Turcja równoległa

Jest Turcja oficjalna, rządzona przez ekipę prezydenta Erdoğana. I jest Turcja nieoficjalna, budowana od lat przez Fethullaha Gülena. Jeden drugiego oskarża o niszczenie Turcji prawdziwej.

Trudno w pełni zrozumieć to, co ostatnio dzieje się w Turcji, bez przyjrzenia się jeszcze jednemu konfliktowi, który napędza bieg wydarzeń. Tym razem chodzi nie o przerabiany już wielokrotnie spór między strażnikami laickości państwa a promotorami państwa opartego na islamie. Równie istotny jest konflikt między obecnym prezydentem a jego największym rywalem – ­Fethullahem Gülenem. Najbardziej wpływowy na Zachodzie Turek ma jednocześnie ogromne wpływy w samej Turcji. Mieszka w USA na tzw. dobrowolnym wygnaniu, ale struktury i ludzie, którzy są jego zwolennikami, działają w jego ojczyźnie. To Gülena właśnie Erdoğan oskarżył o zorganizowanie niedawnego puczu. Gülen z kolei oskarżył Erdoğana, że sam ten przewrót wyreżyserował. I jedna, i druga wersja jest tak samo prawdopodobna.

Gülen na wagę NATO

W minionym tygodniu Recep Tayyip Erdoğan zaapelował do obywateli, by „spełnili patriotyczny obowiązek”, donosząc służbom na zwolenników Gülena. Jeśli trzeba, to również na swoich znajomych i członków rodziny. Potwierdził tym samym, że wojna wypowiedziana wewnętrznym wrogom nie skończyła się na masowych aresztowaniach. Rozprawienie się z puczystami to jednocześnie okazja, by pozbyć się zwolenników przeciwnika. Zwolenników i całych struktur, funkcjonujących niemal równolegle do instytucji państwowych. Erdoğan zapowiedział „oczyszczenie” z gülenistów wszystkich przestrzeni życia społeczno-politycznego. Samo podejrzenie o związki z Gülenem miało być powodem usunięcia z zajmowanych stanowisk. Co więcej, sąd w Stambule wydał nakaz aresztowania Gülena, choć ten od lat przebywa w USA. Z tego też powodu sam Erdoğan postawił ultimatum Stanom Zjednoczonym: Waszyngton musi dokonać wyboru między utrzymaniem stosunków z Gülenem a utrzymaniem stosunków z Turcją. Brzmi to wprost jak zapowiedź zawieszenia stosunków dyplomatycznych. Z jednej strony wygląda to oczywiście mało prawdopodobnie, z drugiej jednak rozwój wypadków jest tak dynamiczny i zaskakujący (m.in. nagły zwrot w relacjach Ankary z Moskwą), a wojna Erdoğana przeciwko gülenistom jest wojną totalną, że w zasadzie każdy scenariusz trzeba brać pod uwagę.

Razem i przeciw sobie

Fethullah Gülen jest imamem reprezentującym liberalny nurt w islamie – sufizm (nie mylić z jego przeciwieństwem, jakim jest salafizm). Nurt, który dla większości muzułmanów jest herezją, podczas gdy dla części zachodnich elit ma być dowodem na możliwość pogodzenia islamu z demokracją. Gülen wybrał tzw. dobrowolne wygnanie z powodu konfliktu z elitami skupionymi w rządzącej dziś AKP i z samym Erdoğanem, którego wcześniej był sojusznikiem. Obu polityków łączyła początkowo chęć przełamania trwającej od dekad laicyzacji życia społeczno-politycznego w Turcji i przywrócenia na nowo roli islamu. Tym samym obaj chcieli pozbawić armię, pilnującą tego porządku, wpływu na ustrój państwa. Ich drogi jednak z czasem się rozeszły. Ekipa Erdoğana traktowała przywracanie islamu na salony jako etap w większym projekcie: nie tylko silnej islamizacji kraju, ale też odtworzenia, przynajmniej w jakimś stopniu, dawnej potęgi imperium osmańskiego. Gülenowi zależało zaś na stworzeniu ustroju o umiarkowanym wpływie islamu. Paradoks sytuacji polega więc na tym, że i Gülen, i Erdoğan chcieli obalić laicki ustrój, który dyskryminował głęboko wierzących muzułmanów w kraju w ponad 97 proc. muzułmańskim (mniejszości chrześcijańskie zostały wyparte nie tylko przez sułtanów, ale i za laickiej Turcji, w czasie ludobójstwa Ormian i Asyryjczyków, dziś pozostał niewielki ich odsetek), ale to „świecki” Erdoğan zamarzył o sułtanacie, podczas gdy „duchowny” Gülen chciał poprzestać na „laickości pozytywnej”, czyli przyjaznej dla religii.

Szkoły Gülena

Po wyemigrowaniu do USA Gülen założył międzynarodowy ruch Hizmet, którego zwolennicy rozsiani są po całym świecie, naturalnie przede wszystkim w Turcji. Ruch ten opiera się w głównej mierze na rozbudowanym systemie szkolnictwa. Szkoły Gülena działają dziś w prawie 160 krajach. W sumie to 2 tys. placówek, w tym oczywiście większość w Turcji. Tyle że w przypadku jego ojczyzny można już chyba mówić o tych szkołach w czasie przeszłym: prezydent Erdoğan, w ramach antygülenistowskich czystek, nakazał ich zamknięcie. W sumie specjalnym dekretem zlikwidowano 1043 szkoły prywatne, 109 akademików i wywłaszczono 15 uniwersytetów.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie