Sprawa Marszałka

Pytanie o sposób prowadzenia badań historycznych wróciło za sprawą publikacji Sławomira Cenckiewicza o Wiesławie Chrzanowskim, która wywołała protesty różnych środowisk.

Obszerny, liczący 164 strony, artykuł Sławomira Cenckiewicza pt. „Od »Emila« do »Pertexa«. Wiesław Chrzanowski (1923–2012) w aktach bezpieki” ukazał się w książce pt. „Konfidenci” (Editions Spotkania 2015) poświęconej lustracji. Tekst wywołał protesty różnych środowisk, przede wszystkim byłych działaczy Ruchu Młodej Polski. Jeden z listów otwartych, sygnowany m.in. przez Aleksandra Halla, był publikowany w „Gazecie Wyborczej”. Drugi powstał wokół posła Marka Jurka i przed tygodniem ukazał się na łamach „Gościa”.

Obydwa wyrażają oburzenie z powodu umieszczenia artykułu o marszałku Chrzanowskim w książce pod tytułem sugerującym, że dotyczy on także lidera ruchu chrześcijańsko-narodowego. Podzielam oburzenie z powodu umieszczenia twarzy marszałka Chrzanowskiego na okładce tej książki, wśród komunistycznych aparatczyków i oczywistych agentów, m.in. gen. Jaruzelskiego, oraz obraźliwego dla pamięci marszałka tytułu tej książki. Tekst Cenckiewicza nie wpisuje się jednak w ten sposób opowiadania o sprawie Chrzanowskiego. To rozprawa opisująca różne fazy kontaktów Wiesława Chrzanowskiego z organami bezpieczeństwa PRL. Co nie znaczy, że zgadzam się ze wszystkimi wnioskami Cenckiewicza oraz sposobem argumentacji, a zwłaszcza ostatnią częścią jego publikacji.

Zawarta jest w niej sugestia, że dawne uwikłania z czasów PRL miały wpływ na zachowawczą postawę Chrzanowskiego w III Rzeczypospolitej. Mam zastrzeżenia również do tytułu artykułu. Choć formalnie poprawny, w sposób sugestywny sprowadza biografię Chrzanowskiego wyłącznie do dokumentów wytworzonych przez bezpiekę. Czy można biografię żołnierza Polski Walczącej i powstania warszawskiego, niezłomnego więźnia politycznego w czasach stalinowskich, bliskiego współpracownika prymasów Wyszyńskiego i Glempa, wychowawcę całego pokolenia opozycji, wreszcie autora statutu „Solidarności” i Niezależnego Zrzeszenia Studentów zamknąć w ramach pseudonimów operacyjnych nadanych mu przez bezpiekę? Cenckiewicz odpowie, że nie pisał biografii marszałka, lecz zajmował się kwestią jego relacji z SB. Czy jednak ograniczenie pola badawczego do dokumentów wytworzonych przez bezpiekę umożliwia ustalenie prawdy o człowieku?

Gra bez konsekwencji

Cenckiewicz analizuje kolejne etapy konfrontacji lub kontaktów Chrzanowskiego z bezpieką. Najmniej wątpliwości budzi okres pierwszy, powojenny. Jako działacz podziemnego Stronnictwa Narodowego Chrzanowski w maju 1946 r. został aresztowany. W czasie przesłuchania podpisał zobowiązanie do współpracy z UB i przyjął pseudonim „Emil”. Bezpieka oczekiwała, że po zwolnieniu z aresztu pomoże jej w rozpracowaniu narodowej konspiracji. Dzięki temu odzyskał wolność i natychmiast powiadomił swoich przełożonych z konspiracji o tym wydarzeniu. Żadnej współpracy z bezpieką nigdy nie podjął. Uciekł z Warszawy i próbował przedostać się na Zachód. Kiedy nic z tego nie wyszło, zdecydował się na ujawnienie w ramach amnestii w 1947 roku. W listopadzie 1948 r. został ponownie aresztowany, przeszedł brutalne śledztwo, nikogo nie wydał, otrzymał wyrok 8 lat więzienia, który odsiedział we Wronkach i Rawiczu, skąd zwolniono go po 6 latach. W roku 1956 został zrehabilitowany. Podsumowując ten epizod, Cenckiewcz podkreśla, że Chrzanowski nie dał się złamać. Sprawa operacyjna „Emil” „stała się jedynie elementem gry o własne życie i bezpieczeństwo kolegów. Grą bez żadnych konsekwencji”.

„Spółdzielca”

Wolność nie oznaczała dla Chrzanowskiego powrotu do normalności. W PRL był stygmatyzowany i prześladowany. Znakomity prawnik przez wiele lat nie mógł zostać adwokatem, długo blokowano jego karierę naukową. Znalazł zatrudnienie jako pomocnik radcy prawnego w spółdzielniach spożywców, a później w Centralnym Związku Spółdzielni Budownictwa Mieszkaniowego. Politycznie w latach 60. nie działał. Był wówczas inwigilowany jako figurant „Mecenas”. To zmieniło się w październiku 1973 r., kiedy został wezwany do Komendy Stołecznej MO. Rozmowę z nim przeprowadził kpt. Tadeusz Szlubowski z SB. Zapoczątkowała ona ciąg spotkań, które esbecja nazwała dialogiem operacyjnym. Chrzanowski godzi się na te spotkania, choć organizowane są już nie na komendzie, ale w kawiarni. Podkreśla, że nie zgadza się na bycie konfidentem, ale także nie odmawia rozmów o swoich kolegach. Po kolejnym spotkaniu Szlubowski wnioskuje, aby zarejestrować Chrzanowskiego jako tajnego współpracownika o pseudonimie „Spółdzielca”. Wcześniej był to pseudonim jego rozpracowania, prowadzonego w ramach kwestionariusza ewidencyjnego.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Andrzej
    01.03.2016 17:51
    Ciekawe jak się na to zapatrują "wszyscy święci" z Gościa? Przecież 2 tygodnie temu wypowiedzi pana cenckiewicza (małą litera nie jest błędem) dotyczące L. Wałęsy przyjmowali w ciemno i bez żadnych zastrzeżeń. Czyżby znowu inna miara dla różnych ludzi? Zapomniałem, że u nich to norma.
  • BeatryczeKlempa
    01.03.2016 20:31
    "Czy jednak ograniczenie pola badawczego do dokumentów wytworzonych przez bezpiekę umożliwia ustalenie prawdy o człowieku?"

    no, wzruszające!

    Cenckiewicz piszący o kontaktach SB z Wałęsą godzien jest nagrody, co w Gościu skwapliwie odnotowano.
    Cenckiewicz piszący o takichże kontaktach Chrzanowskiego z SB - wzbudza wątpliwości i powątpiewanie.

    śmieszność, śmieszność, śmieszność.

  • a
    02.03.2016 12:47
    Gościu, dlaczego nie można minusować zamieszczanych tu opinii?
  • JAWA25
    05.03.2016 16:15
    Na temat wiarygodności Cenckiewicza "Największym błędem Sławomira Cenckiewicza jest naiwna wiara w to, że na podstawie akt SB dowie się całej prawdy i tylko prawdy o podziemiu „Solidarności”. Zapomina on, że w aktach SB mogą znajdować odbicie tylko te okoliczności, o których SB wiedziała oraz wyobrażenia SB o podziemiu (...) Drugim kardynalnym błędem autora, jako badacza, jest ograniczenie się do badania dokumentów i akt tylko jednej strony konfliktu, zapominając, że istniała też strona druga. Autor nie przeprowadził rozmów z istotnymi, żyjącymi i łatwo dostępnymi uczestnikami podziemia, co właściwie dyskwalifikuje go jako historyka. (...) Szanowny „historyk” nie zauważył, iż SB była policją polityczną a nie dochodzeniową. Jej celem nie było ustalanie prawdy (i na ogół tego nie robiła), lecz zdobywanie lub fabrykowanie materiałów pozwalających przeciwników politycznych zamykać do więzień. Gdy to nie było możliwe, ludzi porywano, bito lub nawet zabijano. Materiały SB mogą być jednym ze źródeł wiedzy, ale tylko wtedy, gdy konfrontuje się je z innymi. Gdy się tego nie robi, tak jak Sławomir Cenckiewicz, otrzymuje się wiedzę fałszywą."
    http://www.kontrateksty.pl/index.php?action=show&type=news&newsgroup=16&id=766
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie