Długa droga do domu

Kiedy uciekała z Chin, miała 16 lat. Bez obywatelstwa, bez prawa do legalnego życia. Za to z nadzieją, że w Europie czeka ją lepsza przyszłość.

Lili kładzie przede mną szary album na zdjęcia. Potem biegnie po cukier do kawy, a ja ostrożnie podnoszę okładkę. Gazetowe wycinki wypełniają wszystkie strony. „Super Express”, „Kurier Lubelski”, „Dziennik Wschodni”. Jak udzieliła tylu wywiadów, nie znając słowa po polsku? W odpowiedzi słyszę, że przecież nikt nie pytał, nikt z nią nie rozmawiał. Pisali to, co ludzie chcieli przeczytać, i tak, aby czuli litość. Dziś, choć bez problemu mogłaby zrozumieć treść artykułów, nie chce ich już czytać. Wie, że nagłówki krzyczące: „Błagamy, pozwólcie nam zostać w Polsce”, „Uciekli, bo nie chcieli być głodni” nie są jej słowami. Zamykam album i proszę, by wróciła wspomnieniami do domu w Wenzhou i  życia przed ucieczką.

Bez prawa do życia

Ojciec nie pozwalał jej kąpać się w jeziorze. Ilekroć MeiLi i DaHai biegali popływać, upraszała babkę, by złagodziła zakaz ojca i puściła ją razem ze starszym rodzeństwem. Staruszka wiązała wtedy długi sznur wokół jej pasa i – trzymając jego koniec – wpuszczała ostrożnie do wody. Gdy tylko wydawało jej się, że Lili oddalała się za bardzo od brzegu, pociągała mocno za sznurek. Zgodnie z zakazem ojca nie powinna zbliżać się do tafli jeziora. Zgodnie z chińskim prawem jako trzecie dziecko w rodzinie nie powinna istnieć. Gdyby państwo Han byli dostatecznie bogaci, mogliby załatwić sobie dokument o chorobie genetycznej dwójki starszych dzieci bądź wręczyć łapówkę miejscowym urzędnikom.

Ale jedyne, co mają, to sad mandarynkowy i małe pole ryżowe tuż obok domu. Dlatego Lili nie ma tożsamości. Mandarynki dojrzewają w październiku. Nigdy się ich nie obrywa, straciłyby wartość. Ciężkimi nożycami Lili podcina gałązki, a potem starannie układa je w drewnianych skrzyniach. Ojciec z bratem umieszczają je w przydomowej szopie. Tam będą czekać do maja, kiedy zjawią się po nie pierwsi kupcy. Każda ścięta gałązka oddala ją od osiągnięcia tego, co z łatwością zdobyć mogą jej rówieśnicy. Gdyby chciała pójść do szkoły średniej, ojciec musiałby wykupić jej obywatelstwo, płacąc olbrzymią karę. Rodziny nigdy nie będzie stać na taki wydatek, dlatego Lili musi wyjechać z Wenzhou, nawet jeśli miałaby to być podróż tylko w jedną stronę. Miejski dworzec kolejowy rozbrzmiewa tysiącem głosów. Wąską przestrzeń peronu wypełniają dziesiątki pasażerów, oczekujących na pociąg do Pekinu. Lili żegna się z rodzicami. Ma 16 lat i blade pojęcie o świecie. Ojciec surowo przykazuje, aby zawsze słuchała starszych. Mówi tonem nieznoszącym sprzeciwu. Tak samo jak wtedy, gdy była jeszcze małą dziewczynką i nie pozwalał jej bez babcinej pomocy wchodzić do jeziora. Ale Lili myślami jest już w Europie, z uśmiechem odpowiada, że przecież jest dorosła i dobrze wie, co ma robić.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie