Sowieci wracają

28 czerwca, w przededniu szczytu NATO w Warszawie, postanowiono,
że sowieccy żołnierze wracają do Bornego Sulinowa. Tym razem na stałe, w postaci pomników wdzięczności.

W całej Polsce pozostało 229 sowieckich pomników. Tak wynika z inwentaryzacji, jaką przeprowadzili pracownicy IPN. – Monumenty te powinny zniknąć z przestrzeni publicznej – mówił wiceprezes Instytutu Paweł Ukielski na konferencji w Warszawie. – Chcemy stworzyć skansen, czyli swoisty park edukacyjny, w którym zwiedzający mogliby zapoznać się z historią tych pomników oraz faktycznym ich znaczeniem, jako symboli zniewolenia Polski po 1945 r. – tłumaczył dyrektor Biura Edukacji Narodowej IPN Andrzej Zawistowski.

Skansen ma powstać w Bornem Sulinowie (woj. zachodniopomorskie), miejscowości, która aż do 1993 r. nie istniała na cywilnych mapach. – Wybraliśmy Borne Sulinowo nie tylko z uwagi na historię tego miasta. Władze samorządowe przedstawiły spójną koncepcję stworzenia w ich miejscowości skansenu pomników Armii Czerwonej. Ponadto spotkaliśmy się z pozytywną reakcją parlamentarzystów z tego terenu – wyjaśniał dyrektor Zawistowski. Skansen ma być otwarty 1 września 2017 r. Tego dnia IPN chce zaprosić tam pierwszych zwiedzających. Pierwszy eksponat już jest – to popiersie gen. Czernichowskiego ze zlikwidowanego pomnika w Pieniężnie. – Proponowaliśmy dwie lokalizacje, dobrą i znakomitą – mówi Tadeusz Wojewódzki z urzędu miasta. – IPN wybrał tę znakomitą, przy alei Niepodległości, w tzw. Zielonej Dolince. Na sześciu hektarach da się wspaniale pokazać te niekiedy monumentalne eksponaty.

Miasto, którego nie było

Borne Sulinowo to najmłodsze miasto w Polsce. Oficjalnie – decyzją Rady Ministrów – otwarte zostało dopiero 5 czerwca 1993 r., 8 miesięcy po tym, jak z tajnego miasta wyjechał ostatni eszelon z rosyjskim żołnierzami. Od końca października 1992 r. aż do początku czerwca 1993 r. miasto stało puste. – To był okres największego szabru – wspomina jeden z pierwszych mieszkańców Bornego. – Rosjanie zostawili mieszkania w porządnym stanie. Oczywiście można mieć zastrzeżenia do ich gustów. Na przykład tapetowania ścian starymi gazetami czy robienia z gazet zasłon okiennych. Niemniej w tych oficerskich mieszkaniach były meble, kaloryfery, krany, umywalki, zlewy, kuchenki gazowe, wanny, sedesy. Latem 1993 r., kiedy miasto zostało oficjalnie otwarte, większość mieszkań tego już nie miała.

O Bornem Sulinowie zaczęło być głośno w kwietniu 1991 r., gdy na konferencji prasowej dowódca Północnej Grupy Wojsk Armii Czerwonej gen. Wiktor Dubynin oznajmił, że w okolicach tajnego miasta znajduje się broń jądrowa. Dwa dni później pierwsza brygada rakiet z głowicami jądrowymi opuściła garnizon. Operacja była tak tajna i zaskakująca, że nawet dowódcy dowiedzieli się o niej w ostatniej chwili.

Zanim w 1945 r. w Bornem Sulinowie zamieszkali żołnierze Armii Czerwonej, stacjonowały tu wojska niemieckie. Nieprzerwanie od 1938 r. Gross Born, a później Borne Sulinowo, było miastem garnizonowym, a właściwie ogromnymi koszarami, połączonymi z poligonem. Cywile nie mieli tu dostępu. Tę historię zobaczyć można na starych fotografiach, umieszczonych na betonowym murze biegnącym wzdłuż ulicy Orła Białego. Są na nich żołnierze Wehrmachtu i Armii Czerwonej w czasie codziennych zajęć, ćwiczeń, wymarszów na poligony i powrotów z manewrów. Większość fotografii z epoki sowieckiej zrobił Sasza – Oleksandr Piwień, dawny garnizonowy fotograf w 6. Gwardyjskiej Witebsko-Nowogrodzkiej Dywizji Zmechanizowanej, stacjonującej w Bornem Sulinowie.

Pierwsi mieszkańcy

Saszę i jego żonę Wierę, która w „czasach minionych” była przedszkolanką, wypada uznać za najstarszych stażem mieszkańców Bornego Sulinowa. Wprawdzie gdy bazy wojskowe zlikwidowano, wyjechali do rodzinnego Donbasu, ale już po pięciu latach wrócili do Bornego. Otworzyli Caffe Sasza, niewielką kafejkę na kilka stolików. Gości nie brakowało. 10 lat temu Piwieniowie kupili o wiele większy, położony w centrum miasta lokal. Powstały w nim restauracja i sklep Sasza.

Ewę Fecic, obecnie bibliotekarkę, do Bornego Sulinowa zagnała wojna na Bałkanach. – Wyszłam za mąż za Chorwata niedługo przed wybuchem wojny na Bałkanach. Zamieszkaliśmy w centralnej Bośni, niedaleko Sarajewa – opowiada pani Ewa. Gdy wybuchła wojna, mieli już dwie córki, Darię i Adrianę. Postanowili schronić się w Polsce. Gdy po mrożących krew w żyłach przygodach dotarli do Polski, wyłonił się problem mieszkania. Szansą okazało się otwarte właśnie Borne Sulinowo. – Otrzymaliśmy przydział na lokal, w którym mieszkam z mężem do dziś. Wszystko było wprawdzie rozszabrowane, ale to był wreszcie nasz własny kąt. Byliśmy wśród 48 pierwszych rodzin. Rozległe miasto było strasznie puste. Punktem zbornym była kaplica. A później przyszła fala osadników ze Śląska, gdzie właśnie zamykano kopalnie. Zrobiło się ludno, było dużo dzieci. Teraz młodzi wyjechali za pracą, więcej jest ludzi starszych. Miasto wypiękniało. Ludzie zżyli się ze sobą. Przybyło sklepów. Dziś to jest już nasze miejsce na ziemi.

– Pierwsi mieszkańcy to byli ludzie młodzi, w większości z województwa koszalińskiego – wspomina Dariusz Tederko, obecnie inspektor do spraw promocji w urzędzie miejskim, a zarazem jeden z pierwszych mieszkańców Bornego. W odróżnieniu od większości nowych mieszkańców Tederko o istnieniu Bornego Sulinowa wiedział od dzieciństwa. Urodził się po drugiej stronie jeziora i jako chłopak zapuszczał się do tajnego miasta. Na początku lat 90. założył rodzinę i jak większość młodych Polaków szukał własnego kąta. – W Bornem mieszkania były bardzo tanie – opowiada. – Byliśmy jednym z wielu młodych małżeństw, które postanowiły tu zamieszkać. Przez te pierwsze lata Borne wyglądało jak jedno wielkie przedszkole, tyle tu było dzieci. W 1995 r. tylko w naszym bloku było ich ponad 100. Szkoła podstawowa miała wtedy ponad 700 uczniów.

W 1993 roku po raz pierwszy do Bornego przyjechały z Gdyni Orłowa siostry karmelitanki. Poczuły się tak, jakby trafiły do miasta widma. Opustoszałe budynki straszyły zamurowanymi oczodołami okien. Długie rzędy hangarów, garaży i warsztatów, przeważnie bez drzwi i szyb, świadczyły o ponurej przeszłości, a zarazem o przemijaniu niezwyciężonych, zdawałoby się, potęg tego świata. Uwagę sióstr przyciągnęła najsympatyczniejsza część miasta, niegdyś oficerskie osiedle zanurzone w wysokich sosnach. Wybór padł na ostatni dom ulicy Pobiedy, czyli Zwycięstwa – potem nazwę zmieniono na Parkowa. Dom wymagał solidnego remontu. Dopiero po 4 latach, 14 sierpnia 1997 roku, mogło w nim zamieszkać dziewięć karmelitanek.

Jak przyznają siostry, od początku były przekonane, że tę ziemię trzeba przywrócić Bogu, a nowym mieszkańcom, przybyłym z różnych stron Polski, „dać Boga”. Robią to codziennie modląc się o pojednanie dla świata, dla zwaśnionych narodów i dla ludzkich serc zranionych grzechem. Dlatego Karmel ufundowany w mieście, w którym była baza wojskowa, najpierw wojsk pancernych 
Wehrmachtu, a później Armii Czerwonej, które przez dziesięciolecia było miejscem bez Boga, pełnym pychy, pogardy, nienawiści, cierpienia, a zarazem grzechu, został powierzony Maryi Matce Pojednania.

Raj kajakarzy i rowerzystów

W 1996 r. Borne Sulinowo, w którym wciąż było wiele wolnych mieszkań, otworzyło na Śląsku biuro promocji. To był strzał w dziesiątkę, bo spowodował nową falę osadniczą. A później trochę falowało – jedni wyjeżdżali, inni przyjeżdżali – opowiada pan Darek. – Pomysłów na Borne Sulinowo było wiele. Jedni chcieli zrobić w nim bazę NATO, inni – uzdrowisko. Był pomysł stworzenia tu miasta spokojnej starości lub – jakby dla przeciwwagi – tętniącego młodością uniwersyteckiego kampusu. Wyszło z tego miasto, które jest atrakcyjne i dla mieszkańców, i dla turystów.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie