Polskość, czyli nowoczesność

O części naszego dziedzictwa, od której niepotrzebnie się odcinamy, z Andrzejem Szczerskim, historykiem sztuki rozmawia Piotr Legutko


Piotr Legutko: Skąd wzięło się przeciwstawienie „polskość–nowoczesność”? Innymi słowy, dlaczego przyjęło się uważać, że to, co nowoczesne, nie może być polskie?


Andrzej Szczerski: Moim zdaniem to dziedzictwo epoki zaborów. Tak ważne dla nowoczesności procesy jak rewolucja przemysłowa czy rozwój miejskich metropolii dokonały się w czasach, gdy nie byliśmy suwerennym narodem. Zabrakło instytucji polskiego państwa, które mogłyby je wspierać, dlatego postrzegano te zjawiska jako niewywołane i niekontrolowane przez nas samych. Tym samym jako niejasne, albo wręcz wrogie polskości. W „Ziemi obiecanej” świetnie pokazano kontrast między Łodzią, obcym molochem, a szlacheckim dworkiem, ostoją tradycji, którą nowoczesność niszczy. Po 1945 to kontrastowe myślenie nie tylko powróciło, ale nawet zostało wzmocnione. Ponieważ PRL nie była państwem suwerennym, promowane wówczas projekty modernizacyjne utożsamiano z sowietyzacją Polski. 


Za to w XX-leciu międzywojennym mieliśmy do czynienia z podmiotową modernizacją. Polska była nowa, chciała być nowoczesna i była to własna wersja nowoczesności.


Przekonanie, że nowa Polska powinna być krajem nowoczesnym, było wówczas powszechne. Narodowa nowoczesność nie oznaczała jednak tylko preferowania określonej stylistyki formalnej, ale wynikała z refleksji na temat potrzeb i celów, jakie chciano osiągnąć. Na przykład nowa architektura miała integrować kraj podzielony przez zaborców, należało także cywilizować zaniedbane przez nich miasta. Nie jest prawdą, że w okresie rozbiorów nastąpił ich wszechstronny rozwój, na przykład Łódź nie miała kanalizacji aż do lat 20. XX wieku! Wyjątkowym przykładem polskiej nowoczesności było powstanie Centralnego Okręgu Przemysłowego, gdzie stosowano nowatorskie rozwiązania urbanistyczne i komunikacyjne. Warszawski Żoliborz to oryginalne połączenie nowej architektonicznej formy z XIX-wieczną ideą miasta ogrodu. Takie realizacje odpowiadały na konkretne problemy polskie i potrafiły je rozwiązywać. Z tego względu możemy mówić o specyficznie polskiej nowoczesności. Była ona zresztą w kraju bardzo dobrze odbierana i akceptowana. 


A co daliśmy wtedy światu jako „polski, nowoczesny produkt”?


Fenomenem była Gdynia, nie mająca odpowiednika w Europie – błyskawicznie wybudowaliśmy nowoczesny port, pod koniec lat 30. największy pod względem ilości przeładowywanych towarów na Bałtyku. A obok miasto „na ludzką skalę”, bez totalitarnych rozmiarów jak wiele nowych miast w XX wieku, zróżnicowane, ale tworzące logiczną całość. To efekt polskich działań, które wyróżniały się także w świecie i miały wymiar uniwersalny. Gdynia nadal budzi podziw, a mimo to doświadczenie polskiej nowoczesności pomija się, definiując narodową tradycję. Panuje przekonanie, że kończy się ona na epoce romantyzmu lub Młodej Polski, tymczasem nowoczesne osiągnięcia należy bez wątpienia do kanonu polskości wprowadzić.


Czyli Gdynia jako polska marka? To faktycznie zaprzeczenie myślenia o chaosie przestrzennym i nieudolności inwestycyjnej jako naszej narodowej specjalności.


Gdynię już przed II wojną światową pokazywaliśmy światu jako symbol cywilizacyjnego awansu. Podobnie jak wiele innych realizacji polskiej architektury. Rozmaite przykłady nowoczesności można mnożyć. Nowoczesny był nasz przemysł obronny, zwłaszcza lotnictwo, z drugiej strony pamiętajmy o wybitnej lwowskiej szkole matematycznej. Nie jest przypadkiem, że polscy matematycy złamali szyfry Enigmy. Znakomicie rozwijały się też media…


Koncern prasowy IKC-a z główną siedzibą w Krakowie był największy i najnowocześniejszy w tej części Europy, a jego twórca Marian Dąbrowski ufundował pomnik Nieznanego Żołnierza i Teatr Bagatela. Piękne połączenie patriotyzmu i nowoczesności.


Na filmach reklamowych z lat 30. widać, na jak wysokim poziomie technologicznym stała na przykład Polska Agencja Telegraficzna. Wysoko cenię także osiągnięcia projektantów wzornictwa. Pod koniec lat 30. powstało oryginalne polskie projektowanie organiczne, wykorzystujące w nowy sposób drewno czy tradycyjne tkaniny i wzory zaczerpnięte ze sztuki ludowej. Przypominało to znany dziś model IKEA, który po wojnie tak skutecznie wypromowali Skandynawowie.


I komu to przeszkadzało? Wiadomo, komunistom. Oni mieli przez pół wieku patent na nowoczesność.


W ich opinii przedwojennej nowoczesności brakowało postępowej ideologii, nie było w niej miejsca na inżynierię społeczną w imię komunistycznych haseł. Poza tym z powodów politycznych należało podważać osiągnięcia II RP i chwalić reformy na modłę sowiecką. Nic dziwnego, że zaraz po wojnie Polacy nie potrafili zaakceptować takiej propagandowej koncepcji nowego porządku. 


Z Pałacem Kultury na czele.


Zwłaszcza że aby go wybudować, wyburzono fragment ocalałej po wojnie Warszawy. Projektując Pałac, nie liczono się też zupełnie z istniejącym układem ulic. To była fizyczna przemoc na mieście, które miało powstać od zera. Nie wzięto pod uwagę projektów odbudowy Warszawy jako nowoczesnego miasta, która polscy architekci zaczęli tworzyć już w czasie wojny. Trudno się dziwić, że niechęć do tak postrzeganej nowoczesności, symbolizowanej przez Pałac, pozostała. 


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie

    Forum: ostatnio poruszane wątki