Czas Polaka wkurzonego

Kulturę solidarności zastąpiła kultura gniewu. Tylko co można na niej zbudować?

Oczywiście założenie, że świat nie jest czarno-biały i każdy ma coś na sumieniu, dotyczy tylko przeszłości. Teraźniejszość, a zwłaszcza polityczność sprowadza się do prostego podziału: swój–wróg. Olaf Szewczyk, dziennikarz przeprowadzający wywiad z twórcami gry, też nie stroni od jasnych (czy raczej ciemnych) deklaracji: „Miałem katartyczną satysfakcję, gdy jako wilkołak broniący puszczy odgryzłem twarz ministra środowiska, odreagowując bezsilność wobec zbrodni wycinki”. Warto dodać, że „Wilkołak” („Werewolf”) jest grą napisaną po angielsku, jako produkt eksportowy. „Na wersję polską musimy zarobić” – mówią twórcy. Gniew nie jest więc jedynie motorem zmian, ale uniwersalnym wehikułem gwarantującym szybki zysk.

Wygrywają media, przegrywają obywatele

Kultura gniewu nie jest oczywiście naszym oryginalnym pomysłem. Kipią od niej media (zwłaszcza społecznościowe) całej globalnej wioski. Warto sięgnąć po głośną książkę Matta Taibbiego „Nienawiść sp. z o.o.” pokazującą naturę tego procesu. Niepokojąco znajomą. „Bieżące narracje wiadomości zaczęliśmy przeobrażać w coś na kształt kontraktu, w którym chodziło już nie tylko o to, żeby was rozjuszyć, ale żebyście wciąż byli wściekli i pobudzeni do destrukcyjnego gniewu” – pisze Taibbi, w pierwszej osobie, bo sam, czego nie kryje, był czynnym aktywistą tego procederu.

Polityka – nie tylko polska – zamieniła się w bitwę, w której dopuszczalna jest wyłącznie jedna postawa: czysta agresja. Media, kierując się zyskiem, przyjęły za pewnik, że uprzejmość to tak naprawdę oznaka wstecznictwa. „Podłość i wulgaryzmy budują solidarność polityczną, ale także solidarność z widownią. Wspólne przełamywanie barier rodzi partyzancką bliskość” – czytamy w książce amerykańskiego reportera. Niestety, trafnie brzmi stawiana przez niego diagnoza, że przy takiej formule istnienia mediów „wygrywają wszystkie stacje, przegrywają obywatele”.

W kulturze gniewu, która ma przynieść uzdrowienie demokracji (jeśli wierzyć lewicowym politologom), z założenia muszą istnieć tylko zwycięzcy i przegrani. Nie ma jakiegoś zbioru wspólnego, współdzielenia winy czy sukcesu. Z przeciwnikiem się nie rozmawia, ale go zwalcza. Szczęście można osiągnąć jedynie anihilując wroga, wyrzucając go poza kordon sanitarny. Najpełniej oddaje tę logikę hasło jesiennych protestów (na literę „w”) wypisywane na banerach i kartonach.

„To jest wojna!”

Tak grozi inny slogan jesiennych i zimowych protestów. W stanie wyjątkowym na pewno łatwiej buduje się dyscyplinę w szeregach własnego plemienia. Już nie tylko dziennikarze manifestacyjnie zrzucają maski niezaangażowania i idą na tę wojnę. To samo robią aktorzy czy pisarze, oczywiście w konwencji kultury gniewu. Jak Jakub Żulczyk, który podwórkowym wpisem pod adresem prezydenta RP zyskał sławę porównywalną niegdyś z wydaniem poczytnej powieści. Mniej zaangażowanych twórców zagania się do jednej zagrody, żądając politycznych lub ideowych deklaracji na antenie TVN lub na łamach „Gazety Wyborczej”. Topnieje w oczach lista ludzi mających uznanie i autorytet, którzy oparli się takiej presji. A szkoda, bo to oni powinni sklejać, a nie dzielić.

Rodzi się pytanie: co dalej? Spór między różnymi wizjami Polski był i jest czymś naturalnym. Nie zniknie, tak jak nie da się zresetować naszego kodu kulturowego, zastępując go innym. Nie sprawi tego także zmiana polityczna, do której – czego nikt nie ukrywa – ma owa wojna doprowadzić. Zapewne skończy się na tym, że negatywne emocje będą wówczas kierowane nie wobec rządzących, ale pozostających w opozycji. Z taką samą, a może i większą energią. Wydaje się, że nienawiść sp. z o.o. w polskim wydaniu ma jeszcze bardzo duży potencjał rozwoju. •

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Rozpocznij korzystanie