Rajd między kapliczkami

Kiedy odwiedza poszczególne wioski, niektórzy ludzie podejrzewają go, że chce okraść zabytkowe obiekty, ale po czasie zaczynają mu opowiadać historie, których nie można znaleźć w żadnej książce.

Latem Warmia i Mazury przeżywają najazd turystów ze wszystkich stron Polski. Niektórzy przybywają jedynie na kilka dni lub tygodni, inni związali się z warmińską ziemią mocniej i pojawiają się częściej, nawet w każdy weekend. Stanisław Stefanowicz, architekt z Warszawy, rozpoczął swoją warmińsko-mazurską przygodę przed laty, gdy przyjeżdżał na wakacje do swojej babci. Tak się tu zadomowił, że wybudował nad jeziorem mały domek, do którego z rodziną przyjeżdża tak często, jak to możliwe. Ciekawa jest historia jego rodziny, ale także to, co robi, gdy zjawia się na Warmii.

Cios za medalik

– Nasze dzieje są dość skomplikowane. Rodzina ze strony ojca pochodzi z Wileńszczyzny, natomiast ze strony mamy – z okolic Ostrołęki. Mój dziadek studiował w Sankt Petersburgu, potem kupił aptekę w Myszyńcu. Jesteśmy generalnie rodziną w białych fartuchach. Ojciec, ciocia, brat, bratowa i moja córka to farmaceuci. Dodatkowo drugi brat jest ordynatorem w jednym z olsztyńskich szpitali – mówi pan Stanisław. Znaczącym wątkiem rodzinnej historii jest postać ojca, Kazimierza Stefanowicza. – Z Myszyńca musieliśmy się wyprowadzić na Podlasie, gdyż tata był inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa ze względu na swoją działalność w Armii Krajowej – opowiada warszawski architekt. Okazuje się, że w Myszyńcu nie zapomniano o Kazimierzu, gdyż szkoła podstawowa nosi jego imię. W latach 90. XX w. poświęcono sztandar i wmurowano pamiątkową tablicę.

Jego historia jest nietuzinkowa. Brał udział w wojnie obronnej w roku 1939. Potem aresztowany w 1940 r. został zesłany do obozów w Mauthausen i Gusen. Zachowały się pamiętniki ojca, które Stanisław opracował i wydał drukiem. Wśród wielu poruszających fragmentów znajduje się opis aresztowania: „– Co trzymasz w ręku? – w lewej dłoni ściskałem medalik, który otrzymałem od matki, i z którym nie chciałem się rozstawać. Dłoni nie otworzyłem. W tym momencie dostałem potężny cios w szczękę tak, że aż mi głowa odskoczyła. (...) W pierwszym momencie chciałem mu po prostu »odfasować« na pewno nie gorszy cios. W porę jednak zdołałem się opanować zdając sobie sprawę, że nie mam tutaj nic do powiedzenia, a jedno podniesienie ręki na hitlerowca w tych warunkach – to wyrok śmierci. Połknąłem gorzką pigułkę, zacisnąłem zęby i pomyślałem: – To jeszcze nie koniec. Gdybym cię, potomku krzyżacki, dostał w swoje ręce na równych prawach, zobaczyłbyś, jak Polak potrafi się bić!”.

I okazało się później, że potrafi. Zwolniony z obozu po pewnym czasie dowodził już odziałem Armii Krajowej pod pseudonimem „As”. – Ojciec po zakończeniu działań wojennych został wybrany na starostę w Myszyńcu, jednak tylko na dwa dni, gdyż Sowieci go aresztowali i zesłali na Syberię, skąd po roku wrócił – wspomina pan Stanisław.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie