Na wulkanicznej skale

Kiedy z wysokości 91-metrowej skały ogląda się kolorowe domki Procidy, łatwiej uwierzyć w legendę o pięknej Grazielli niż w to, że wyspę plądrowali Wandalowie, Goci, Anglicy i otomańscy korsarze.

Przytnij ten sznurek – stary Miguele pogania dwudziestoparoletniego pomocnika. Siwy, opalony przez śródziemnomorskie słońce, chętnie opowiada o swoim zajęciu.

Zbliża się wieczór. Kiedy sąsiadujące z portem restauracje powoli wypełniają się turystami, rybacy wypływają kutrami z portu. Miguele musi jeszcze naprawić sieci. Rozciągnął je na nabrzeżu portowym. Gdzie się można nauczyć fachu? Podobno we Francji jest szkoła rybacka. Ale tutaj zawód przechodzi z ojca na syna. – Łowię od takiego małego – pokazuje ręką. – Mam pięciu synów. Wszyscy są rybakami.

Doczekał się też 13 wnuków. Jednym z nich okazuje się pomocnik, który razem z Miguele naprawia sieci.

Miguele ma dwa kutry. Każdy może złowić 10 ton ryb w ciągu jednej nocy. Stary rybak wyciąga z kieszeni kartkę ze schematem sieci. 100 m długości, szeroka czasza znajduje się pod wodą, reszta nad powierzchnią. – W taką sieć złapie się 200–300 kilo ryb – dodaje Miguele. Kończy naprawę i wypływa.

Wyspa marynarzy

– Rybaków jest tu może 10 procent – opowiada o wyspie taksówkarz Antonio. – Z pracy marynarza żyje jakieś 70 procent mieszkańców – dorzuca.

Procidę zamieszkuje dziś 10 tys. osób. Skalista, wulkaniczna wysepka ma powierzchnię 4 kilometrów kwadratowych. Należy do archipelagu Wysp Flegrejskich leżącego u wybrzeży Neapolu. Mniej znana niż sąsiednia Capri, na której stawiają sobie wille holly­woodzkie gwiazdy, do niedawna była omijana przez turystów. Tutejsze krajobrazy nie ustępują jednak w niczym sławnej konkurentce. Największe wrażenie robią urwiste wybrzeża. Piękne są też ogrody, w których rosną drzewa cytrynowe z owocami dwa razy większymi niż te, które znamy z supermarketów. Nieduże plaże także przyciągają letników, choć wulkaniczny piach jest ciemny i brudzi. Zdecydowana większość mieszkańców żyje jednak nie z turystyki, ale z pracy na morzu. – Cały kościół jest ufundowany przez marynarzy – tłumaczy ks. Giovanni Costagliola, proboszcz parafii pw. Matki Boskiej Litościwej i św. Jana Chrzciciela. W zakrystii stoją dwie szafy pełne ozdobnych wazonów. To prezenty od ludzi pracujących na statkach. Od nich pochodzą też wszystkie wota, stiuki na ścianach i suficie czy stojący pod ścianą drewniany model statku, który dodaje świątyni lokalnego kolorytu, choć estetycznie jest dość kontrowersyjny.

Kościół wybudowano tuż obok portu, w którym cumują promy przypływające z Neapolu i wielkie statki handlowe. Historia świątyni sięga początku XVII w., kiedy to ufundowano kapliczkę dla marynarzy. W kolejnym stuleciu stanął w jej miejscu duży dom modlitwy. Jak podkreśla ks. Costagliola, Msze za marynarzy odbywają się tu regularnie, choć ich praca nie jest już tak niebezpieczna jak kiedyś. Kościół czasem cierpi z powodu sąsiedztwa morza. Niedawno trzeba było zdjąć z dachu XIX-wieczny krzyż niszczony przez wiatr.

Barbarossa boi się anioła

Pierwsi marynarze – mykeńscy osadnicy – dotarli tu najprawdopodobniej w VIII w. przed Chrystusem. Związki z kulturą grecką potwierdza nazwa wyspy. Ma ona pochodzić od greckich słów pròkeitai albo prochyo, co oznacza „z głębin”. Jeszcze w czasach rzymskich miejsce nazywano Prochyta. Mieszkańcy starożytnego imperium nie zapuszczali się tu zbyt często. Na Wyspach Flegrejskich nie dało się wznosić budowli godnych Rzymu (z wyjątkiem Capri, gdzie budowano wille). Wiadomo jednak, że na Procidzie istniała świątynia Bachusa. Musiała znajdować się w najwyżej położonej części wyspy, zwanej dziś Terra Murata. W rzymskich czasach był to jedyny zamieszkany obszar wyspy.

Kiedy imperium zaczęło chwiać się pod ciosami barbarzyńców, na skalistej wyspie chronili się mieszkańcy kontynentalnej Italii, uciekający przed Longobardami. Wandalowie i Goci docierali jednak i tutaj. Łupili mieszkańców i niszczyli osiedla. Dokumenty z przełomu VI i VII w. dotyczące podatku w winie płaconego przez mieszkańców świadczą o stabilnej sytuacji na wyspie. Z kolei w połowie IX w. szukali tu schronienia uciekinierzy z położonego na kontynencie portu Micino, niszczonego regularnie przez muzułmańskich korsarzy. Niespokojny był przełom XI i XII w., kiedy należące do Bizancjum Księstwo Nea­polu stało się obiektem najazdów Normanów. Procida poznała wtedy system feudalny i stała się własnością rodu, który wywodził się z Salerno, ale przyjął przydomek pochodzący od nazwy wyspy. Najsłynniejszy przedstawiciel tej rodziny, Jan z Procidy (jego imię nosi jedna z tutejszych ulic), przeszedł do historii jako dyplomata i spiskowiec, który doprowadził do wybuchu antyfrancuskiego buntu na Sycylii.

Zmorą wyspiarzy byli otomańscy korsarze. Bardzo okrutny najazd miał miejsce w 1534 roku. Khayr al-Din, zwany Barbarossą, spustoszył wtedy Procidę i uprowadził w niewolę wielu jej mieszkańców. 10 lat później Barbarossa ponownie spustoszył wyspę. Turgut, jego następca, najeżdżał ją czterokrotnie. Dopiero po zwycięstwie chrześcijańskich wojsk nad muzułmanami pod Lepanto najazdy morskich rozbójników przestały być problemem. Ostatni udokumentowany atak Turków miał miejsce w 1585 roku.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie