Samobójstwo Europy

O wybuchu Wielkiej Wojny i jej podobieństwach do obecnych wydarzeń z prof. Andrzejem Chwalbą, historykiem z UJ

Piotr Legutko: Dlaczego sto lat temu Europa zdecydowała się popełnić samobójstwo?

Prof. Andrzej Chwalba: To pytanie Europa sama zaczęła sobie zadawać, ale nie w 1914 r., gdy padły pierwsze strzały, tylko 4 lata później. Zastanawiała się też nad tym ówczesna prasa amerykańska. Wtedy już wszyscy mieli świadomość, że Europa właśnie traci zasoby, na które pracowały przez wieki całe generacje. Nie da się na to pytanie odpowiedzieć w kilku zdaniach.

Zacznijmy zatem od tego, że w 1914 r. wszyscy, nie tylko wojskowi, rwali się do samobójstwa i mówili o „zmęczeniu pokojem”.

Wojskowi są zawsze gotowi na wojnę. Natomiast faktycznie niezwykły był ten jednobrzmiący, prowojenny ton prasy europejskiej, od lewa do prawa. Artyści też odrzucali „starą kulturę”, która powstawała przez dwa tysiące lat, panował nastrój oczekiwania na jakiś przewrót, zachęcano do działań radykalnych. Dorastała generacja głodna wojny, pragnąca się w niej sprawdzić. Narody Europy, a zwłaszcza elity, były do wojny mentalnie gotowe. I studenci, gimnazjaliści pomaszerowali na nią ze szczerym entuzjazmem. Kobiety płakały, a chłopi wzdychali, bo to był czas żniw, ale poza tym wszyscy byli „za”. Z robotnikami włącznie, co stanowiło ogromne zaskoczenie. Nawet oficjalnie antywojenna Międzynarodówka Socjalistyczna głosowała w swoich krajach za budżetami wojennymi. Puste okazało się hasło „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się”. Proletariusze łączyli się, ale ze swoim narodem i państwem, a nie z jakąś ponadnarodową utopią.

Czy fakt, że europejscy monarchowie byli w 1914 r. powiązani silnymi więzami rodzinnymi, nie miał żadnego znaczenia?

Jak w każdej rodzinie, tak i w tej nie brakowało konfliktów i sprzecznych interesów. A w momencie wybuchu wojny monarchowie musieli wybrać, czy są z koronowanymi w innych krajach krewnymi, czy z własnym narodem. Wybór był oczywisty, a czasami symboliczny i nieodwracalny, jak w przypadku rządzącej Wielką Brytanią niemieckiej dynastii, która wtedy właśnie zmieniła nazwisko na Windsor.

Z dzisiejszej perspektywy trudno pojąć, na co liczyły obie strony, jakie cele zamierzały osiągnąć przy takim układzie sił, jaki był w Europie sto lat temu.


Zaryzykowano wojnę w sytuacji względnej równowagi między jej uczestnikami. Żadna ze stron nie miała wystarczającej przewagi, by zmiażdżyć w krótkim czasie przeciwnika. Niemcy co prawda liczyły na to, że Anglia nie przystąpi do wojny i dość łatwo uporają się najpierw z Francją, a potem z Rosją. Dysproporcja sił stwarzała taką możliwość. Niemcy mieli o 20 mln więcej ludzi niż Francuzi, ale wkroczenie na scenę Wielkiej Brytanii sprawiło, że siły się wyrównały. Gdy czytamy zapiski w dziennikach Polaków z tamtych lat, widać w nich brak zdecydowania, na kogo postawić – nawet w 1917 r. Inni też mieli podobne problemy. Gdy Japonia przystąpiła do wojny, berlińczycy wiwatowali na jej cześć, bo byli przekonani, że wesprze Niemców. Tymczasem Japonia postawiła na aliantów i dobrze na tym wyszła, uderzając na niemieckie kolonie na Pacyfiku i potwierdzając swoje mocarstwowe aspiracje. Ale momentem, który przesądził o takim, a nie innym rozstrzygnięciu wojny, było przystąpienie do niej Stanów Zjednoczonych.

Współczesnym Polakom I wojna światowa kojarzy się z legionami i odzyskaniem niepodległości. Tymczasem zrozumienie losów Europy w XX w. nie jest możliwe bez zrozumienia, czym wydarzenia sprzed stu lat były np. dla Francji.


Dopiero znając przebieg i skutki tamtej wojny, jesteśmy w stanie pojąć, dlaczego Francuzi nie chcieli później umierać nie tylko za Gdańsk, ale nawet za Paryż. Nie chcieli walczyć w obronie własnej ojczyzny! Bo to pamięć przesądza o zachowaniu ludzi. A była to pamięć bardzo świeża: głodu, cierpień, śmierci. Francuzi stracili 1,4 mln ludzi, jedną trzecią populacji 20-latków, kraj został spustoszony, z map zniknęły całe miejscowości. Państwo nie zdążyło jeszcze podźwignąć swojej gospodarki, obywatele nie dostali pieniędzy za obligacje, jakie wykupywali kilkanaście lat wcześniej. Przestali swoje państwo szanować, stracili do niego zaufanie. Pamięć stała się wrogiem polityki, stąd upokarzająca klęska w 1940 r., nie mająca precedensu w historii Francji. Klęska nie tyle nawet militarna, co moralna i mentalna. Dziś to już przeszłość, ale na wiele lat wizerunek tego dumnego narodu został poważnie naruszony.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie