Wszyscy jesteśmy mnichami

Kiedy mnich nie chce rozmawiać, zakłada kaptur na głowę. A my? Ani w pracy, ani w domu numer z kapturem nie przejdzie. Ale jest wyjście – można zaszyć się w Tyńcu.

Chorał na agresję

Tyniec ma swoje genius loci. Często zaszywał się tu biskup Wojtyła. Klęczał przed Najświętszym Sakramentem, notował coś na kolanach, a potem zakładał trampki i biegał. Wsłuchiwał się w kojące tony chorałów gregoriańskich w wykonaniu mnichów. Tak jak do dziś może zrobić to każdy, kto przekroczy próg kościoła. Jest 12.50, chorka. Modlitwa przed obiadem jest krótka, ale św. Benedykt mówi, że ważne, by „przebywać w Jego obecności”.

Mnisi powoli schodzą się do kościoła. W czarnych habitach, wysmukli, większość młodych. Każdy ustawia się w stalli. Zapalają lampki nad otwartym psałterzem. Światło rozprasza mrok barokowego kościoła. Ktoś intonuje psalm. Nagle jeden z mnichów klęka. Po chwili następny. Popełnił błąd w psalmie. Publicznie musi się przyznać. – Jeśli wprowadzi wspólnotę w błąd, wychodzi na środek i kłania się przełożonemu, a potem klęczy. Kiedy opat stuka młoteczkiem, mnich wstaje. Jak coś nabroi, sam musi zgłosić. Tak ćwiczy się w pokorze,  to rozwija świat ducha. Tak jak chorał gregoriański – podkreśla mnich. – Bo chorał wyraża to, co człowiek przeżywa w spotkaniu z Bogiem i z samym sobą, w zderzeniu z problemami. „Z głębokości wołam do Ciebie, Panie!”. Chorał ma właściwości terapeutyczne. W ogóle kontakt z Bogiem daje ukojenie. Układ chorału harmonizuje człowieka. Jak wiatr, kadzidło i muzyka Mozarta. Czasem w czyimś domu wyczuwa się atmosferę piekła, jakby przed chwilą przeszedł tam huragan. Tę atmosferę można oczyścić chorałem. Bo chorał niczym wiatr wywiewa z nas złe emocje.

Góra lodowa

Benedyktyn opowiada, że przyjechała do nich bizneswoman z laptopem. Drugiego dnia wyłączyła komputer, bo uległa atmosferze. Jednak czy za zachwytem aurą idzie głębsze nawrócenie?

Ojciec Jan Paweł: – Jak odsłania się czubek góry lodowej, to widać, że jest coś głębiej. Jeśli dotknie się wrażliwego punktu, prąd przechodzi po całym ciele. Ludzie odkrywają, tu że są monachos – jednym w sobie – jak mnisi. Że jeśli ich życie toczyło się między nabożeństwem a oszustwami w pracy, czy między Mszą i agresją w domu, to jest to nie w porządku. Tu, z dala od medialnych sensacji, karmią się ciszą. Mogą spojrzeć w siebie. Oddać wszystko Chrystusowi. Nie wszystkie zakamarki są prześwietlone, ale człowiek wie, że nie może już grać. Bywa, że ktoś w czasie warsztatów wychodzi i płacze. Pęka. W klasztorze mieszka 40 mnichów. Pobyt gości nie zakłóca im życia. Kościół, refektarz, ogród to ich teren. Gości zapraszają na posiłki, ale w milczeniu. Mnisi mówią szeptem. Ważą słowa, niepotrzebnie nie otwiera się ust. – Kawałów w grupie nie opowiadamy. Ale jak jest dobry, to i tak się rozejdzie, jak o. Leon przyjedzie – śmieje się nasz przewodnik.

Nie narzekaj

Bezczynność jest wrogiem duszy – powtarzał św. Benedykt. Jeśli mnich nie może się modlić, nawet w niedzielę, święty radzi, by dać mu pracę fizyczną. Równowaga między Ora et labora – módl się i pracuj – jest podstawą życia benedyktynów. – Benedykt mówi: rób wszystko tak, jakby od tego zależało życie i śmierć, i by po tobie nikt nie poprawiał. Drogowcom by się to przydało – śmieje się o. Jan.
Mnisi w Tyńcu prowadzą warsztaty zarządzania. – Benedykt uczy, że jeśli człowiek pracuje dobrze, przynosi zysk firmie, co podnosi jego zarobki. Podnosi się godność ludzka, człowiek przestaje narzekać, stać go na komfort życia, na rodzinę, na kulturę. Jeśli człowiek goni za każdym groszem, jest strzępkiem i potem taki poszarpany trafia do nas.

Benedyktyni nie są oderwani od życia. Przeciwnie, widzą świat z właściwej perspektywy: że w hipermarketach kasjerki w pampersach pracują, a w banku trzeba w ciągu dnia wyrobić normę. Że wszędzie wyścig szczurów, a świat epatuje swoimi brudami. – Jak w programie Kuby Wojewódzkiego, ważne, by obnażyć własną orientację seksualną, a ze słabości uczynić zaletę – mówi mnich. – Jeśli potrafię odkryć w sobie słabe strony, zrozumiem, że jestem tylko człowiekiem. Ale nie po to, żeby tym epatować, dobijać się, ale rozwijać. – Każdy z nas jest mnichem, w którym kumuluje się człowiek z krwi i kości z tego świata i pierwiastek Boga. Trzeba to odkryć, by żyć w harmonii.
Dzięki geniuszowi św. Benedykta mnisi stawiają człowieka na nogi. – Przerwij pracę i módl się – kończy o. Jan Paweł. – Potem znowu pracuj. Tak kierujesz myśli do Boga, I najważniejsze, nie narzekaj.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie