Chyba oglądamy jakieś dwa różne seriale. Czyli jak to w końcu z tą „Wojna zastępczą” jest?
Po pierwsze - nie jest najlepiej. Bo to jednak dość marna produkcja. Ni to sensacja, ni komedia. Niby akcja umieszczona w latach ’90, ale te stroje, peruki, kamizelki kuloodporne (przerobione z kamizelek ratunkowych?), hełmy, które leżały chyba w telewizyjnych magazynach od czasów „Czterech pancernych” i teraz na szybko przemalowano je na niebiesko, by statyści udawali „błękitne hełmy”, czyli siły pokojowe ONZ z czasów wojny na Bałkanach…
Takie kiksy i absurdy można w zasadzie mnożyć tu bez końca (familoki ze Świętochłowic udające Sarajewo? Serio?!), więc już sama warstwa wizualna sprawia, że widz nie przestaje drapać się po głowie i zastanawiać, dlaczego to „dzieło” Denisa Delića jest tak słabe.
Niektóre „kreacje aktorskie” też wołają o pomstę do nieba. Wcielający się w Tadeusza Mazowieckiego Rafał Rutkowski wygląda jakby urwał się w marnego, polsatowskiego kabaretu. Niestety słabo wypada też główny bohater grany przez Mateusza Więcławka. W „Figurancie” Roberta Glińskiego (chyba najlepszym jak dotąd filmie o Karolu Wojtyle), grał rewelacyjnie. W „Pełnej powadze. Komedii dla ludzi bez poczucia humoru” w Teatrze Telewizji też był świetny, więc wiemy, że potrafi. Ale widać Delić (scenarzysta, reżyser, a i drugoplanowy aktor w jednej osobie), kompletnie nie panował nad tym, co dzieje się na planie.
Natomiast od strony fabuły, sprawa wcale nie wygląda tak źle. Uczący się dopiero młodzi polscy agenci (a i raczkująca młoda polska demokracja), jakoś tam jednak opisane, rozpisane w scenariuszu są. Mamy afery z tamtych lat, mamy wciąż silne rosyjskie wątki i wpływy, więc nazywanie tego serialu prorosyjskim - a za taki uznał go Marcin Faliński, były oficer Agencji Wywiadu - jakoś mi nie pasuje do tego, co w każdą niedzielę oglądam w TVP1.
Przecież „Ruscy” to są tu ewidentnie ci źli. A ta niby dobra (Nastia grana przez Paulinę Gałązkę), raczej tylko tę dobrą udaje. Obstawiam więc, że w finale ostatecznie okaże się, że to typowa femme fatale. Ale na finał musimy jeszcze kilka odcinków poczekać.
Wracając zaś do opinii Falińskiego, apelującego nawet „by sprawą zainteresowały się służby odpowiedzialne za kontrwywiad”, naprawdę nie wiem skąd takie refleksje i emocje.
W każdym razie serial ma dzięki temu dodatkową reklamę, na którą, po prostu, nie zasługuje. Bo jak już wspominałem, dość marna to produkcja, a od momentu gdy pojawiły się w niej jeszcze wątki gejowskie, transwestyckie, to już w ogóle widać, jak bardzo „Wojna zastępcza” próbuje być na siłę trendy & nowoczesna. Tylko że reżyserko, aktorsko i wizualnie leży. I naprawdę nie wierzę, że w tych kilku ostatnich epizodach, które jeszcze przed nami, nagle się podniesie i zachwyci widzów.
Nie ma na to najmniejszych szans.
Chyba oglądamy jakieś dwa różne seriale. Czyli jak to w końcu z tą „Wojna zastępczą” jest?
Gdy kropla uderza w powierzchnię wody czy gleby, generuje wibracje.
Gdzie obejrzeć tę poruszającą historię dziewczyny, która decyduje się wstąpić do klasztoru?