleksja przychodzi potem”. Może właśnie przyszła?

Szczególnie chybione wydają się z perspektywy czasu diagnozy opisujące czarne protesty jako przejaw solidarności społecznej. „Młodzi są do bólu obywatelscy” – pisano. Solidarności trudno się było dopatrzyć w haśle „aborcji na żądanie”, a obywatelskości we wzywaniu do niszczenia budynków publicznych czy atakowaniu świątyń. Nikt zresztą z wypowiadających się (głównie na łamach „Gazety Wyborczej”) profesorów nie krył, o jaki rodzaj „obywatelskości” tu chodzi. Wspominany prof. Raciborski tłumaczył (dziennikarzom „Polityki”), że „konflikt o aborcję musi być definiowany jako konflikt polityczny, każdy sojusznik się liczy”. I ponaglał: „Jeśli nie uda się doprowadzić do liberalizacji ustawy antyaborcyjnej już teraz, brak sukcesu może oznaczać apatię i demobilizację młodego pokolenia na długie lata”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Rozpocznij korzystanie