Moralność myśliwego

O tym, co czuje myśliwy strzelający do zwierząt, i o pożytkach płynących z łowiectwa mówi katowicki łowczy okręgowy Mariusz Miśka.

Jarosław Dudała: Co czuje myśliwy? Co Pan czuje, gdy strzela w lesie do zwierzęcia?

Mariusz Miśka: Czuję głęboką odpowiedzialność. Przeszywa mnie odpowiedzialność za to istnienie, które Pan Bóg stworzył. Górę biorą jednak względy gospodarcze. Myślę, że ten strzał pomoże rolnikowi, niepotrafiącemu któryś rok z rzędu wyhodować w pełni swoich upraw.

Mówi Pan o odpowiedzialności za stworzenie, ale zabija je Pan…

Nie zabijam go dlatego, że czerpię z tego przyjemność. Uśmiercam je, ponieważ to jest potrzebne. Weźmy np. dzika. Zaczyna się nam otwierać japoński rynek wieprzowiny. Rynek o wartości 2 mld zł. Ale ten rynek potrzebuje pieczątki: „Wolne od ASF” (afrykańskiego pomoru świń). Dzik jest jednym z głównych roznosicieli tej choroby. Jedna locha wydaje na świat nawet do 15 prosiąt rocznie. Jeśli nie będziemy redukowali liczby tych zwierząt, to zagrożenie idące od wschodu dojdzie do Wielkopolski, a wtedy nasza produkcja trzody chlewnej w ogóle przestanie istnieć.

Czyli co? Tylko interes? Żadnego dreszczyku emocji? Żadnej przyjemności?

Za długo poluję, żebym miał jakiś dreszczyk. To już 20 lat. Na początku te emocje były bardzo, bardzo intensywne. Teraz są wyciszone.

Przeciwnicy łowiectwa mówią, że nie byłoby tylu dzików w lasach, gdyby nie były intensywnie dokarmiane. Przez myśliwych właśnie.

Zwierzynę się karmi, gdy brakuje jej żywności. Mamy dziś w rolnictwie do czynienia z olbrzymimi uprawami, np. kukurydzy. Zwierzęta, w tym dziki, przystosowują się do tego. I pomiatają – czyli wydają na świat – coraz więcej młodych przy stałym dostępie do karmy wysokobiałkowej. Dokarmianie ma tu niewielkie znaczenie.

Samo zabijanie zwierząt chyba tak bardzo Polaków nie bulwersuje. Większość z nas jada mięso, a ono przecież nie rośnie na drzewach. Jednak ubój w rzeźniach jest natychmiastowy. A na polowaniu może Pan trafić zwierzę, ale nie zabić go na miejscu. Zwierzę cierpi. Niepotrzebnie.

Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Ale po to w związku łowieckim przygotowujemy psy łowieckie – tropowce i posokowce, które dochodzą tego zwierza…

…i zatapiają w nim kły?

Nie. Pies ma wytropić zwierza. Dojdzie go, głosi, że zwierz jest w tym miejscu. A myśliwy powinien go uśmiercić szybko, w sposób etyczny.

Ile to może potrwać? Godziny?

To zależy. Ale w ogóle zdarza się to bardzo rzadko.

Zenon Kruczyński, były myśliwy, dziś wróg łowiectwa, mówi, że zwierzęta ranne, ale nie zabite na miejscu, to 25 proc. zdobyczy.

To nieprawda. Ja – podobnie jak koledzy – często poluję, ale skorzystanie z pomocy psa zdarza mi się może raz na rok.

Śmierć człowieka od postrzału rzadko następuje natychmiast. Dzieje się tak zaledwie w kilkunastu procentach przypadków. Dużo częściej jest to śmierć po czasie, z wykrwawienia. W tym kontekście 75-procentowa skuteczność myśliwych wydaje się wysoka.

To nie jest dobry przykład. Na wojnie problemem nie są zabici, lecz ranni. Dlatego wielu strzela, by zranić, a nie zabić. Myśliwy strzela w komorę, czyli w serce, płuco lub wątrobę.

Strzał, który przeszyje tylko płuco, nie jest chyba śmiertelny?

Dlaczego nie? To kwestia dwóch, trzech, czterech sekund.

Czytałem niedawno naukową pracę medyczną z renomowanej biblioteki Pubmed. Według niej ludzie trafieni z broni palnej w serce, jeśli nie umrą na miejscu i znajdą się w szpitalu, tracą życie w zaledwie 25 proc. przypadków. Gdy chodzi o postrzały w głowę, odsetek ten wynosi 50 proc. Można więc być trafionym w serce czy głowę i przeżyć.

To kwestia używanej amunicji. Armia strzela pociskami pełnopłaszczowymi, a polować wolno tylko z użyciem pocisków półpłaszczowych, które po trafieniu w cel rozpadają się na mniejsze części albo grzybkują. Ich energia i moc obalająca jest bardzo duża. Większa od energii pocisków z karabinków wojskowych, np. typu Beryl.

Nie ma Pan więc żadnych obiekcji etycznych?

Absolutnie nie. O ile łowiectwo jest wykonywane w sposób odpowiedzialny i bezpieczny. Jeśli ktoś postrzega łowiectwo przez pryzmat zabicia zwierzęcia, to budzi to kontrowersje. Ale nie dzieje się tak, gdy mówimy o łowiectwie przez pryzmat gospodarki, redukcji nadwyżek. Dlatego nie pojechałbym na polowanie do Afryki. Bo nie spotkałem tam miejsc, w których byłoby za dużo żyraf, słoni czy nosorożców. Strzelenie czegoś z tzw. białej listy jest dla mnie chore. To jakiś snobizm.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Rozpocznij korzystanie