Miasto – zaskoczenie

W styczniu 2019 r. stolica Panamy będzie gościć uczestników Światowych Dni Młodzieży – Jornada Mundial de la Juventud. To miasto może być dla Europejczyka prawdziwym zaskoczeniem.

W internecie pojawiają się porównania Ciudad de Panamá do Dubaju. Z pewnością jest w tym trochę prawdy. Trzeba jednak uwzględnić fakt, że stolica Panamy to jedyne miejsce na świecie, gdzie dochodzi do frapującego połączenia latynoamerykańskiej żywiołowości z europejskim ładem oraz z kraj- obrazem rodem z Manhattanu. A wszystko to w miejscu, w którym ocean łączy się z tropikalnym lądem.

Cinta Costera

Trasa jest symboliczna. Na jednym końcu promenady Cinta Costera rozpiera się panamskie downtown: bankowe i finansowe centrum pełne wieżowców ze stali i szkła; na drugim – stara kolonialna dzielnica Casco Viejo. Do myślenia daje decyzja producentów filmu o agencie 007 „Quantum of solace”, aby sceny rozgrywające się w zabytkowych zakątkach Peru filmować właśnie na uliczkach Casco Viejo. Miejsce to – zadbane, z kolorowymi kamieniczkami o drewnianych okiennicach i podcieniach chroniących od słońca – jest uosobieniem wyobrażeń świata na temat tego, jak powinno wyglądać stare miasto w Ameryce Łacińskiej. Archetypiczność tego miejsca ma solidne podstawy – to pierwsze europejskie miasto nad Pacyfikiem w Ameryce. Założone zostało w 1519 roku.

Nadbrzeżna promenada łączy dwa światy: nowoczesny oraz starodawny, i to właśnie tu odbędą się wszystkie wydarzenia centralne ŚDM, z Eucharystią Posłania włącznie. Gdzieś tu, na Cinta Costera, pośród palm, stanie w styczniu ołtarz – z Pacyfikiem w tle.

Zaczyna lać. Z nieba wydobywają się niewyobrażalne, monstrualne ilości wody. Chronimy się pod daszkiem niewielkiej wiaty, zaprojektowanej przez twórców tego reprezentacyjnego fragmentu miasta chyba specjalnie w tym celu. Ciśniemy się ze sprzedawcą mango, który prowadzi obwoźny handel niedojrzałymi, lecz słodkimi owocami, pociętymi w słupki i zapakowanymi w foliowe woreczki. Obok nas stoi Indianka z plemienia Kuna. Nogi do kolan oraz całe przedramiona ozdobione ma ciasno nawiniętymi sznurami wielobarwnych koralików. Jeszcze chwilę temu sprzedawała kolorowe mola (tradycyjnie wyszywane tkaniny) ze skromnego stoiska na deptaku. Zagaduje nas, emanując uprzejmością i spokojem. Jak wszyscy Kuna ma ładne rysy i nieodgadnione spojrzenie. Jest w niej autentyczność rdzennych mieszkańców Panamy. Sto lat temu rząd panamski chciał „ucywilizować” Indian Kuna zamieszkujących karaibskie wybrzeża Przesmyku Panamskiego, zakazując tradycyjnych strojów i zwyczajów. Kuna wysłali ostrzeżenie, ale zostali zignorowani. Kiedy w 1925 r. w ich wioskach pojawiła się policja ścigająca niepokornych, polała się krew. Na mocy zawartych porozumień Indianie zachowali prawo do swoich tradycji i dużą niezależność, którą cieszą się do dziś.

Kiedy przestaje padać, przy kwiatach hibiskusa pojawia się otoczony mgiełką furczących skrzydeł koliber. To nektareczek błękitny Florisuga mellivora.

Downtown, barrios i grobla

Czająca się tuż za nami w deszczu Punta Paitilla, najeżona wybujałymi biurowcami biznesowa dzielnica stolicy, to ważna część państwa będącego rajem podatkowym i centrum bankowym, przyciągającym największe światowe firmy. Jeżeli dodać do tego dochody z Kanału Panamskiego – opłata za przepłynięcie to ok. 150 tys. dolarów – Panama prezentuje się jako państwo zamożne. Wysokie PKB to jedna strona medalu tej środkowoamerykańskiej gospodarki, druga to wysoki współczynnik Giniego. A to już mniej chwalebny wynik, związany z nierównomiernym rozkładem dóbr. Pokazuje wysoki poziom rozwarstwienia i nierówności społecznych. W stolicy kraju zjawisko to obrazuje architektura: nieopodal dzielnic jak z Nowego Jorku kwitną pełne życia i kolorowe barrios. Zdecydowanie za mało w nich ładu, aby zaklasyfikować je jako okolice typowe dla klasy średniej, za bardzo zaś trzymają się kupy, aby nazwać je dzielnicami nędzy.

Miasto Panama ma kilka charakterystycznych miejsc, pomiędzy którymi utkana jest jego materia. Cinta Costera, dzielnica drapaczy chmur oraz stare miasto z pewnością są jednymi z nich, podobnie jak długa, wbijająca się w ocean grobla Causeway, łącząca ląd z czterema wysepkami położonymi 3 km od brzegu. Do jej budowy posłużyły skały wydobyte podczas przekopywania kanału. W XX wieku należała, wraz ze strefą ciągnącą się wzdłuż całego kanału, do Amerykanów. Ma wiele praktycznych zastosowań. Po pierwsze, jest falochronem, osłaniającym wyjście kanału do Pacyfiku. Po drugie, przez lata stanowiła doskonałe zabezpieczenie militarne kanału – podczas II wojny światowej została ufortyfikowana. Sprawdza się także jako miejsce na przystań dla statków i żaglówek. Obecnie jest tu pieszo-rowerowy deptak z bardzo ciekawym widokiem: po jednej stronie rozpościera się panorama miasta z górującym wzgórzem Ancón, po drugiej mamy wgląd w wylot Kanału Panamskiego, wraz z wiszącym nad nim okazałym mostem Ameryk.

Historia pewnego odkrycia

Kilka dni po ulewie, która zastała nas w połowie Cinta Costera, przeprawiamy się autobusem linii Tranceibosa przez most Ameryk. Mamy świadomość, że w tym właśnie momencie znajdujemy się w szczególnym dla świata miejscu. Zbudowany w 1962 r. most łączy Ameryki, a płynąca pod nim woda łączy oceany. Do czasu jego wybudowania nie było drogi lądowej pomiędzy dwiema rozdzielonymi kanałem częściami Panamy, a tym samym pomiędzy Ameryką Północną i Ameryką Południową.

Most to brama do północnych części Panamy, a zanim się go przekroczy, można spojrzeć na wodę w dole i majestatycznie sunące kontenerowce. Jest ich więcej niż w minionych dziesięcioleciach. W 2016 r., zaledwie 16 lat po przejęciu kanału od USA, Panamczycy otwarli nowe, większe śluzy, zbudowane z rozmachem przy zaangażowaniu wielkich środków, zwiększające przepustowość, ale także umożliwiające przeprawienie się statkom o większych gabarytach. Tytaniczne prace inżynieryjne z pierwszych lat naszego tysiąclecia zaowocowały nowym typem panamaksu – statku dostosowanego do gabarytów Kanału Panamskiego. Nowoczesne większe panamaksy mogą mieć do 49 m szerokości i 366 m długości.

Z kanałem wiąże się historia odkrycia, które zrewolucjonizowało życie ludzi między zwrotnikami Raka i Koziorożca. Podczas budowy kanału tysiące osób umierały na malarię. Podmokłe, tropikalne tereny, tłumy robotników i tabuny komarów – z tego nie mogło wyniknąć nic dobrego, zwłaszcza że nikt nie zdawał sobie sprawy z zależności pomiędzy moskitami a roznoszeniem choroby. Dopiero obserwacje poczynione przez brytyjskiego majora Ronalda Rossa umożliwiły połączenie tych faktów. Zaczęto osuszać okoliczne tereny, karczować zarośla, zwalczać rozwój larw przez zalewanie olejem stojących wód, w efekcie czego w latach 1906–1909 śmiertelność na skutek malarii zmniejszyła się dziesięciokrotnie. Do dzisiaj walka z komarami jest ważnym punktem polityki miasta, dostrzegalnym na każdym kroku, dzięki czemu jest ono wolne od malarii. Co ciekawe, jeżeli mowa o zagadnieniach komunalnych, miasto Panama jest prawdziwym ewenementem na mapie Ameryki Łacińskiej. Wodociągi miejskie są w tak doskonałej kondycji, że woda nadaje się do picia wprost z kranu.

Nurzać się w zieloności

Kiedy o zmroku idziemy przez dzielnicę Obarrio, starając się nie deptać mango-ulęgałek, które gęstym dywanem wyściełają chodnik, nad naszymi głowami przelatują stadka zielonych papug amazonek, zbierających się na nocleg na oplecionych lianami figowcach. Spod butwiejących liści wypełzają wije, których gatunki próbujemy bezskutecznie oznaczyć: w oczy rzuca się niezliczona ilość nóg, rozmaitość aparatów gębowych i dziwne, trudne do zdefiniowania kolory pancerzyków na wijących się ciałkach – taksonomiczne wyzwanie. W odpływie przepełnionej wodą kanalizacji burzowej pływają ryby. Dostały się tu z oceanu lub z którejś z przepływających rzek (w dawnym miejscowym języku słowo „panama” oznaczało ponoć „obfitość ryb”).

Tropikalny las wbija się klinem niemal w samo centrum miasta. Słynna ekspansywna południowoamerykańska zieloność, agresywnie wdzierająca się w każdy niewybetonowany centymetr przestrzeni, tutaj jest faktem: kiełkuje, oplata, spowija, przerasta, wystrzela.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie