W stylu plug and play

Studiowanie to wielkie życiowe wyzwanie. O tym, jak zmieniają się potrzeby młodych ludzi, z ks. Mirosławem Malińskim, duszpasterzem Centralnego Ośrodka Duszpasterstw Akademickich „Maciejówka” rozmawia Karol Białkowski.

Karol Białkowski: – Jakie są dzisiaj potrzeby studentów i jak zmieniały się one w ciągu lat?

Ks. Mirosław Maliński: – Jeszcze dziesięć lat temu, gdy pytałem studentów, jakie jest ich największe pragnienie, wielu odpowiadało, że chcą być dobrymi ludźmi. Dziś marzą o szczęściu. Rozumieją je jako coś, co przychodzi z zewnątrz. Będę miał dziewczynę i będę szczęśliwy, będę miał dobrą pracę… Podobnie jest w kwestiach duchowych, mam Pana Jezusa, a On da mi szczęście. Mój przyjaciel filozof nazwał tę duchowość typu: „plug and play” – jest z nią tak jak z urządzeniami elektronicznymi, które po podłączeniu do jednostki centralnej od razu gotowe są do pracy. Do tej pory trzeba było wczytywać oprogramowanie, zanim myszka do komputera zaczęła działać, a teraz po podłączeniu po prostu działa, bez dodatkowego oprogramowania. Podłączam się pod Chrystusa i mam być szczęśliwy, bez żadnych dodatkowych oprogramowań.

Czy młodzi zdają sobie sprawę z takiego mechanizmu?

– Jest taka książka „Mnich i psychiatra rozmawiają o szczęściu”, w której rozmówcy zauważają, że w świecie pojawiła się choroba „apocomia” (a po co mi?). Nagle okazuje się, że wszystko jest niepotrzebne. Studenci też często wnikliwie badają: po co mi to? Wielu z tych młodych zapomina, że studia budują osobowość; że są po to, by być kimś. Czasami w życiu może okazać się potrzebna osobowość zbudowana na żmudnej analizie tekstów klasycznych.

We wspomnianej książce występuje problem z trzema „r” – rozgardiasz, rozproszenie i rozdrażnienie. Rozgardiasz jest powodowany przez konieczność nieustannych wyborów między sprzecznościami. Dokonując wyboru jednej rzeczy, często skupiamy się nie na tym, co wybraliśmy, ale nad tym, co przez ten wybór tracimy. Rozproszenie – to trudność ze skupieniem się na jednej rzeczy. Na byciu „tu i teraz” A to wszystko prowadzi do trzeciego „r” – rozdrażnienia. Myślę, że duszpasterstwa akademickie dojrzewają powoli do tego, by zaproponować drogę wyjścia z tej sytuacji. Są trzy recepty. Pierwszą z nich jest cisza. Druga recepta to adoracja, podczas której próbujemy ogniskować swoją uwagę wokół Chrystusa. Trzecią jest Eucharystia. Zauważam, że po niej ludzie są dużo mniej rozdrażnieni. Do tego wszystkiego trzeba dołączyć rzeczy, które są robione bezinteresownie, bez zastanowienia „a po co mi to”.

Wielu ze studentów przyjeżdża do Wrocławia z mniejszych miejscowości i zaczyna samodzielne życie. Czy ich doświadczenia rodzinne przekładają się na aktywność?

– Studenci w duszpasterstwie sytuują się między dwiema skrajnościami. Są młodzi ludzie, którzy pochodzą z rodzin katolickich. Ich rodzice bardzo przychylnym okiem patrzą na aktywność swoich dzieci i wręcz do tego zachęcają. A z drugiej strony są rodzice strasznie zaniepokojeni udziałem dzieci w duszpasterstwie akademickim. Czasem dzwonią do mnie i proszą, abym nie przyjmował ich dziecka do naszej wspólnoty. A przecież to są dorośli ludzie i sami powinni decydować o sobie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie

Reklama

Reklama

Reklama