Patriota słucha Hendrixa

– Ważne, żeby przodkowie nie grozili nam z obrazów – mówi Marek Rapnicki. – Dlatego dla mnie liczą się Bóg, honor, ojczyzna.

Pochlebiam sobie, że św. Marek jest patronem wszystkich tych, którzy czernią papier, więc może mam u niego jakieś znajomości. Wydawał wiersze, prozę i równolegle przez prawie 30 lat prowadził dziennik. –Zaczyna się pisać z miłości, a potem to zależy od tego, kogo się bierze za wzór – mówi. – Ze względu na patriotyzm na pierwszym miejscu stawiam Herberta, ale też Miłosza, którego bronię jak lew. Nie usprawiedliwiam go, tłumacząc, że artyście wolno więcej niż zwykłemu śmiertelnikowi. Powinien być rozliczany za całokształt, natomiast nikt nie jest w stanie odebrać mi dobra, jakim jest jego poezja. W Raciborskim Centrum Informacji, gdzie od 2 lat pracuje jako instruktor kulturalny, wiszą obok siebie portrety dwóch poetów. Z czasem zaczął fotografować. Nawet w łazience można zobaczyć mnóstwo rodzinnych zdjęć. – Bo ludzie dzielą się na normalnych i maniaków, a ja należę do tych drugich – wyprzedza mój komentarz. – Ktoś powie, że 18 lat temu kupiłem ten dom, żeby mieć miejsce na ich wieszanie. Zbudowałem sobie taki mój ślimaczy domek. Już bym się stąd nie wyprowadził, bo nie udźwignę pięciu i pół tysiąca książek, ponad tysiąca płyt, iluś tam kamieni z Bałtyku, 250 kaktusów. Po babci Feliksie zostałem zbieraczem – mówi. Pokazuje fotografie z dzieciństwa na bałtyckiej plaży z rodzicami i starszą o 5 lat siostrą. Kiedy przyszedł na świat, mama Jadwiga miała 36 lat, a ojciec 45. – Mama była absolwentką KUL. Wychowałem się w normalnej rodzinie inteligenckiej, której niezbyt dobrze się wiodło, bo rodzice nie należeli do partii – wspomina. Od nich nauczył się patriotyzmu. – To zachowanie przynależności do miejsca, tradycji, mowy, zapachów – wylicza. – I żeby nie czuć się mniejszym ani większym np. od naszych sąsiadów Czechów, z których czasem się śmiejemy, tak jak oni z nas. Zostałem wychowany w kulcie Piłsudskiego, z wiedzą o Katyniu od czasu mojej I Komunii św.

Niepokorny

– Z Jadzią znamy się od VII klasy podstawówki w Świdniku – śmieje się. – Złośliwi mówią, że być ze sobą ponad 40 lat to tragedia. A ja wiem, że szczęście. W II licealnej zacząłem zwiedzać Polskę, jeżdżąc za nią nad morze – opowiada. Ślub wzięli w 1980. – Jadzia jest znakomitym lekarzem kardiologiem po praktykach w Zabrzu. Bliskim powtarzam, że gdybym był takim poetą, jak ona lekarzem, dawno dostałbym Nobla. Moja siostra też jest lekarzem, więc wiem, co mówię – zauważa. Po ślubie przyjechali do Raciborza, bo właśnie tu potrzebowali lekarzy do nowego szpitala. On dostał pracę w muzeum. – Mieliśmy być dwa lata, zostaliśmy 32 – zamyśla się. W 1985 r. jako 30-latek wygrał konkurs na stanowisko dyrektora Raciborskiego Domu Kultury, zwyciężając konkurentów komunistów. – W oficerkach ojca chodziłem na Msze za ojczyznę, pojechałem na pogrzeb ks. Popiełuszki, a tu mnie wybrali – dziwi się do dziś. – Czułem, że ta praca to misja. Uważałem, że dom kultury powinien być skrzyżowaniem sali koncertowej, kina, teatru, bo jak ludzie tu nie zobaczą prawdziwej sztuki, to gdzie indziej? A poza tym, jak wkładasz w sprawę energię i zaangażowanie, to życie ci się rewanżuje. Zyskujesz wiarygodność, bo to się roznosi – przekonuje. Przez 16 lat dyrektorowania sprowadzał do Raciborza gwiazdy z najwyższej półki. – Nie gościliśmy tylko Młynarskiego – pamięta. – Byli u nas Demarczyk, Niemen, Grechuta, Długosz i wielu innych. Każdy występ kończył się kolacją, artyści czuli, że się nimi opiekują, i dlatego chcieli wracać. Założył też klub DKF Puls i kino „Przemko”. W 1989 r., kiedy został szefem Komitetu Obywatelskiego, w jego życie weszła polityka. Przez dwie kadencje był radnym miejskim i delegatem na sejmik, potem – radnym powiatowym. – Nie przez przypadek ze studniówki zapamiętałem „Pieśń niepokorną” Budki Suflera – opowiada. – Zaplątałem się w politykę, do której się nie nadaję, bo mówię, co myślę. Kiedy się z niej wyplątał, zajął się redagowaniem efemerydy wśród polskich czasopism literackich – półrocznika o prowokującej nazwie „Almanach Prowincjonalny”. – Zaczęliśmy go robić w 2005 r. z Januszem Nowakiem, najwybitniejszym humanistą na kilka sąsiednich powiatów – mówi. – Lubię powtarzać, że największym szczęściem człowieka są ludzie, a on jest na to dowodem. Jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaźń to nić łącząca na śmierć i życie. Przyjaciel kocha, mając znakomitą wiedzę o naszych wadach.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie