Bohater dwóch narodów

Uratował życie Jerzemu Waszyngtonowi i stał się ojcem amerykańskiej kawalerii. Może dlatego Kazimierz Pułaski, konfederat barski, jest bardziej znany w USA niż w Polsce.

Prezydent USA Donald Trump podczas słynnego przemówienia na placu Krasińskich w Warszawie wspomniał o dwóch pomnikach wzniesionych kilka kroków od Białego Domu. Upamiętniają one Kazimierza Pułaskiego i Tadeusza Kościuszkę. O ile o tej drugiej postaci Polacy wiedzą dość sporo, o tyle pierwsza jawi im się raczej mgliście. Kim był człowiek nazywany bohaterem walki o wolność dwóch narodów – polskiego i amerykańskiego? Czym zasłużył się Polsce, a czym Ameryce?

Dzień Pułaskiego

Można śmiało zaryzykować twierdzenie, że Kazimierz Pułaski jest bardziej znany w Stanach Zjednoczonych niż w Polsce. Wspomniany przez Trumpa pomnik to bowiem jeden z kilkudziesięciu podobnych, jakie możemy znaleźć w USA. Nazwiskiem Pułaskiego nazywane są ulice, osiedla, szkoły, parki, mosty, miejscowości, a nawet całe hrabstwa. Ba, w niektórych stanach obchodzony jest Dzień Kazimierza Pułaskiego, upamiętniający jego urodziny! W pierwszą niedzielę października na 5. Alei w Nowym Jorku odbywa się największa w USA parada Pułaskiego. Polski bohater jest też od 2009 r. honorowym obywatelem Stanów Zjednoczonych. Został nim jako zaledwie siódma osoba w historii, dołączając do grona takich postaci jak Winston Churchill czy Matka Teresa z Kalkuty.

Za co Amerykanie tak kochają naszego dowódcę? Urodzony w 1745 r. w Warszawie syn starosty wareckiego Józefa Pułaskiego kojarzony jest w USA przede wszystkim jako „ojciec amerykańskiej kawalerii”, twórca Legionu Pułaskiego, który ocalił miasto Charleston przed brytyjskim oblężeniem i oddał życie w walce o wolność Stanów Zjednoczonych. U nas natomiast mało kto wie, że Kazimierz Pułaski odegrał znaczącą rolę w historii Polski. Był przecież czołowym dowódcą konfederacji barskiej – zbrojnego związku szlachty polskiej w obronie wiary katolickiej i niepodległości, skierowanego przeciwko kurateli Imperium Rosyjskiego i królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu. Dowodził m.in. w bitwie pod Orzechowem i obroną Okopów Świętej Trójcy, gdzie trzygodzinna walka kosztowała go śmierć 200 żołnierzy. Ale Pułaski nie stracił ducha – mimo młodego wieku (miał wówczas 24 lata) zorganizował jeden z największych obozów konfederackich pod Barwinkiem. Ranny w jednej z bitew koło Krosna, przebił się ze swoim oddziałem na Litwę i Ruś, gdzie wzniecił powstanie antyrosyjskie. Sławę przyniosła mu też brawurowa obrona Jasnej Góry przed rosyjskimi wojskami gen. Iwana Drewicza i oddziałami królewskimi. Jednak po nieudanym porwaniu króla (według niektórych historyków sfingowanym w celu skompromitowania konfederatów) został oskarżony o kierowanie całą akcją i próbę królobójstwa. Skazany na śmierć, musiał ratować się ucieczką z Polski.

Może być użyteczny

Przez pięć lat tułał się po różnych miejscach: z Turcji, gdzie organizował walczące z Rosjanami legiony polskie, wydalono go po dyplomatycznej interwencji. Przez pewien czas przebywał też w Dreźnie i w Paryżu. Wreszcie, dzięki kontaktom z przedstawicielami dyplomatycznymi, jakie nawiązał przez francuskich przyjaciół, wyjechał do tworzących się właśnie Stanów Zjednoczonych. Już na wstępie otrzymał doskonałe referencje: „Hrabia Pułaski z Polski, oficer znany w całej Europie z odwagi i walki o wolność swojego kraju z przeważającymi siłami Rosji, Austrii i Prus, może być bardzo użyteczny w naszej służbie” – pisał Benjamin Franklin do pierwszego prezydenta Jerzego Waszyngtona, który znaczenie tych słów miał niebawem odczuć na własnej skórze.

„Przybyłem tutaj, gdzie bronią wolności, aby służyć tej sprawie i żyć lub umrzeć dla niej” – napisał z kolei Kazimierz Pułaski w liście do Waszyngtona. Rzeczywiście, sprawie oddał się bez reszty, w czym mógł pomóc fakt, że Pułaski nigdy się nie ożenił ani nie miał dzieci. Miłością jego życia była Franciszka Krasińska, którą poznał w wieku 14 lat na weselu siostry. Ona jednak wyszła za księcia Kurlandii Karola, syna króla Augusta III.

Przybywając do Ameryki, Pułaski miał już te przeżycia dawno za sobą. Teraz jego miłością było wojsko. Od razu też został zaprzęgnięty do walki o niepodległość Stanów Zjednoczonych. W bitwie pod Brandywine w 1777 r. nie tylko wykazał się brawurą, doświadczeniem i militarnymi umiejętnościami, ale zdaniem niektórych uratował także życie prezydentowi, ostrzegając go przed napierającym angielskim oddziałem. „(…) bystry wzrok Pułaskiego dostrzegł rychło, że nieprzyjaciel tak manewruje, aby zająć drogę prowadzącą do Chester i przeciąć nam odwrót lub przynajmniej odciąć bagaże. Pospieszył więc do Waszyngtona i doniósł mu o tym, a zaraz został upoważniony do zebrania tylu rozprószonych żołnierzy, ilu znajdzie pod ręką, i uderzenia z nimi na nieprzyjaciela. Zostało to jak najpomyślniej wykonane. Skośnym uderzeniem na front i prawe skrzydło angielskie przeszkodził on zamiarom nieprzyjaciela i zasłonił nasze tabory i odwrót armii” – relacjonował Paweł Bentalou, naoczny świadek wydarzeń.

Niech obcy nie rządzi

Waszyngton odwdzięczył się promowaniem Kazimierza Pułaskiego na stopień generała brygady amerykańskiej kawalerii. Powierzono mu wówczas sformowanie pierwszych oddziałów konnych. Jednak jak pisze Laura Pilarski, droga do tytułu „ojca kawalerii amerykańskiej” była pełna rozczarowań i trudności: „Pułaski szybko dostrzegł, że kawaleria była zaniedbaną formacją sił zbrojnych i w amerykańskiej strategii wojskowej nie mieściło się dbanie o jej rozwój jako samodzielnej formacji”. Między generałem a jego amerykańskimi przełożonymi i podkomendnymi, którzy niezbyt chętnie patrzyli na cudzoziemca na tym stanowisku, dochodziło do licznych nieporozumień. Pułaski dość słabo mówił po angielsku, a poza tym miał inne niż oni zdanie na temat roli kawalerii: chciał ją wykorzystywać głównie do działań ofensywnych, a nie rozpoznawczych. Kongres Kontynentalny pozwolił mu więc na utworzenie samodzielnego Legionu Pułaskiego. Na czerwonym sztandarze tej formacji wyszyto trzynaście złotych gwiazdek symbolizujących zbuntowane kolonie i wypisano hasło: „Non alius regit. Unita virtus fortior”. Oznaczało to: „Niech obcy nie rządzi. Zjednoczone męstwo silniejsze”. W sierpniu 1778 r. oddział liczył już 330 dobrze wyszkolonych żołnierzy: Francuzów, Niemców, Amerykanów, Irlandczyków i oczywiście Polaków. Pułaski wyposażał legion częściowo z własnych środków, popadając zresztą z tego powodu w długi.

Początki formacji były naznaczone niepowodzeniem: podczas obrony zatoki Little Egg Harbour dezerter z oddziału wskazał Brytyjczykom miejsce jego obozowania, przez co kilkudziesięciu śpiących legionistów zostało zabitych. Jednak już wkrótce nadarzyła się okazja, by wsławić się męstwem na polu walki. Anglicy zajęli bowiem stolicę Georgii – Savannah, a władze niemal bezbronnego miasta Charleston w stanie Karolina Południowa skłaniały się do kapitulacji. Tymczasem Pułaski w maju 1779 r. zaatakował brytyjską przednią straż zmierzającą do Charleston, zmuszając dowódcę do odstąpienia od pierwotnego planu. Legion poniósł wprawdzie spore straty (zginęło wówczas ok. 40 żołnierzy), prawdopodobnie jednak uratował w ten sposób miasto przed oblężeniem, a na pewno zmienił panujące w nim nastroje.

Symbol polskiej walki

Krótko po tej bitwie Pułaskiemu, wychowanemu w wierze katolickiej, nadano stopień mistrza w amerykańskiej wojskowej loży wolnomularskiej. Choć przynależność katolików do masonerii już wtedy była zakazana pod karą ekskomuniki, warto dodać, że były to czasy, kiedy do masonerii należeli nawet prymasi Polski.

Tymczasem Amerykanie zbliżyli się do Savannah i planowali zajęcie miasta. Wiele wskazywało na to, że plan się powiedzie: mieli przecież przewagę liczebną, a Savannah nie było fortecą. W czasie szturmu powstało jednak zamieszanie, a sam Pułaski wjechał pod ostrzał i został ranny kartaczem w prawą pachwinę. Rana okazała się śmiertelna – generał zmarł po kilku dniach. Na wieść o jego śmierci Jerzy Waszyngton podjął decyzję, aby przez ten jeden dzień hasłem w wojsku stał się „Pułaski”, a odzewem „Polska”.

Pogrzeb był bardzo uroczysty: „Tak niezwykle tłumna była żałobna procesja, że trzeba było okrążać całe miasto do kościoła” – relacjonuje Paweł Bentalou, nieodłączny towarzysz broni Pułaskiego. Do niedawna uważano, że generał został oddany morzu ze statku „Wasp”. Jednak badania archeologiczne z 1996 r. wykazały, że pochowano go na plantacji w Savannah. Podczas prac odnaleziono bowiem trumnę z napisem „Brygadier general Casimir Pulaski”.

Choć bitwa o Savannah zakończyła się klęską, a Charleston również zostało w końcu przez Brytyjczyków zdobyte, Amerykanie docenili poświęcenie i odwagę Pułaskiego. Uważają, że poniósł on dla Stanów Zjednoczonych najwyższą ofiarę i jest dla nich symbolem dążenia Polaków do walki o wolność w każdym zakątku ziemi. Warto więc, byśmy i my o nim pamiętali. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie