Dusza z lamusa

– Kim chciałbyś być, gdy dorośniesz? – Oczywiście kowalem – odpowiada Kacper Błachowski z IIc. – A dlaczego? – Bo on jest niezwykle wesoły i ma piórnik z młotkami!

Podobnie odpowiada trzy czwarte drugoklasistów ze Szkoły Podstawowej nr 38 w Lublinie. I to zarówno chłopcy, jak i dziewczynki. Choć dosyć często zdarzają się też dzieci, które chciałyby uprawiać zawód garncarza. A to wszystko po wycieczce, na jakiej były na początku czerwca, odwiedzając najsłynniejszych na Lubelszczyźnie przedstawicieli ginących zawodów: kowala w Wojciechowie, garncarza w Bęczynie i pszczelarza w Pszczelej Woli.

Podkuty Mateusz

Historia wojciechowskiej Kuźni sięga roku 1920, a sama kuźnia od początku istnienia należy do jednej rodziny. Tu od ponad 25 lat odbywają się Ogólnopolskie Spotkania Kowali, w których każdego roku bierze udział kilkudziesięciu mistrzów kowalstwa z kraju i zagranicy. Tu też funkcjonuje jedyne w Polsce Muzeum Kowalstwa, a jego obecny właściciel Roman Czerniec jest prezesem Stowarzyszenia Kowali Polskich.

– Ale on jest fajny, ten pan Roman! – krzyczy Kuba Adamczuk. – Podkuł naszego kolegę Mateusza! – I miał piórnik z młotkami i tymi młotkami pisał literki – dodaje zafascynowana Weronika.

Pan Roman ma przygotowanie pedagogiczne. Umie i lubi rozmawiać z dziećmi. Podczas 45-minutowej lekcji opowiada historię kuźni i pokazuje, na czym polega piękno zawodu kowala. – Na naszych oczach takie zawody jak kowal, cieśla, bednarz itp. idą w zapomnienie. Większość prac wykonywanych dawniej przez kowali zastąpiono teraz pracą maszyn, stara technologia zanika. Wyroby maszynowe tracą jednak swój niepowtarzalny charakter, tracą duszę – mówi wesoły właściciel kuźni w Wojciechowie.

Ulepiłem świetny dzbanek

Niemałe zainteresowanie wśród młodych turystów wzbudza też samodzielne lepienie garnków i wazonów u garncarza Zygfryda Gajewskiego, jednego z najbardziej zasłużonych dla polskiej  kultury ludowej. Dla niego i jego syna jest to zawód rodzinny, przechodzący z pokolenia na pokolenie od ponad 200 lat, sięgając roku 1753. – Ubrudziłem sobie trochę koszulkę, ale to nic, bo ulepiłem świetny dzbanek – wspomina Michał Skóra z IIc.

Ostatni etap wycieczki to wizyta dzieci w skansenie pszczelarskim w Pszczelej Woli.– Wszedłem do dużego ula i widziałem, jak pszczoły robią miód. Nawet im go trochę podebrałem – chwali się Szymek Multański. Idea założenia skansenu i tzw. izby pamiątek pszczelarskich powstała w końcu lat sześćdziesiątych XX wieku. Wyszukane w terenie w czasie rajdów i wycieczek eksponaty zaczęto skupować i gromadzić w Technikum Pszczelarskim. Z tych zbiorów w 1973 roku powstały skansen i Izba Pamięci, które są pomocą naukową i atrakcją turystyczną do dziś.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie

Reklama

Reklama

Reklama