Spotkania z przyrodą: Roślinni towarzysze

Ewa Winiarska-Drzyzga

publikacja 02.06.2026 14:19

Ostatnio słyszałam stwierdzenie, które bardzo mi się spodobało, że właściwie cały świat jest jednym wielkim ogrodem.

Spotkania z przyrodą: Roślinni towarzysze Ewa Winiarska-Drzyzga Modraszek ikar na komonicy zwyczajnej.

Wydawać by się mogło, że nie sposób to odnieść do śródmieścia poprzemysłowego miasta, w dodatku mocno wybetonowanego. Zresztą wykostkowanie jest obecnie charakterystyczne dla wielu miejscowości w naszej szerokości geograficznej. Rośnie tu jednak sporo drzew i krzewów. O tej porze roku jak w najprawdziwszym ogrodzie można delektować się przeróżnymi kolorami i zapachami. Nie tak dawno wpadaliśmy w zachwyt nad kwitnącą wiśnią, pięknymi kwiatami magnolii, potem wkroczyły na scenę fioletowe lilaki, teraz króluje bez czarny, do startu gotowe są kwiaty ligustru ciągnącego się wzdłuż chodników. A to tylko ułamek tego, co się wokół nas dzieje. Nie mówię już o ptakach, czy owadach, które szukają partnerów, opiekują się młodymi, ruszają na poszukiwanie pokarmu w przyrodomiejskie zakamarki. Przyroda, również ta miejska, przeżywa aktualnie najbardziej dynamiczny czas w rocznym cyklu. I to wszystko ma miejsce tuż przed domem, koło przystanku autobusowego, a także wzdłuż ulicy. Nawet jeśli nie zawsze to dostrzegamy.

Podczas spacerów zwracam coraz większą uwagę na rośliny zazwyczaj pogardzane, uważane za niepożądane, a najczęściej w ogóle niezauważane. Można je określić jako chwasty, ale trudno się doszukać definicji chwastów, która by tutaj pasowała. Bardziej odpowiednie wydaje się mówienie o roślinach synantropijnych – nazwa pochodzi z języka greckiego syn – z, anthropos – człowiek. Te rośliny „towarzyszą wiernie człowiekowi i osiedlają się zawsze w pobliżu jego siedzib i na zmienionych przez niego siedliskach” - taką definicję znalazłam w wydanej kilkadziesiąt lat temu niewielkiej książeczce, a właściwie atlasie z pięknymi ilustracjami pt. „Rośliny towarzyszące człowiekowi” autorstwa Zofii Szwarz i Janiny Szober.

Czyż to nie jest fascynujące, że człowiek ma takich wiernych towarzyszy? Dodatkowo wiele z tych roślin było i jest wykorzystywanych w lecznictwie i w celach kulinarnych. Choćby pokrzywa mająca wiele zastosowań. Myję włosy szamponem pokrzywowym, piję ze smakiem do śniadania herbatkę z pokrzywy, ponadto przygotowuję z niej nawóz dla kwiatków. Albo babka zwyczajna – ilekroć się skaleczyłam jako dziecko, biegając na dworze, wiedziałam, że należy odszukać jej liście i przyłożyć do rany, a z mniszka lekarskiego, zwanego mleczem, moja mama robi syrop na kaszel (działa!). Można jeszcze długo wymieniać rośliny zaliczane do synantropijnych i ich zastosowanie. Często są deptane, wyrywane, wycinane, a one i tak niezmordowanie i z uporem nie odstępują człowieka na krok. Gotowe są go posilić, wyleczyć z chorób oraz upiększyć jego otoczenie swoimi kolorami i oryginalnymi kwiatami bądź liśćmi oraz wprowadzić życie w miejski krajobraz. Albowiem wystarczy, że taka roślinka wyrośnie między kostką brukową, czy też przy krawężniku, a dołączą do niej owady, może również i ptaki.

Rośliny synantropijne pojawiają się tam, gdzie człowiek przekształcił środowisko naturalne, tzn. zniszczył pierwotną szatę roślinną. Potrafią sobie poradzić w zdegradowanej przez ludzi przestrzeni. Na szczęście flora i fauna nie czeka na pozwolenie człowieka i na każdym kroku zaznacza swoją obecność. Potrzebujemy przyrody bardzo, mimo że nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę.

Wracając do początku tych rozważań o ogrodzie wielkości świata. Miasto jest jego częścią. Choć przyroda ma w nim mocno pod górkę, to jednak jest niezwykle nam pomocna w przeżyciu w tych niekorzystnych także dla nas warunkach. Mamy obok siebie wiernych roślinnych przyjaciół.

*

Tekst z cyklu Spotkania z przyrodą