Copyright by ACTA

Spór o ACTA to spór o granice prawa do własności intelektualnej.

Anti-Counterfeiting Trade Agrement (ACTA), czyli umowa handlowa o zwalczaniu obrotu towarami podrobionymi, może ingerować w prywatność internautów i prawa obywatelskie, przekonują jej przeciwnicy. ACTA nie narzuca Polsce żadnych nowych regulacji, bo ochrona praw własności intelektualnych jest już u nas zapewniona, ripostują zwolennicy. W rzeczywistości umowa napisana jest językiem tak ogólnym i nieprecyzyjnym, że można obronić niemal każdą tezę.

Po znajomości

Prawo autorskie już teraz chroni własność intelektualną. Artykuł 23 ustawy o prawie autorskim mówi o „dozwolonym użytku chronionych utworów” w następujący sposób: „Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego”. Co to oznacza? „Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego”. Oczywiście pojęcia te są nieprecyzyjne, zwłaszcza jeśli chodzi o „towarzystwo”. Można przyjąć, że legalnie nabytą płytę z muzyką lub filmem mogę legalnie odtwarzać w rodzinie i wśród znajomych, a nawet znajomym wypożyczyć. Sytuacja jednak komplikuje się, jeśli weźmiemy pod uwagę internet. Czy zamieszczając fragmenty lub całość książki czy płyty na Facebooku, mieszczę się jeszcze w dozwolonym prawem „własnym użytku”? Przecież mogę ustawić profil w ten sposób, że z zamieszczonych fragmentów książki lub muzyki będą mogli korzystać tylko znajomi. Czy oni również mieszczą się w ustawowym pojęciu stosunku towarzyskiego?

Własność niczyja?

W sporze o prawo własności intelektualnej istotne jest pytanie: czy za każdorazowe użycie jakiegoś utworu (muzyki, filmu, artykułu, książki) autorowi i innym właścicielom praw autorskich (np. wydawcy) należy się honorarium? Czy aktor, który wystąpił w filmie i dostał już honorarium, ma prawo oczekiwać jeszcze opłaty za rozprowadzanie dzieła na płytach? Oczywiście, że ma. Podobnie autor utworu muzycznego czy książki. Ale już wątpliwe byłoby np. domaganie się, by za każdorazowe odtworzenie kupionej legalnie płyty lub książki uiszczać jeszcze opłatę. A czy nie jest tak w przypadku, gdy kupioną przez siebie płytę lub jej fragmenty udostępniam znajomym w internecie, a właściciel praw autorskich uznaje to za nielegalne? Oczywiście argumentem przeciw jest to, że w ten sposób pozbawiam autora zarobków, bo znajomi, mając dostęp do filmu czy muzyki „za friko”, do sklepu po oryginalną płytę już nie pójdą. Z drugiej zaś strony nie ma żadnej pewności, że kupiliby ją, gdyby nie mieli dostępu do udostępnionej przeze mnie wersji, więc na jakiej podstawie wysuwać roszczenia finansowe?

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie