Reklama! banner 468x60 expand
Ma podążać za scrollem. Banner 468x60, który po najechaniu myszką rozwija się w dół, do rozmiarów 468x240, pikseli. Po zdjęciu kursora myszy wraca do swojego rozmiaru. Wyceniany za 1000 odsłon. Format gif,jpg,swf

Wszyscy jesteśmy Metysami

Czy gdyby kultura inkaska nadal istniała, doszłaby do poznania Chrystusa? Odcięci od korzeni andyjscy górale jakby na przekór kultywują dawne tradycje, łącząc je z katolicyzmem.

Na pace terenowej toyoty jedziemy do kościoła, co chwila przystając, by zabrać nowych pasażerów: kobiety w kolorowych chustach, zwanych mantami, mężczyzn o ogorzałych twarzach i śliczne, czarnookie dzieci, jakby żywcem wyjęte z misyjnego kalendarza. Panuje wesoła atmosfera, ludzie witają nas i siebie nawzajem, głośno komentując między sobą przybycie do wioski nowych gringo. – Czy oni mówią w keczua? – pytają tutejsze dzieci swoich rodziców, słysząc, jak rozmawiamy po polsku.

Nasz słodki dom

Droga wije się wśród zapierających dech w piersiach krajobrazów. Wszystkie odcienie zieleni, czerwona ziemia, skały i połyskujące w oddali szczyty pięciotysięcznych śnieżników. Pasterze poganiają owce, na łąkach pasą się krowy, a przy samej drodze chrumkają ochoczo uwiązane na sznurku włochate świnie. Mijamy domy andyjskich górali, a właściwie lepianki, stworzone z budulca nazywanego adobe. Błoto i słoma składają się na te niby-cegły, suszone na słońcu. Materiał to bardzo nietrwały, byle deszcz może go zniszczyć, dlatego też bardzo trudno określić wiek popękanych budynków. Nie przeszkadza to Sophii Rias Jara, którą wczoraj odwiedziliśmy we wsi Marco, nazywać kilkunastu rodzinnych metrów kwadratowych „naszym słodkim domem”. „Tutaj jesteśmy katolikami, tak jak nasi rodzice. Nie zmienimy wiary, nie przyjmujemy reklam innych religii” – głosi napis przy wejściu na maleńkie podwórko. Rozmawialiśmy na zewnątrz, bo gospodyni obawiała się, że opierając się nieopatrznie o którąś ze ścian, moglibyśmy obrócić ten dom w ruinę. Sophia do kościoła chodzi niezbyt regularnie, ale jej dzieci – Celida i Arturo służą w parafii w Marco jako ministranci. – Chcę żyć w pokoju z Bogiem, z samą sobą, rodziną i wszystkimi ludźmi – wyznaje Celida. Ta 13-letnia dziewczynka religijną świadomością zdaje się przewyższać wielu mieszkańców rodzinnej wioski, którzy do kościoła chodzą „od fiesty do fiesty”. – Na Mszę przychodzi się tutaj tłumnie, gdy jest zamówiona intencja, np. w rocznicę ślubu albo za zmarłego. Natomiast na zwykłej niedzielnej Eucharystii pojawia się kilka osób – ubolewa ks. Mariusz Dębski, proboszcz parafii w Marco. Zadziwiająca jest mentalność tutejszych mieszkańców: niemal wszyscy mówią, że „kiedyś to było lepiej, bo do kościoła chodziło dużo ludzi”. Jednak gdy zapytać ich o własne zaangażowanie religijne, okaże się, że praktykują sporadycznie albo wcale.

Nie byłaś u spowiedzi

Mimo to w sąsiedniej Pomacanchy, gdzie dojeżdżamy właśnie na pace toyoty, na brak wiernych narzekać nie można. Ludzie garną się do kościoła, który do niedawna pozostawał zamknięty ze względu na opór miejscowego burmistrza. Po zmianie lokalnej władzy Eucharystia na nowo zagościła w tym miejscu, jednak wiernych trzeba uczyć wszystkiego od podstaw. Spontanicznie, jak małe dzieci, reagują na słowa kapłana, ale nie wiedzą, co odpowiadać w czasie Mszy ani do czego służy spowiedź. Wielu z nich żyje w konkubinatach, a mimo to przyjmują Komunię świętą. Powoli jednak, dzięki pracy proboszcza i świeckich misjonarzy ze wspólnoty Rodzina Misyjna, świadomość religijna zaczyna się budzić. W kolejce do Komunii obserwuję ciekawą sytuację. Jedna ze starszych kobiet zawraca swoją koleżankę, mówiąc do niej: „Nie byłaś u spowiedzi”. Ciągle jednak ważniejsze od pełnego uczestnictwa w Eucharystii okazuje się pokropienie wodą święconą, ilość feretronów niesionych podczas procesji albo uczta urządzana na cmentarzu po Mszy za zmarłego. Na jedną z takich uczt otrzymujemy zaproszenie. Nie wypada odmówić skosztowania pachamanki – mięsno-ziemniaczanej potrawy, przygotowanej w ziemnym dole wypełnionym gorącymi kamieniami i przykrytym liśćmi. Jednak z dalszej, bardziej zakrapianej części imprezy rezygnujemy, dyskretnie wymykając się z nekropolii.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie