Krajobraz pełen historii

Wśród nowych miast na mapie Polski jest przynajmniej jedno takie, które koniecznie trzeba odwiedzić. To Kamieniec Ząbkowicki, miejsce o ponaddziewięciowiekowej historii, malowniczo położone w pradolinie Nysy Kłodzkiej.

Niewielki skrawek pola, za nim mozaika dachów – stare domy sąsiadujące z nowymi blokami. Nad nimi dwie, nachodzące na siebie z tej perspektywy, wieże. Jedna – ciemniejsza i bardziej szpiczasta – należy do kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, będącego niegdyś częścią opactwa cysterskiego, druga – z czerwonej cegły – jest wieżą dawnego kościoła ewangelickiego, obecnie siedziby centrum wystawienniczego. Jeszcze wyżej, na lewo od obu świątyń, na wzgórzu porośniętym lasem wznosi się monumentalna neogotycka budowla z czterema potężnymi basztami. To XIX-wieczny pałac Marianny Orańskiej, księżnej niderlandzkiej. Widok zamykają majaczące w oddali sylwetki Gór Bardzkich.

Długa droga do miasta

Historia wpisana w ten krajobraz to ponad dziewięć wieków – w tym roku mija 925 lat, odkąd czeski książę Brzetysław II wzniósł warownię obronną w Kamieńcu. Blisko wiek później warownia i okolice stały się własnością śląskiej rodziny Pogorzelów, która sprowadziła tu augustianów, ci zaś niedługo potem, ok. 1249 roku, ustąpili miejsca cystersom. Mnisi prowadzili uprawy, hodowali bydło, konie i owce, w stawach roiło się od ryb, a pasieki były pełne miodu. Opactwo cystersów w Kamieńcu zostało wkrótce liczącą się siłą polityczną. A jednak ani wtedy, ani w wiekach późniejszych tak znaczący ośrodek nie stał się miastem. – Pewnie mnisi uważali, że z mieszczanami mieliby więcej kłopotów – uśmiecha się ks. Wojciech Jarosław Dąbrowski, proboszcz parafii Wniebowzięcia NMP.

Prawa miejskie Kamieniec Ząbkowicki otrzymał dopiero 1 stycznia 2021 roku. – Staraliśmy się o to od dłuższego czasu – opowiada Marcin Czerniec, do niedawna wójt, a od tego roku burmistrz Kamieńca. – Nasza gmina jest otoczona miastami, co stawiało ją w gorszej pozycji wobec pozostałych samorządów. A przecież Kamieniec ma prawie 5 tys. mieszkańców, więc jesteśmy relatywnie dużym miastem. Dlatego już dwie kadencje wcześniej Rada Gminy rozpoczęła proces ubiegania się o prawa miejskie. Przeprowadziliśmy konsultacje z mieszkańcami, brakowało tylko ostatniej uchwały. Niestety, rada kolejnej kadencji, czyli 2014–2018, aż 11 razy zagłosowała przeciwko temu pomysłowi – bez żadnych argumentów. Teraz udało się rzecz doprowadzić do końca. Na pewno zwiększa się przez to nasz prestiż. A minusy? Nie ma żadnych. Nie jest prawdą, że wzrosną podatki albo że nauczyciele utracą dodatki wiejskie. Natomiast łatwiej będzie nam się teraz starać np. o budowę obwodnicy, planowanej od wielu lat.

Pałac jako marka

Tylko niewielki odsetek ludności Kamieńca Ząbkowickiego trudni się rolnictwem. Większość mieszkańców pracuje w okolicznych firmach, część także w branży kolejowej, bo przez lata miejscowość była ważnym węzłem kolejowym. Jego znaczenie może znów wzrosnąć, bo linia Kamieniec Ząbkowicki–Kłodzko ma połączyć ten region z planowanym Centralnym Portem Komunikacyjnym. Przede wszystkim jednak Kamieniec, ze względu na bogatą historię, ma ogromny potencjał turystyczny. Zespół pałacowo-parkowy wraz z kościołem Wniebowzięcia NMP i pocysterskim zespołem klasztornym mogą już wkrótce stać się pomnikiem historii. – Pałac, piąty co do wielkości w Polsce, jest marką gminy – podkreśla burmistrz. – Dzięki środkom unijnym stopniowo przywracamy go do dawnej świetności, choć to oczywiście praca na wiele lat. Środki z funduszy norweskich pozwolą na rewitalizację ogrodów pałacowych z fontannami.

Jednak już dziś pałac robi wrażenie. Potężna budowla zdaje się wręcz wymarzonym planem filmowym. Zachwyca dwunawowa hala podjazdu z ostrołucznymi arkadami w formie długiego krużganku. Z tarasu położonego ponad jej sklepieniem można podziwiać widok na opactwo cysterskie, a także na Góry Bardzkie i Góry Złote. Natomiast we wnętrzu trwają intensywne prace remontowe. Wymieniane są okna, naprawiany jest dach, gruntowny remont przechodzi sklepienie w kaplicy pałacowej. Nic dziwnego – pałac zrabowany i podpalony przez Armię Czerwoną, przez lata był dewastowany. W latach 80. ubiegłego wieku wydzierżawił go wprawdzie prywatny przedsiębiorca, jednak planowany przez niego remont okazał się studnią bez dna. Po śmierci dzierżawcy pałac wrócił pod zarząd gminy Kamieniec Ząbkowicki. – W 2012 roku zastaliśmy obiekt całkowicie zrujnowany – opowiada burmistrz Marcin Czerniec. – Przez tych 8 lat obiekt zmienił się nie do poznania. W ubiegłym roku, mimo pandemii, odwiedziło go ponad 45 tys. turystów.

Trzy tony złota

Mimo ogromu zniszczeń dość łatwo wyobrazić sobie przepych, jaki musiał panować w pałacu w latach jego świetności. Mówią o tym chociażby rozmiary sal balowej czy jadalnej. – Budowa pałacu kosztowała równowartość trzech ton złota – podkreśla Sławomir Radzik, administrator kompleksu.

Decyzję o budowie podjęła w 1838 roku Marianna Orańska – królewna niderlandzka, córka króla Wilhelma I Orańskiego i jego pierwszej żony – Fryderyki Luizy Pruskiej. – Marianna była właścicielką wielu dóbr w okolicy, dlatego nazywano ją „królową Kotliny Kłodzkiej” – opowiada Sławomir Radzik. – Niestety, musiała opuścić Kamieniec w niesławie, po rozwodzie z Albrechtem Hohenzollernem, księciem pruskim. Okazało się, że Marianna jest w ciąży z masztalerzem Johannesem van Rossumem, dlatego otrzymała zakaz przebywania w Prusach dłużej niż 24 godziny bez przerwy. Kara była dotkliwa, zwłaszcza że mąż zdradzał ją od dawna…

Mimo to Marianna nadal nadzorowała prace nad budową pałacu, który przepisała na syna. Było to możliwe dzięki wykupieniu posiadłości w położonej na terenie Śląska habsburskiego (dziś czeskiej) wsi Bílá Voda odległej zaledwie o 12 km od Kamieńca. Budowa zakończyła się w 1872 roku. Mariannę zapamiętano w Kamieńcu jako dobrą gospodynię zarządzanych przez siebie dóbr. Na portretach, które możemy obecnie oglądać w pałacu, widzimy piękną kobietę o inteligentnym i łagodnym spojrzeniu. Na pałacowej wystawie przykuwa uwagę także blisko dwustuletnia szyfoniera królewny, unikat na skalę europejską. Szyfoniera, czyli rodzaj wysokiej komody, opatrzona jest biblijnymi cytatami w języku staroholenderskim. „Nie bądźcie opieszali w gorliwości”, „Wytrwajcie w modlitwach”, „Radujcie się nadzieją” – czytamy na szufladach. Zainspirowani tymi napisami zjeżdżamy samochodem w dół, do dawnego opactwa cystersów – tam, gdzie wszystko się zaczęło.

Idealne paluszki aniołka

Cystersi gospodarowali w Kamieńcu do 1810 roku, kiedy to król pruski Fryderyk Wilhelm III wydał edykt sekularyzacyjny, likwidując opactwo. Dziś kościół klasztorny, pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP i św. Jakuba Starszego, pełni funkcję świątyni parafialnej. W zachowanych budynkach klasztornych mieści się oddział Archiwum Państwowego we Wrocławiu, a w pocysterskich obiektach gospodarczych – Ośrodek Hodowli Zarodowej z wieloletnimi tradycjami w hodowli bydła i koni.

Kościół został zbudowany w latach 1290–1350 w stylu gotyckim. Jest jedyną w Polsce pocysterską świątynią halową. Na przełomie wieków XVII i XVIII został przebudowany w stylu barokowym. Zwraca uwagę ołtarz główny, arcydzieło wrocławskiego rzeźbiarza Krzysztofa Koenigera, ozdobione obrazami autorstwa Michała Willmanna, nazywanego „śląskim Rembrandtem”. Ma wysokość 22 metrów. – To drugi co do wielkości, po pelplińskim, ołtarz drewniany w Polsce – zaznacza ks. Wojciech Dąbrowski.

Spod dłuta Koenigera wyszła też 11-metrowa ambona przedstawiająca sen św. Jakuba, z drabiną, po której wstępują i zstępują anioły. – Rzeźbiarz zadbał o każdy szczegół, choć przecież z dołu nie są one widoczne. Proszę spojrzeć na tego aniołka, który zdaje się szukać stopnia na drabinie. Z bliska wygląda on jak niemowlę, a każdy paluszek jest idealnie wyrzeźbiony.

W kościele znajdują się też arcydzieła innego rzeźbiarza – Thomasa Weisfeldta, który reprezentuje nieco inny, skandynawski nurt baroku. Niedawno odrestaurowany ołtarz Matki Bożej Bolesnej czy rzeźby Czternastu Wspomożycieli to dzieła najwyższej klasy europejskiej. Przyglądamy się uważnie figurze św. Barbary. Patrząc na koronkowe rękawki świętej, trudno uwierzyć, że wykonane są z drewna. Weisfeldt wyrzeźbił postać o szlachetnych, wysmukłych rysach. – Barok skandynawski jest powściągliwy w kształtach, ale nie w ekspresji – mówi ks. Dąbrowski.

Proboszcz cieszy się, że – krok po kroku – udaje się odrestaurować kolejne elementy świątyni. Jest to możliwe dzięki środkom ministerialnym, ale także – co podkreśla – pomocy gminy i dużej ofiarności niewielkiej przecież parafii. Do kościoła przylega też muzeum z bogatą kolekcją szat liturgicznych i wielu innych pamiątek po cystersach. Jeśli do tej kopalni kamienieckich skarbów dodamy jeszcze znajdującą się nieopodal kaplicę sióstr boromeuszek z ołtarzami i Drogą Krzyżową autorstwa Brunona Tschötschela, nazywanego „wrocławskim Witem Stwoszem”, staje się jasne, że nowe miasto na mapie Polski jest miejscem, które trzeba koniecznie odwiedzić. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Rozpocznij korzystanie

Forum: ostatnio poruszane wątki