Bóg w wielkim mieście

Członkowie Drogi Neokatechumenalnej silny nacisk w formacji kładą na przekaz wiary swoim dzieciom. O ile w przypadku maluchów wydaje się to stosunkowo prostym zadaniem, o tyle dotarcie z Dobrą Nowiną do nastolatków bywa karkołomnym wyczynem.

Rozwiązaniem na pewno jest podawanie wartościowych treści w atrakcyjny sposób. Dlatego ponad 50 osób związanych ze wspólnotami Drogi Neokatechumenalnej w wieku od 12 do 22 lat z diecezji świdnickiej i zielonogórsko-gorzowskiej wzięło udział w wyjeździe do Kopenhagi.

Gospodarzami były rodziny przebywające w tym mieście na misji, pochodzące z Hiszpanii, Włoch i Polski, a młodym oprócz katechistów towarzyszył ks. Nikos Skuras.

Był to dla nich czas zawiązywania relacji, odważnej ewangelizacji na ulicach miasta, ale przede wszystkim okazja do osobistej modlitwy Pismem Świętym. – Skrutacja (metoda czytania Biblii wykorzystująca odnośniki do innych ksiąg Pisma Świętego − przyp. red.) ma na celu pokazać prawdę o nas, zabierając pewne złudzenia dotyczące naszego życia. Słowo Boże pozwala głęboko zajrzeć w nasze wnętrze. Dostrzegłem, że nawet ci, którzy sceptycznie potraktowali ten wyjazd, potem długo siedzieli przy Piśmie Świętym. Gdy dzielili się swoim doświadczeniem, widziałem, że słowo ich dotykało. To jest też najlepsza pomoc dla innych, kiedy mogą usłyszeć z ust swoich rówieśników o problemach w kontekście słowa Bożego. Swoimi szczerymi świadectwami zawstydzali nawet dorosłych, którym nieraz poleciały łzy z oczu – opowiada katechista z Zielonej Góry. – To był błogosławiony czas – dodaje.

Jednym z uczestników był 14-letni Tymoteusz. Szczerze przyznaje, że w praktykach religijnych bierze udział bardziej ze względu na swoich rodziców niż z własnej potrzeby. W stolicy Danii pierwszy raz od trzech miesięcy uczestniczył w Eucharystii i przystąpił do sakramentu spowiedzi. – Do Kopenhagi pojechałem z kryzysem w mojej głowie i choć zazwyczaj kiedy skrutuję Pismo Święte, nic do mnie nie trafia, właśnie tam dostałem słowa, które mnie pocieszyły – mówi Tymoteusz. – Bardzo mocno dążę do tego, aby być idealnym. Gdy mi się to nie udaje, czuję się, jakbym się do niczego nie nadawał. W trakcie wyjazdu bardzo często słyszałem słowa, że aby być chrześcijaninem i doświadczać, że Bóg mnie kocha, idealny wcale być nie muszę – uzupełnia świdniczanin.

Wakacyjny wyjazd jest kontynuacją całorocznej formacji przeznaczonej dla młodych. Raz w miesiącu spotykają się, aby wspólnie skrutować słowo Boże, a co warte podkreślenia – propozycja ta skierowana jest nie tylko do osób związanych z neokatechumenatem, ale do młodzieży w różnym wieku stojącej u progu dorosłego życia. Skrutacja ma stanowić dla nich pomoc w rozeznaniu powołania i podjęciu ważnych decyzji.

– Istnieje takie przekonanie, że gdy człowiek ma niewiele lat, to nic nie rozumie i nie można mu mówić prawdy. Tak nie jest. O dojrzałości decyduje „ilość” przeżytego cierpienia, a uważam, że młodzi mają go dzisiaj w nadmiarze. Będąc w ich wieku, takiego doświadczenia nie miałem, a oni dobrze już wiedzą, co to jest grzech, bo to on jest źródłem naszego cierpienia. Dlatego trzeba traktować ich poważnie i mówiąc o grzechu, jeszcze bardziej pokazywać, że jest Ktoś, kto go pokonał – mówi o. Tadeusz Iwaszczyszyn, paulin posługujący w Świdnicy. – Wydawać by się mogło, że wychowanie w chrześcijańskiej rodzinie stwarza idealne warunki. A jednak nawet taka młodzież doświadcza zmagań i cierpienia. Nawet w najbardziej wierzącej rodzinie nie uda się uniknąć trudności, a iluzją jest myślenie, że wspólnota, choćby najlepsza, rozwiąże wszystkie nasze problemy. Nie rozwiąże, ale da światło na życie wieczne. A to jest najważniejsze – dodaje.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie

Reklama

Reklama

Reklama