Pokażemy, jak było

O okolicznościach, w jakich doszło do afery Amber Gold, mówi posłanka Małgorzata Wassermann (PiS), przewodnicząca parlamentarnej komisji śledczej powołanej do jej wyjaśnienia.

Andrzej Grajewski: Czy w aferze Amber Gold mamy do czynienia tylko z nieudolnością prokuratorów badających sprawę, czy też nad aferzystami ktoś rozpostarł parasol ochronny?

Małgorzata Wassermann: Mam już dzisiaj ogląd całości sprawy, nie tylko na podstawie dotychczasowych przesłuchań, ale przede wszystkim lektury sporej części zgromadzonych przez nas materiałów. Byłoby jednak nieprofesjonalne na tym etapie prac komisji ferowanie bardziej zasadniczych wniosków. Pewne fakty jednak są bezsporne. W pracy prokuratury w Gdańsku-Wrzeszczu doszło do zaniedbań na skalę wręcz niespotykaną. Wszystkie standardy zostały złamane. Pytałam przesłuchiwanych prokuratorów, czy są w stanie wskazać chociaż jedną czynność wykonaną prawidłowo przez prokuratora referenta (czyli prowadzącego sprawę). Nie byli w stanie tego zrobić.

Nie udało się przesłuchać prokurator Barbary Kijanko, prowadzącej postępowanie w tej sprawie. To ona ponosi odpowiedzialność za to, w jaki sposób ono wyglądało.

Pani prokurator Kijanko będzie zeznawała, jak skończy się jej zwolnienie lekarskie, które zresztą także będziemy badać. Ona ponosi odpowiedzialność bezpośrednią, jednak prokuratura jest na tyle zhierarchizowana, że jej ewentualne zaniedbania nie obciążają wyłącznie jej.

Dlaczego?

Wszyscy, którzy znają procedury postępowania w prokuraturze, wiedzą, że nie ma takiej możliwości, aby prokurator referent podejmował najistotniejsze decyzje samodzielnie, bez konsultacji ze swoim przełożonym. W ogóle jest nie do pomyślenia sytuacja, w której prokurator posiada dwie tzw. uchyłki, czyli decyzje uchylone przez sąd, a jego szefowie nie interesują się tym, co on robi. Taki prokurator powinien być nadzorowany w sposób nieustanny i ciągły. Tym bardziej, że w aktach sprawy zalegają kopie materiałów prasowych, z których wynika, że już w styczniu 2010 r. prok. Witold Niesiołowski, zwierzchnik pani Kijanko, komentował w mediach tę sprawę, pytany o nią przez dziennikarzy.

Podczas przesłuchania przed komisją prokurator Niesiołowski najczęściej zasłaniał się niepamięcią.

Wszyscy, którzy oglądali to przesłuchanie, mogli w tej sprawie wyrobić sobie własne zdanie. Zastanawiam się jedynie, jakie wnioski z tego wyciągną jego przełożeni. Na szczęście nie musimy rozmawiać o pamięci pana prokuratora, ale o faktach, które są dobrze udokumentowane. Nie ulega wątpliwości, że jeśli pojawia się sprawa o tak dużym ciężarze gatunkowym jak Amber Gold, wywołująca ogromne zainteresowanie mediów, szefostwo właściwej prokuratury musiało się nią interesować.

Rozmawiałem z prokuratorami, którzy brali udział w jednym z dużych śledztw i wspominali, że każdego tygodnia byli przepytywani przez zwierzchników, jak sprawa jest prowadzona i jakie są w niej postępy.

Tak to wygląda w normalnie działającej prokuraturze. Tymczasem w przypadku Amber Gold już po wybuchu afery zebrania odbywały się tylko mniej więcej raz w miesiącu w Prokuraturze Generalnej. Tam prokuratorzy z Gdańska zdawali sprawę ze swoich działań.

Dlaczego Prokuratura Rejonowa w Gdańsku-Wrzeszczu umarzała sprawę, pomimo że Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) przesłała jej szczegółowe materiały?

Warto dodać, że materiał KNF był przygotowany bardzo fachowo. Właściwie prokuratorzy, mówiąc kolokwialnie, dostali na tacy to, co mieli ustalić. Zadaniem prokuratury jest zweryfikowanie materiałów podanych w zawiadomieniu o przestępstwie. Tymczasem prokuratura przez przeszło dwa lata nie była w stanie zweryfikować ani jednej z tych informacji. Pamiętajmy, że tego zawiadomienia nie złożył ktokolwiek, ale instytucja nadzoru finansowego, szczególnie kompetentna w tego rodzaju sprawach. Amber Gold zaś nie była małą firemką, działającą na peryferiach, ale firmą ogólnopolską, podejmującą stale nowe inicjatywy gospodarcze. W 2011 r. Amber Gold weszła nawet w linie lotnicze, czemu towarzyszyła potężna kampania reklamowa. KNF zawiadomiła o podstawowym przestępstwie, a później sukcesywnie wykonywała kolejne prace, ustalała fakty bądź przestępcze działania, wyręczając w tym prokuraturę.

Nasuwa się pytanie, czy Marcina P. ktoś w prokuraturze chronił.

Za wcześnie na takie oceny. Możemy jedynie porozmawiać o faktach. Dziennikarze wiedzieli, że Marcin P. jest karany, i to m.in. za wyłudzenia, ale ta wiedza w żaden sposób nie docierała do prokuratorów. W pewnym momencie KNF wprost przesłała pismo, w którym jest odesłanie do artykułu prasowego informującego o tym, że był on karany, co również nie wywołało żadnej reakcji prokuratury.

Zaniedbań było wiele, dlatego prosiłbym o szczegóły.

Pierwsze zawiadomienie KNF w sprawie Amber Gold trafiło do Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz pod koniec grudnia 2009 roku. KNF dość precyzyjnie wskazała, co należy ustalić i gdzie może być przestępstwo. Sugerowała także, że może dochodzić do oszustwa, gdyż pieniądze, za które ma być zakupywane złoto, w rzeczywistości mogą być przeznaczone na inną działalność Amber Gold, czyli na udzielanie pożyczek. Prokuratura jednak uznała, że tego wątku nie należy badać. Tego trzymała się do sierpnia 2012 roku. Od razu powinno pojawić się również pytanie, po co ktoś prowadzi niedozwoloną działalność bankową, co było oczywiste od początku w świetle ustaleń KNF. Tymczasem referent sprawy, prok. Kijanko, ograniczyła się jedynie do sporządzenia notatki, w której pisze, że zapoznała się w internecie z jakąś konkretną ofertą Amber Gold i wezwała Marcina P. do przedłożenia regulaminów i umów. A w styczniu 2010 r. umorzyła postępowanie, zresztą z pełną akceptacją swego zwierzchnika, czyli prok. Niesiołowskiego. Sąd zmiażdżył postanowienie prok. Kijanko i nakazał jej prowadzenie tego postępowania. Wtedy przesłała akta na policję, nakazując, aby to ona dalej prowadziła postępowanie i wykonała czynności, które zalecił sąd. Efekt był taki, że policjantka odczytała Marcinowi P. pytania sądu, a on odpowiedział jej cokolwiek. I policjantka zadowoliła się tą odpowiedzią. Dodam, że zanim doszło do tego przesłuchania, pełnomocnik Marcina P. dostał od pani prok. Kijanko postanowienie sądu z uzasadnieniem, czyli wiedział, co sąd kazał zweryfikować i co uważa za podejrzane w tej firmie.

Co to oznacza?

Marcin P., kiedy szedł na przesłuchanie, był dokładnie poinformowany, w jakim kierunku prokuratura będzie go przesłuchiwać.

Takie informowanie to standardowa praktyka?

Nie, to rzecz zupełnie niespotykana. Dodam, że zawiadomienie jest skierowane przeciwko firmie, ale tak naprawdę w prawie karnym nie funkcjonuje firma, ale osoba fizyczna. Czyli w sposób oczywisty to zawiadomienie jest ukierunkowane na osobę Marcina P. Jeśli mam osobę, co do której istnieje domniemanie, że mogą jej być postawione zarzuty, to nie może być ona przesłuchana w charakterze świadka. Taką osobę słucha się na samym końcu, po zebraniu wszystkich dowodów. Dysponując całym materiałem, można podjąć decyzję, czy daną osobę należy przesłuchać w charakterze świadka, czy jako podejrzanego.

Prokuratura nie przesłuchała także przedstawiciela KNF, czyli podmiotu zawiadamiającego o przestępstwie.

To jeden z kardynalnych błędów, jakie popełniono w tej sprawie. Prokuratorzy tłumaczyli się później, że sprawa była skomplikowana i nie mieli wiedzy fachowej na ten temat. Jednocześnie nie przesłuchali pracownika KNF, od którego mogli pozyskać wszystkie potrzebne, szczegółowe informacje. Zamiast tego sprawę tak skomplikowaną przesłali do wyjaśnienia policji, która w sposób oczywisty nie była przygotowana, aby wyjaśnić wszystkie jej okoliczności. Na szczęście jednak KNF nie dała za wygraną i złożyła kolejne zawiadomienie, informując m.in., że Amber Gold zaczyna działać na rynku ubezpieczeń, choć nie ma do tego stosownej licencji.

Co wtedy zrobiła pani prokurator Kijanko?

Nakazała policji ponowne przesłuchanie Marcina P. na okoliczność tego, czy ma zdolność, aby być pośrednikiem na rynku ubezpieczeń. Marcin P. znów zbył policję i przyniósł jej, według własnego uznania, 465 umów. Proszę to sobie wyobrazić. To nie prokuratura zabezpieczyła materiał, ale potencjalny podejrzany im go przyniósł! Pani prokurator to znów wystarczyło. Ale KNF i tym razem nie dała za wygraną, pisząc do prokuratury kolejny raz, że Marcin P. był już kiedyś karany. Dodatkowo minister gospodarki skreślił Amber Gold z listy domów składowych z uwagi na fakt, że Marcin P. był karany.

Jak pani prokurator na to zareagowała?

Ponownie umorzyła postępowanie i napisała, że Amber Gold jest domem składowym działającym pod jurysdykcją ministra gospodarki, a KNF nie wiadomo, czego od niego chce. Prokurator Kijanko napisała to, mając w aktach decyzję o skreśleniu Amber Gold z listy domów składowych! Efekt był taki, że prokuratura przez 3 lata nie była w stanie powstrzymać przestępczej działalności Marcina P.

Ta bezradność była przypadkowa?

Pojedyncze błędy mogą się zdarzać w pracy każdej instytucji, także prokuratury. Jednak w tym wypadku przez trzy lata mamy do czynienia z sumą bardzo wielu niedociągnięć.

Czy w tej sprawie będą przesłuchiwani także politycy?

Oczywiście, gdyż oni ponosili odpowiedzialność polityczną za funkcjonowanie konkretnych instytucji. Nad urzędnikami stoi minister, a nad nim premier. W tym roku zaplanowane jest przesłuchanie byłego prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta oraz wicepremiera Jarosława Gowina, który wówczas był ministrem sprawiedliwości. W przyszłym zaś roku będziemy chcieli przesłuchać Donalda Tuska.

Prokuratorzy, o których rozmawiamy, mieli postępowanie dyscyplinarne i zostali uniewinnieni. Czym to Pani tłumaczy?

Będziemy to także badać. Według mnie problem polegał na tym, że błędnie postawiono im zarzuty. Tak postawione musiały skutkować ich uniewinnieniem.

Jak długo mogą potrwać prace komisji?

Chciałabym bardzo skończyć przed upływem tej kadencji Sejmu, a więc zajmie nam to co najmniej dwa lata. Proszę pamiętać, że w tej sprawie dochodzenie prowadziło przez cztery lata blisko sto osób – prokuratorów, policjantów, biegłych. A teraz musi to przeanalizować 9-osobowa komisja. Zamierzam dotrzeć do wszystkiego, co jest możliwe, i wyjaśnić wszystkie okoliczności tej sprawy.

Może się jednak okazać, że prawdy o tej aferze nie poznamy. Nawet jeśli Marcin P. i jego żona zostaną skazani. Słupy wolą milczeć i swoje odsiedzieć, aniżeli ujawniać kulisy przestępstw.

Biorę to pod uwagę. Nie wiem, jaki będzie finał tych spraw, ale wiem, że chcemy pokazać społeczeństwu, jak było. Byliśmy świadkami ogromnych nieprawidłowości, które udało się zamieść pod dywan. My ten dywan odchylamy, pokazując, co zakrywał, aby nigdy więcej takie rzeczy nie mogły się już wydarzyć. •

Kalendarium długiej niemocy

Grudzień 2009 roku. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) informuje prokuraturę, że Amber Gold nie posiada zezwolenia na wykonywanie czynności bankowych i może oszukać swoich klientów. Prokurator Barbara Kijanko z Prokuratury Rejonowej w Gdańsku-Wrzeszczu wszczyna na skutek tego zawiadomienia postępowanie, ale umarza je po miesiącu, nie dopatrując się w działalności spółki znamion przestępstwa.

• KNF składa w tej sprawie zażalenie do sądu. W kwietniu 2010 r. sprawa Amber Gold zostaje ponownie zarejestrowana w prokuraturze, a jej akta przekazane do gdańskiej Komendy Miejskiej Policji z poleceniem wszczęcia dochodzenia. Zostało ono podjęte przez policję w maju 2010 r., a następnie umorzone przez prok. Kijanko w sierpniu 2010 roku. Również na to postanowienie o umorzeniu KNF złożyła zażalenie, a sąd je uwzględnił w grudniu 2010 roku.

• W lutym 2011 r. zapadła decyzja o zasięgnięciu opinii biegłego rewidenta. W związku z przedłużaniem się opracowania tej opinii w maju 2011 r. prok. Kijanko zawiesiła postępowanie w tej sprawie. Jej decyzje akceptują kolejni zwierzchnicy – prokuratorzy Witold Niesiołowski i Marzanna Majstrowicz.

• W październiku 2011 r. szef KNF Andrzej Jakubiak pisze o sprawie Amber Gold do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, ostrzegając, że bezczynność prokuratury może narazić klientów tej spółki. Pismo do Seremeta dochodzi po kilku miesiącach.

• W czerwcu 2012 r. sprawa Amber Gold zostaje przejęta przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku, która wszczyna postępowanie.

• 13 sierpnia 2012 r. upada spółka Amber Gold, a pod koniec miesiąca aresztowany zostaje jej prezes Marcin Plichta, a później jego żona Katarzyna. Tylko niewielka część klientów Amber Gold zdołała odzyskać swoje pieniądze.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie