Fragment książki Dziurawy Kajak i Boże Miłosierdzie

Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze, 2006, Poznań

O KRADZIEŻY, KTÓRA NIE BYŁA GRZECHEM

Siostra Tarsycja pokazała mi szyszkę, którą przywiozła w tym tygodniu z Kalwarii Wileńskiej pani Liljana, Włoszka, przyjaciółka faustynek. Klika dni temu szyszka wisiała jeszcze na sośnie, która szumi nad Heleną. Może jej ziarenka siostry zasadzą i wyhodują sadzonki.
O siostrze Helenie pisałem już w Każdej duszy. Trafiła do Sióstr Jezusa Miłosiernego, po tym jak zgromadzenie, do którego się pierwotnie wybierała, kazało jej najpierw uzbierać odpowiedni posag. Odpowiedni — lecz niestety przekraczający jej możliwości. A działo się to już w czasach po soborze.
Bardzo ją lubiłem. Była prostolinijna i otwarta. Potrafiła odważnie, niczym Katarzyna Sieneńska, powiedzieć, co myśli, a nie jest to tak powszechne u sióstr zakonnych. I robiła znakomite wypieki. Zawsze mnie obdarowywała smacznym keksem.
Siostra Eliza, którą kiedyś nazwałem Calineczką, opowiedziała mi historię o Helenie pasującą do Nędzników Wiktora Hugo.
— Pamiętam, byłam tego dnia w kuchni z siostrą Heleną. Ktoś
przyniósł nam na rozpałkę dziurawy kajak. Nie nadawał się do wody,
jedynie do ognia. Przygotowujemy obiad i w pewnej chwili widzimy,
że kajak unosi się do góry i wyrasta mu kilka nóżek. Dziecięcych.
I kajak odpływa, to znaczy ucieka. Zanim Helena wdrapała się na
stołek i otworzyła okno, był już za ogrodzeniem naszego klasztoru.
Wychyliła się jednak i krzyczy z całych sił:
— Chłopaki, ja wam darowuję ten kajak!
— Po coś to krzyczała? — spytałam ciężko sapiącą Helenę.
— A, żeby grzechu nie miały.

56 ZĘBÓW CZYLI ZBAWIENNE SKUTKI JEDZENIA CEBULI

Miały ze sobą wiele wspólnego. Obie zyskały przydomek „budowniczych". Helena remontowała dom sióstr w Wilnie, Celina nadzorowała budowę klasztoru w Myśliborzu. I obie tylko przez chwilę cieszyły się stanem „doskonałości". Wybudowały nie dla siebie. Pan Bóg tak samo jak Faustynie, i im „całą nagrodę zachował na wieczność". No, może przesadzam, obie siostry były przecież wyjątkowo lubiane nie tylko przez współsiostry, ale przez ludzi, którzy natknęli się na ich uśmiech. Obie miały tę tak ważną dla świętych cnotę — poczucie humoru, które jest przejawem radości doskonałej. Aczkolwiek na różne sposoby: Helena swój dowcip uprawiała niekiedy z kamienną twarzą, albo z chmurnym obliczem, a Celina była cała wielkim uśmiechem.
Siostra Celina umarła 6 października. W zgromadzeniu powiadają, że w pokorze nie uczyniła tego w dzień śmierci Faustyny, czyli 5 października. Piątego października za to przygotowała siostrom wystawną kolację. Następnego dnia wyprawiła je na grzyby, a sama poszła do pralni. I tam złapał ją zawał. Kiedy znalazła się na OIOM-ie, wydawało się, że wyjdzie z tego cało. Leżała na łóżku w znakomitym humorze. Włosy miała uczesane jak mała dziewczynka w kucyki. Martwiła się jedynie, kto jej na drugi dzień przyniesie Pana Jezusa, bo w szpitalu nie było wtedy księdza. Siostra Bogna mówiła, że sama Go jej przywiezie, ale ona odparła, żeby sobie nie robiła kłopotu, że jakoś sobie poradzi. I tak ją siostry zostawiły. Z kucykami na głowie.
Gdy wróciły do klasztoru, zadzwonił telefon. To był lekarz.
— Siostry, ona nam się wymknęła... Zmyliła nas, jeszcze chwilę przedtem śmiała się w głos.
Jakie życie, taka śmierć. Słowa piosenek nie zawsze się sprawdzają, ale w jej przypadku okazały się czystą prawdą.
Żyła po to, aby się uśmiechać do drugiego. Siostra Wianeja, która prowadzi przychodnię lekarską w myśliborskim klasztorze, nazywała ją „56 zębów".

— Normalny człowiek ma ich trzydzieści sześć. Zwykle z czasem mu wypadają. A ona do końca miała cudowne białe zęby, zdaje się, że w znacznie większej liczbie niż zwykle to bywa. Mówiła, że to wszystko dzięki cebuli. Ona się cała śmiała. Oczyma, ustami, nosem...
Naprawdę warto jeść cebulę, by tak się śmiać do drugiego człowieka.


CZY MOGĘ WYCIĄGNĄĆ PANA JEZUSA Z TAPCZANU?


Wiadomo, że jedną z recept na udaną rozmowę jest wyznaczenie do niej miejsca, w której rozmówca będzie się czuł komfort psychiczny. W pewnym klasztorze faustynek zostałem zakwaterowany w narożnikowym pokoju przylegającym do skrzyżowania ulic, a właściwie tras przelotowych przez miasteczko. W czasie „przepytywania" sióstr ze wszelkich sił próbowałem się skoncentrować, ale nie mogłem uwolnić się od wrażenia, że za chwilę do pokoju wjedzie tir i pozostanie po nas wątrobianka pełna wzniosłych, acz nierozwiązanych dylematów. Akurat panowały niezwyczajne upały, tak więc zamknięcie okna naraziłoby nas na śmierć z uduszenia. Na dodatek co jakiś czas do pokoju pukała siostra i uchyliwszy drzwi, pytała wdzięcznym głosem:
— Przepraszam, czy mogłabym tylko wyciągnąć Pana Jezusa z tapczanu?
Okazało się, że chodzi o składowane w tym miejscu plakaty z Miłosiernym. Wymiary skrzyni idealnie się do tego nadawały.
Po przeprowadzeniu kilkunastu rozmów, pod koniec podpierałem już powieki na zapałki, ale walczyłem ze słabością ciała, by jak najwięcej wywieźć materiałów do książki.
Noc. Noc miała przynieść ukojenie.
Obudziłem się koło pierwszej, a do uszu wdzierały się podniesione męskie głosy. Okazało się, że po drugiej stronie ulicy, w odległości jakichś pięćdziesięciu metrów, znajduje się dom wszelkich uciech pod wdzięczną nazwą „Don Corleone".
Umiejscowienie tego domu rozrywki tuż przy sanktuarium w pierwszej chwili mnie zaszokowało, ale szybko uprzytomniłem sobie, że ta swoista geografia jest jak najbardziej naturalna. Pomimo że wiele razy słyszałem o protestach przeciw lokalizowaniu różnych pubów, agencji towarzyskich, piwiarni przy miejscach kultu religijnego, teraz pomyślałem, że w tej terenowej sprzeczności jest pewna myśl — przecież w samym człowieku sfera sacrum i profanum jest z sobą jeszcze ściślej spleciona. Niekiedy w sposób płynny i niezauważony przechodzimy z jednej do drugiej. Dlaczego więc tak dziwi i oburza nas ta „geografia"? Może za bardzo uświadamia nam nasze wewnętrzne pomieszanie, o którym wolelibyśmy nie pamiętać.


 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie