Kochać, wybaczać...

O ile dla mentalności manichejskiej ciało i płeć jest poniekąd „antywartością”, o tyle dla chrześcijaństwa jest ona zawsze „nie-dość wartością” - Jan Paweł II, audiencja z 22 października 1980, 3.

Małżeństwo bezlitośnie ujawnia nasze słabości i ograniczenia. Nie można nieustannie grać przed tym – lub tą – który widzi nas każdego dnia, w najbardziej zwyczajnych i intymnych okolicznościach. „Nikt nie jest bohaterem dla swego pazia” – mówi przysłowie. O ileż bardziej te słowa sprawdzają się w odniesieniu do własnej małżonki lub małżonka! W tym znaczeniu małżeństwo jest okrutną, lecz jednocześnie jedyną w swoim rodzaju możliwością doświadczania prawdy o sobie. A w związku z tym – wielką szkołą pokory. Kiedy obcujesz z kimś niemal nieustannie, nie możesz się wciąż maskować i wszelkie mury, które z tak wielkim rozmysłem starasz się wznosić wokół swych ograniczeń, muszą się rozpaść, jedne po drugich. Dotyczy to zarówno ograniczeń ciała – po wstaniu z łóżka raczej nie masz starannego makijażu…; charakteru – możesz się „zachowywać” podczas wizyt u teściów, ale nie dasz rady grać bez przerwy; intelektu – możesz brylować w towarzystwie, lecz czasem po prostu robi ci się głupio, bo wobec najprostszych życiowych problemów okazujesz zupełną bezradność; czy wreszcie: obycia i wykształcenia (czy raczej ich braku) – prędzej czy później spod politury dobrych manier wyjdzie na jaw nieokrzesanie i prostactwo…

To samo dotyczy sfery duchowej: w okresie narzeczeństwa przeżywamy chwile wyjątkowej żarliwości - podczas rekolekcji, pielgrzymek, czuwań modlitewnych… - która wypala się wraz z nastaniem małżeńskiej codzienności, kiedy to, prędzej czy później, wychodzi na jaw ociężałość i letniość duchowa. Zatem pierwszym warunkiem duchowego życia małżeństwa jest zaakceptowanie wszystkich tych ograniczeń. Nie żeby się nimi zachwycać, ale po prostu po to, by uznać je za konstytutywny element naszego bytu. Drugim warunkiem jest wybaczenie ograniczeń samemu sobie oraz jasne oddzielenie tych, za które nie jesteśmy odpowiedzialni, od tych, które zakorzeniają się i wzmacniają w nas wskutek niedbalstwa, niesolidności czy lenistwa.

Nader istotną kwestią jest także dostrzeżenie i zaakceptowanie ograniczeń drugiej osoby. Trzeba zaprzestać snucia mrzonek o ideale i pokochać drugiego takim, jakim jest, ponieważ to właśnie wszystkie jego ograniczenia i słabości sprawiają, że jest on sobą. Oznacza to, że nie możemy mówić o miłości, jeżeli jednocześnie zaprzeczamy istnieniu słabości i wad lub – co gorsza – postępujemy tak, jakby wszystko to, przeciw czemu regularnie się buntujemy, miało któregoś dnia po prostu zniknąć. W takiej sytuacji nie kochamy konkretnej i realnej osoby – męża lub żony – lecz wyimaginowaną iluzję, której bardzo pragniemy, lecz która prawdopodobnie nigdy się nie urzeczywistni. Nie oznacza to, że nie możemy obdarzyć drugiego spojrzeniem pełnym Nadziei, czyli ufności w Łaskę Boga Wszechmogącego. Jednak Nadzieja ta nie ma nic wspólnego z iluzorycznym przeświadczeniem, że drugi się zmieni po to tylko, by wreszcie upodobnić się do ideału, który sobie wyśniliśmy.

 

Jutro kolejny fragment: Przebaczenie - drogą daru.


Książkę "Duchowość małżeńska według Jana Pawła II" można było wygrać w naszym konkursie. 

Pytanie konkursowe : Jak nazywali się rodzice (imiona, nazwiska) Jana Pawła II.
Odpowiedź: Karol i Emilia z Kaczorowskich Wojtyłowie

 

Nagrodę otrzymują:

  • Krzysztof Dębiec, Mielec
  • Emilia Dampc, Gdynia
  • Joanna Wyszyńska, Opole

Gratulujemy! Nagrody zostaną wysłane pocztą.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie

Reklama

Reklama

Reklama