Pudło dowodów miłości

Wszystkie dzieci są nasze - to takie znane powiedzenie. W Rodzinnym Domu Dziecka prowadzonym od kilkunastu lat przez Urszulę i Jana Wawrzeczków zyskuje głębszy wymiar i sens. Tu przestaje być banalną formułką.

Radości nie brakuje, gdy odwiedzają ich dorosłe już dzieci, przywożą swoje dzieci i układają sobie życie, nie wracając do złych nawyków. Bywa też ciężko, gdy rany w dziecięcej psychice są zbyt głębokie i nawet największym uczuciem nie udaje się ich zaleczyć. Często trzeba odwołać się do pomocy specjalistów, psychologów, ale i to nie gwarantuje powodzenia i trzeba pogodzić się z brakiem sukcesu. – Troski i kłopoty są potrzebne, żeby życie miało sens, więc to nie problem – podsumowują z pogodą.

Wyposażyć na drogę

Placówkę tworzyli, mieszkając jeszcze w starym domu. Po ich przeprowadzce został wyremontowany i teraz służy tym dzieciom, które się już usamodzielniły, jako mieszkanie na czas, zanim nie ułożą sobie życia. – Są blisko, uczą się gospodarować swoimi pieniędzmi, ale zawsze mogą liczyć na naszą pomoc – mówi Jan. – Młodsze dzieci traktują to jako naturalny etap swojej przyszłości. Kiedy coś planują, mówią: „To będzie wtedy, kiedy już będziemy mieszkać w starym domu...” – śmieje się Ula. Jeżeli któreś zechce, będzie mogło w przyszłości wybudować w sąsiedztwie własny domek, bo rodzina Wawrzeczków podarowała kilka działek na ten cel.

Urszula i Jan dzielą się z dziećmi również własnym zaufaniem dla Boga. Chodzą razem do kościoła. Modlą się wspólnie wieczorem i przed wyjściem do szkoły, przed posiłkami. Co roku uczestniczą całą rodziną w pieszej pielgrzymce do Częstochowy. Cieszą się, że chłopcy sami postanowili zostać ministrantami i lektorami.

– Mija właśnie trzynasty rok i choć bywało naprawdę trudno, jestem szczęśliwy, bo marzenie się spełniło i jest tak, jak zawsze chciałem. Niczego bym nie zmienił i uważam, że dobrze zrobiliśmy. Mam nadzieję, że potwierdzi się to w przyszłości, kiedy nasze dzieci będą miały swoje rodziny – mówi Jan Wawrzeczko. W obszernym pudle Urszula skrzętnie chowa dziecięce rysunki, laurki, które otrzymuje przy różnych okazjach, także na Dzień Matki. – Tak robi wiele mam, bo to przecież ważne dowody dziecięcej miłości i dostajemy je od dzieci, które kochamy – tłumaczy.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie

Reklama

Reklama

Reklama