Japonia dołącza do wyścigu zbrojeń

W Japonii weszło w życie prawo, które znosi zakaz prowadzenia zagranicznych operacji wojskowych. Zarzucenie ściśle przestrzeganej przez Tokio od 1945 r. polityki pacyfizmu może przynieść ogromne zmiany na Dalekim Wschodzie, a nawet na całym świecie.

Jastrząb Abe

Nie byłoby militarystycznego zwrotu w japońskiej polityce, gdyby nie Shinzo Abe. Niewielu japońskich premierów po 1945 r. osiągnęło równie silną pozycję na krajowej scenie politycznej, choć jeszcze kilka lat temu wydawało się, że jego kariera okaże się wielkim falstartem. W 2006 r. był nową nadzieją na ożywienie bardzo skostniałej sceny politycznej. Dość powiedzieć, że w wieku 52 lat został najmłodszym premierem Japonii w powojennych czasach. Popularności przysparzała mu też lubiana żona, była didżejka radiowa, oraz bardzo otwarty, jak na zhierarchizowane społeczeństwo, styl bycia. Jednakże gabinet premiera Abe pogrążyły afery korupcyjne, w które uwikłanych było kilku ministrów. Już w 2007 r. podał się do dymisji, a jego Partia Liberalno-Demokratyczna poniosła największą wyborczą klęskę w historii. Ale 5 lat później Shinzo Abe znowu poprowadził swoją formację do zwycięstwa. W kolejnej elekcji w 2014 r. jeszcze powiększył stan posiadania.

Obecny szef rządu od dawna znany jest jako polityczny „jastrząb”, domagający się bardziej aktywnej polityki zagranicznej i obronnej.

Zmiany pacyfistycznego prawodawstwa przez większą część społeczeństwa oceniane są negatywne. Według sondażu japońskiej pracowni Yomiuri Shimbun z 29 marca 2016 r. 47 proc. jest przeciwko, a tylko 38 proc. popiera wysyłanie wojsk za granicę.

Militarne przebudzenie cesarstwa wzbudza wielkie obawy w krajach, które cierpiały japońską okupację, zaś premier Abe wcale nie przyczynia się do zmniejszenia lęku. Regularnie odwiedza tokijską świątynię Yasukuni, gdzie upamiętnieni są japońscy żołnierze polegli w II wojnie światowej, także ci uznani za zbrodniarzy wojennych. Na Dalekim Wschodzie tego typu wizyty zawsze wywołują skandal dyplomatyczny. W Europie częstokroć zapomina się, że japońskie wojska mają na sumieniu równie szokujące zbrodnie jak nazistowskie Niemcy. Organizowały obozy koncentracyjne, prowadziły eksperymenty medyczne na jeńcach oraz popełniały masowe mordy (w chińskim mieście Nankin na przełomie roku 1937 i 1938 żołnierze cesarza zamordowali od 50 do nawet 400 tys. cywilów). W powojennej Azji nie doszło do tak głębokiego pojednania jak w zachodniej Europie. Defaszyzacja Japonii, którą po 1945 r. USA wciągnęły do zimnowojennej rywalizacji, okazała się bardzo powierzchowna.

Fiasko „Abenomiki”

Polityczni przeciwnicy premiera Shinzo Abe zwracają uwagę na zbieżność militarystycznego zwrotu Japonii z napływem coraz gorszych wiadomości o stanie gospodarki. Rzeczywiście, wiele wskazuje na to, że szef rządu swoją wojowniczą retoryką próbuje przykryć dane statystyczne świadczące o bezpowrotnym przemijaniu gospodarczej hegemonii Japończyków w Azji. Jeszcze na początku lat 90. Kraj Kwitnącej Wiśni wytwarzał aż 15 proc. światowego PKB (dla porównania Chiny tylko 2 proc.). W 2008 r. Chińczycy odebrali cesarstwu miano drugiej największej gospodarki świata. Różnica będzie się nieustannie pogłębiać. Prognozy ekonomiczne wskazują, że w 2030 r. udział Japonii w światowym rynku zmaleje do zaledwie 6 proc., a Chin wzrośnie do 25 procent.

Mimo szumnych zapowiedzi szef rządu nie jest w stanie powstrzymać niepokojących trendów. W 2012 r. Shinzo Abe ogłosił wielki plan ożywienia gospodarki opierający się na zwiększeniu druku pieniądza oraz inwestycjach w przemysł. Media ochrzciły pomysły mianem „Abenomiki”. Rezultaty są mizerne. W 2015 r. PKB Japonii wzrósł o zaledwie 0,4 proc., przy czym ostatni kwartał gospodarka zakończyła na dużym minusie. Premier już wkrótce będzie zmuszony podwyższyć podatki, aby utrzymać w ryzach gigantyczny deficyt. Dla zachowania władzy najprawdopodobniej drugi raz z rzędu ucieknie się do sprytnej zagrywki – ogłosi przedterminowe wybory i dopiero po nich wprowadzi niepopularne społecznie decyzje.

Militarne przebudzenie Japonii samo w sobie nie jest jeszcze wielkim powodem do niepokoju, de facto kraj ten od lat posiada nowoczesną i silną armię, tylko ograniczał jej użycie do celów wyłącznie defensywnych. Bardziej niepokojące jest skumulowanie się kilku czynników towarzyszących rewizji pacyfistycznego ustawodawstwa: podrażniona ambicja premiera, chęć zahamowania słabnącej roli kraju oraz determinacja w podtrzymywaniu sporu z Chinami o archipelag Senkaku. Ewentualne chińsko-japońskie starcie, nawet ograniczone do małych wysepek, z pewnością odbiłoby się na gospodarce całego świata.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie

Reklama

Reklama

Reklama