Nie ma cwaniaka nad kupca roszczeń

Mecenas: „Mam pełnomocnictwo od właścicielki kamienicy”. 
Sędzia: „Musiałaby mieć 130 lat”. 
Mecenas: „Pochodziła z długowiecznej rodziny”.

Ulica Poznańska w ścisłym centrum Warszawy. Kancelarie prawne, eleganckie kawiarnie, na poboczu zaparkowane porsche. Jednak klatka schodowa kamienicy nr 14 razi brzydotą. Stare, drewniane schody, niemalowane od dawna ściany, wiele lokali stoi pustych. – Lokatorzy są jeszcze w dwóch czy trzech mieszkaniach. My też w poniedziałek mamy sprawę o eksmisję – mówi Barbara Wojciechowska.

– Na adwokata mnie nie stać, sam pójdę – dodaje mieszkający z nią w lokalu socjalnym Andrzej Matan. 65-letni emerytowany wojskowy dorabia w ochronie, żeby wystarczyło na leczenie poruszającej się o kulach partnerki. I tak ma długi. Brakuje na czynsz, który – za niespełna 40-metrowe mieszkanie – wynosi ponad 900 zł. Barbara Wojciechowska i Andrzej Matan są jednymi z wielu warszawiaków, którzy ucierpieli w wyniku przejmowania nieruchomości przez ludzi mających niewiele wspólnego z dawnymi właścicielami.

Wygonić prywaciarzy

Centralne Biuro Antykorupcyjne prowadzi dużą kontrolę i pięć śledztw w sprawie kamienic położonych w luksusowych częściach stolicy. A całe zamieszanie może doprowadzić do dymisji prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Według Jana Śpiewaka, radnego ruchu Miasto Jest Nasze, nieprawidłowości przy zwracaniu kamienic prywatnym właścicielom pojawiały się jeszcze w latach 90. ub.w. Wszystko zaczęło się od dekretu Bolesława Bieruta z 1945 r. Na mocy tego prawa znacjonalizowano wszystkie grunty w stolicy – ok. 40 tys. działek, na których stało ponad 25 tys. budynków. Wiele domów wyburzano, aby zrobić miejsce dla socrealistycznych konstrukcji. Dla przykładu w miejscu, gdzie dziś stoi Pałac Kultury, znajdowało się przed wojną 160 kamienic. Połowa została zniszczona w powstaniu, ale ok. 50 dało się odbudować, a 30 nie wymagało nawet tego. Wszystkie zrównano z ziemią.

Działka w cieniu pałacu

Po upadku komunizmu część „dekretowców” odzyskała dawne budynki. Wielu jednak od lat odbija się od ścian w urzędach. Prawa do warszawskich nieruchomości zdobywają za to ludzie mający niewiele wspólnego z ich dawnymi właścicielami.

– Zaczęło się to w czasach prezydentury Marcina Święcickiego, czyli w połowie lat 90. ub.w. Wszyscy prezydenci Warszawy są w jakimś stopniu odpowiedzialni, ale za Hanny Gronkiewicz-Waltz zjawisko osiągnęło najwyższy poziom – mówi Jan Śpiewak. Symbolem warszawskich nieprawidłowości stała się działka przy pl. Defilad, przed wojną ul. Chmielna 70. Nieruchomość wywalczył mecenas Robert Nowaczyk. Radni (głosami PO, SLD i niezrzeszonych) przegłosowali plan zagospodarowania przestrzeni, który pozwalał na postawienie tam wieżowca. Wartość terenu wzrosła dzięki temu do 120–160 mln zł. Bez przetargu sprzedano też klientom Nowaczyka sąsiednie działki. Wiele wskazuje jednak na to, że zwrot działki się nie należał. Dawnym właścicielem Chmielnej 70 miał być obywatel Danii, więc sprawę rozwiązała polsko-duńska umowa z 1953 r. Śledztwo w tej sprawie prowadzi CBA.

Wskrzeszenie

Jednym ze sposobów jest reaktywacja przedwojennego przedsiębiorstwa, do którego należał lokal. Do niedawna można to było zrobić na podstawie starych akcji sprzedawanych jako antyki dla kolekcjonerów. Odrodzone w ten sposób spółki walczą o przejęcie nieruchomości, które należały do nich przed 1939 r. I tak biznesmen zajmujący się skupem roszczeń wskrzesił Związek Kopalń Górnośląskich Robur. Nie handluje węglem, ale zażądał dawnej własności Robura – działki przy ul. Foksal, w historycznej części stolicy. Na wycenianym na ponad 30 mln zł terenie znajduje się boisko szkolne. Miasto zaproponowało w zamian dwie inne działki, w tym jedną tuż obok Pałacu Kultury. Później jednak pojawiły się informacje, że za działkę przy ul. Foksal wypłacono odszkodowanie, jeszcze w czasach Gomułki. W tej sprawie także toczy się śledztwo CBA.

Cudowne wskrzeszanie spółek uznano za patologię już dawno, po aferze z firmą Giesche (w tym roku zapadły nieprawomocne wyroki; wynika z nich, że reaktywacja firmy służyła wyłudzeniu nienależnego odszkodowania od państwa). Jednak prace nad przepisami, które miały uniemożliwić takie działania, trwały długo. W 2010 r. resort gospodarki kierowany przez Waldemara Pawlaka ogłosił, że ma projekt ustawy, która uniemożliwi sytuacje takie jak ta z firmą Giesche. Prawo weszło jednak w życie dopiero pod koniec 2013 r. Mało tego, przepisy stanowiły, że reaktywacja dawnych firm będzie legalna jeszcze przez 2 lata, czyli do końca 2015 r.

100 lat 
to za mało

Innym sposobem na przejęcie kamienicy jest uzyskanie pełnomocnictw od spadkobiercy dawnego właściciela. Czasem to starsze osoby, które nie wiedzą, co podpisują. Niekiedy sprawa jest szyta jeszcze grubszymi nićmi. W sądach pojawiają się adwokaci z dokumentami, pochodzącymi rzekomo od osób, które w chwili ich podpisania musiałyby mieć ponad 100 lat. Jeden z prawników przekonywał, że kobieta, która dała mu prawa do dochodzenia roszczeń, pochodzi z długowiecznej rodziny. Powoływał się też na przykłady plemion, których członkowie żyją po 140 lat.

– Proszę udowodnić, że spadkobierczyni nie mogła tyle żyć – zwrócił się do sądu. Sędzia przyznał mu rację. Inny przykład: adwokat przedstawił dokumenty od dawnej właścicielki, którą miał odnaleźć w Belgii. Sąd zażądał, by przyszła osobiście. – Niestety, zmarła – odparł prawnik.

„To mafia”

Przejęcie kamienic przez kolekcjonerów roszczeń oznacza zwykle poważne kłopoty dla lokatorów. Nowi właściciele podwyższają czynsze i starają się pozbyć dotychczasowych mieszkańców, zwłaszcza tych, którzy zajmują lokale komunalne. Na Poznańskiej 14
w ciągu pół roku opłaty wzrosły kilkukrotnie. W nieskończoność ciągną się hałaśliwe remonty opustoszałych lokali. W niektórych mieszkaniach odcięto dopływ gazu do łazienek. Na klatce schodowej nie ma światła – oficjalnie z powodu robót. Mieszkańcy mówią, że próbowali walczyć w sądzie. Przegrali 8 spraw.

Podobne problemy zdarzały się w innych kamienicach, m.in. przy ul. Nabielaka 9, niedaleko Łazienek. Na czele grupy mieszkańców, którzy przeciwstawiali się praktykom nowego właściciela, znanego ze skupowania roszczeń, stanęła emerytka Jolanta Brzeska. Przez 
5 lat nie dawała wyrzucić się z mieszkania. W 2011 r. w Lesie Kabackim znaleziono jej zwęglone zwłoki. Śledztwo, w którym badano m.in. wątek samobójstwa, zostało po 2 latach umorzone. W sierpniu br. minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro nakazał wznowienie go.

Po tym, jak sprawą zajęły się media i CBA, udało się zablokować w ostatniej chwili kilka dziwnych reprywatyzacji, m.in. dużej kamienicy przy ul. Brackiej, na tyłach dawnego domu handlowego Smyk. Jednocześnie sprawa stała się poważnym problemem dla prezydent Warszawy. Hanna Gronkiewicz-Waltz jest oskarżana o co najmniej brak kontroli nad sytuacją. Jak się okazuje, dyrektor Biura Gospodarowania Nieruchomościami nie składa oświadczenia majątkowego, choć muszą to robić jego zastępcy. Dyrektor nie ma takiego ustawowego obowiązku, ale prezydent mogłaby mu kazać to zrobić. Zwłaszcza że prowadzi on firmę zajmującą się konsultingiem dotyczącym nieruchomości. Oświadczeń nie składają także dyrektorzy Biura Prawnego, Biura Zamówień Publicznych oraz Gabinetu Prezydenta Miasta.

Niepokoją również wpływy kolekcjonerów roszczeń. Aby prowadzić swoją działalność, musieli dostawać zgody różnych wydziałów urzędu miasta i korzystne wyroki sądów. – Co do tego, że to mafia, przestaliśmy mieć wątpliwości w chwili morderstwa Jolanty Brzeskiej – podkreśla Jan Śpiewak. – Ci ludzie byli w stanie ją zabić i ukręcić sprawie łeb w prokuraturze. Mamy do czynienia z dobrze funkcjonującą grupą przestępczą. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • nika
    07.10.2016 07:27
    Czy istnieje granica dla zwykłej ludzkiej przyzwoitości? Pomijając już etykę zawodu etc., etc. Chciałoby się przypomnieć, że służenie Mamonie to czystej wody bałwochwalstwo. Ze wszystkimi tego następstwami. Domine Iesu, miserere...!
  • aaa
    10.10.2016 13:33
    czy do tej pory wszyscy ślepi i głusi byli? 1/3 kancelarii prawnych z tego żyje pozostałe 2/3 zazdrości od przynajmniej 20 lat to trwa, nagle GN ameryke odkrywa
  • Gość
    10.10.2016 15:30
    Jeżeli początkowy cytat jest prawdziwy "mecenas" już powinien siedzieć. Sędzia również - za głupotę.
  • andrzej
    13.10.2016 20:16
    Niestety sprawa jest nazbyt poważna aby żartować i pisać o przyzwoitości. To są zawodowi przestępcy! Proceder nosi faktycznie wszystkie znamiona działalności mafijnej, a jednym z dowodów jest szybkie umorzenie śledztwa zamordowanej w Lesie Kabackim Jolanty Brzeskiej, a kolejne dowody odkrywają już z wolna CBA i media. Szkoda tylko, że HGW nie widziała żadnych problemów przez całe lata, dopóki o Fenixie i jej mężu nie napisano w mediach.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie