Świat za grosze

Pielgrzymował pieszo do Rzymu i Santiago de Compostela. Rowerem i autostopem dojechał do Ziemi Świętej i Iranu. Latem tego roku przyszła kolej na Rosję. Od paru lat przemierza na różne sposoby tysiące kilometrów.

Świat za grosze   Michał Piec/ GN Michał Piec nad jeziorem Sevan w Armenii przy swojej „bazie noclegowej”. Michał Piec, student V roku katowickiego Uniwersytetu Ekonomicznego, pochodzi z Piekar Śląskich. O swoich podróżniczych przygodach opowiada na stronie internetowej www.kryvan.yoyo.pl. Czytelników uprzedza, że wyznacza sobie cele i podróżuje bez żadnego spinania się. – Nie muszę koniecznie wszystkiego przejechać rowerem, robić dużych dystansów dziennych, wreszcie nie muszę niczego nikomu udowadniać – zaznacza. Kiedy jego podróże mają pielgrzymkowy charakter, wyznacza sobie intencje. Modli się o jedność chrześcijan, pokój na świecie i za prześladowanych wyznawców Chrystusa.

Pocahontas w metrze

Na swoim blogu Michał pisze m.in. o noclegu u pijanego mordercy, wspomina o myciu głowy płynem do naczyń, ucieczce na rowerze przed policją w Turcji i o rozdawaniu napotkanym ludziom obrazków z wizerunkiem Maryi. – Będąc w Syrii, niedaleko Wzgórz Golan, nocowałem u muzułmanina. Rano przed odjazdem chciałem mu podziękować za gościnę. Wręczyłem gospodarzowi obrazek z Matką Bożą Piekarską i Dzieciątkiem na Jej rękach. Mój dobrodziej patrzy raz na mnie, raz na obrazek. W końcu pyta: „To jesteś ty, jak byłeś mały?”.

Michał opisuje także doświadczenia trudne, wręcz traumatyczne. „W Iranie skradziono mi wszystkie dokumenty i pieniądze. Nie był to żaden rozbój, po prostu kieszonkowcy wykorzystali moją nieuwagę. Tydzień trwał proces zdobywania tymczasowego paszportu oraz wizy. Trzy dni w Shirazie, gdzie mnie okradziono, biegałem od jednego komisariatu do drugiego. Prawdziwy kryzys przyszedł jednak w molochu, jakim jest Teheran, gdzie miałem wątpliwą przyjemność spędzić cztery dni. Gdy sprzątaczki metra dzielą się z człowiekiem suchym chlebem z trawą, mleczami i miętą; gdy nocuje się (…) na placu zabaw w rurze zjeżdżalni, można mówić o poważnym kryzysie. Szczerze mówiąc, o włos się nie poryczałem, byłem też o krok od tego, aby w teherańskim metrze śpiewać Pocahontas i po prostu żebrać”.

Świat za grosze   Michał Piec/ GN Prom na rzece Wołogda, 500 km na północ od Moskwy. Dla internautów jednak Michał nie jest mięczakiem. W komentarzach dziękują mu za relacje z wypraw i nazywają go „mocarzem” albo „niesamowitym człowiekiem”. – Ducha podróżowania wpoił mi tata – mówi. – Kiedy byłem dzieckiem, pojechaliśmy razem na rowerach do Wilna i nad węgierski Balaton, choć w wieku trzech lat przeszedłem skomplikowaną operację serca i lekarze odradzali mi uprawianie jakiegokolwiek sportu.

Krakowska na drogę

Mama Michała martwi się, że syn podróżuje sam i to do miejsc, w które turyści się raczej nie wybierają. Ale tylko w ten sposób rzeczy niemożliwe stają się możliwymi. Przez ostatnie lata Michał pokonał ponad 3 tys. kilometrów piechotą, 15 tys. kilometrów na rowerze, zaś autostopem objechałby już ziemię. W podróżowaniu pomagają mu kierowcy TIR-ów, którzy przez CB radio szukają dla niego kolejnych „połączeń”. – Spotykam przedziwnych szoferów. Ostatnio w Rosji zabrał mnie na stopa kierowca kamaza, który przez dwa dni trąbił mi do ucha o prostytutkach, z którymi spotyka się na trasie. Modliłem się w duchu, żeby tym razem jego pragnienia się nie spełniły… I tak się stało! – opowiada.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Rozpocznij korzystanie

Reklama

Reklama

Reklama