W potrzasku. Rzeźnia

Fragment książki Musaba Hasana Jusufa (Rona Brackina) "Syn Hamasu".

Rozdział I

W potrzasku. 1996

Moje małe białe subaru pewnie pokonało niebezpieczny zakręt na wąskiej ulicy prowadzącej do autostrady pod Ram Allah na Zachodnim Brzegu Jordanu. Lekko naciskając hamulec, powoli zbliżałem się do jednego z niezliczonych punktów kontrolnych rozsianych gęsto na drogach łączących tę okolicę z Jerozolimą.

– Zatrzymaj się! Wyłącz silnik! – krzyknął ktoś łamanym arabskim.

Niespodziewanie zza krzaków wyskoczyło sześciu izraelskich żołnierzy. Otoczyli mój samochód. Każdy z nich trzymał karabin wymierzony prosto w moją głowę.

Serce podeszło mi do gardła. Zatrzymałem samochód i wyrzuciłem kluczyki przez okno.

– Wysiadaj! Wysiadaj!

Nie czekając, jeden z żołnierzy szarpnął za drzwi, złapał mnie i rzucił na ziemię. Ledwie zdążyłem osłonić głowę, gdy zaczęli mnie kopać. Próbowałem ochraniać twarz, ale ich ciężkie buty zaraz znajdowały inne cele: żebra, nerki, plecy i szyję.

Dwóch żołnierzy podniosło mnie i zawlokło do punktu kontrol­nego. Tu, za cementową barykadą, pchnęli mnie na kolana. Ręce skrępowali mi z tyłu plastikową opaską zaciskową o ostrych zębach, zapinając ją zdecydowanie za mocno. Jeden z żołnierzy zawiązał mi oczy i wepchnął mnie na tył dżipa. Byłem przerażony. Zastanawiałem się, dokąd mnie zabierają i jak długo to potrwa. Miałem zaledwie osiemnaście lat i tylko kilka tygodni dzieliło mnie od końcowych egzaminów szkolnych. Co się ze mną stanie?

Po kilkunastu minutach samochód się zatrzymał. Jeden z żołnierzy wyprowadził mnie na zewnątrz i rozwiązał mi oczy. Mrużąc je w oślepiającym słońcu, zorientowałem się, że jesteśmy w izraelskiej bazie wojskowej Ofer. Był to jeden z największych i najlepiej chronionych obiektów militarnych na Zachodnim Brzegu Jordanu.

W drodze do głównego budynku minęliśmy kilka czołgów przykrytych brezentem. Te monstrualne kopce zawsze mnie intrygowały, kiedy widywałem je z drugiej strony bramy. Wyglądały jak gigantyczne głazy.

Zaprowadzono mnie do lekarza, który rzucił na mnie okiem – najwyraźniej chciał sprawdzić, czy wytrzymam przesłuchanie. Wynik musiał być pozytywny, bo po chwili znów miałem kajdanki na rękach i opaskę na oczach. I znów wepchnięto mnie do dżipa.

Kiedy próbowałem skulić ciało w niewielkiej przestrzeni przeznaczonej na nogi pasażerów, tęgi żołnierz przycisnął mi biodro butem i wbił w moją pierś lufę karabinu M16. Duszący odór benzyny snuł się nad podłogą pojazdu i utrudniał oddychanie. Gdy tylko próbowałem zmienić pozycję, lufa karabinu jeszcze bardziej zagłębiała się w moją klatkę piersiową.

Nagle moje ciało przeszył przenikliwy ból, a palce u nóg odruchowo się skurczyły. Poczułem, jakby w głowie wybuchła mi rakieta. Uderzenie zostało zadane z przedniego siedzenia. Zorientowałem się, że to jeden z żołnierzy wymierzył mi cios kolbą karabinu.

Zanim zdążyłem się zasłonić, uderzył ponownie – jeszcze mocniej. Tym razem w oko. Próbowałem uniknąć ciosów, ale żołnierz, któremu służyłem za podnóżek, pociągnął mnie w górę.

– Nie ruszaj się, bo cię zastrzelę! – wrzasnął.

Jednak nie umiałem zapanować nad odruchami. Za każdym razem, gdy jego kolega uderzał, bezwiednie cofałem się przed ciosem.

Moje oko zaczynało puchnąć pod szorstką opaską, twarz zdrętwiała. Krew w nogach przestała krążyć, ledwie łapałem oddech. Nie znałem dotąd takiego bólu. Ale jeszcze gorsza od fizycznego cierpienia była przerażająca świadomość, że jestem zdany na łaskę bezlitosnej, brutalnej i nieludzkiej siły. Próbowałem zrozumieć motywy swoich prześladowców, jednak miałem zamęt w głowie. Można walczyć i zabijać z nienawiści, wściekłości, zemsty czy konieczności, ale ja w niczym im nie zawiniłem. Nie stawiałem oporu. Zrobiłem wszystko, co kazali. Nie stanowiłem dla nich zagrożenia – skrępowany, nieuzbrojony, z zawiązanymi oczami. Co siedziało w tych ludziach, że zadawanie mi bólu sprawiało im taką przyjemność? Nawet najdziksze zwierzę nie zabija dla rozrywki.

Zastanawiałem się, jak na wiadomość o moim zatrzymaniu zareaguje matka. W tym czasie ojciec siedział już w izraelskim więzieniu, więc przejąłem rolę głowy rodziny. Czy będą mnie trzymać w areszcie miesiącami, latami. . . tak jak jego? A jeśli tak, to jak mama sobie beze mnie poradzi? Zaczynałem rozumieć, co musiał czuć tata – jak martwił się o rodzinę i cierpiał, wiedząc, że się o niego boimy. Kiedy wyobraziłem sobie twarz mamy, łzy napłynęły mi do oczu.

Zastanawiałem się także, czy wszystkie lata spędzone w szkole średniej pójdą na marne. Jeśli rzeczywiście zmierzam do izraelskiego więzienia, nie przystąpię w przyszłym miesiącu do egzaminów końcowych. Padały kolejne ciosy, a w mojej głowie kłębiły się pytania: Dlaczego mi to robicie? W czym wam zawiniłem? Nie jestem terrorystą! Jestem jeszcze dzieckiem! Dlaczego tak strasznie mnie bijecie?

Kilka razy zemdlałem, a gdy przytomność wracała, ciągle leżałem pomiędzy bijącymi mnie żołnierzami. Nie byłem w stanie uniknąć ciosów, mogłem jedynie wyć z bólu. Poczułem, jak żółć podchodzi mi do gardła, zakrztusiłem się i zwymiotowałem.

Zanim na dobre straciłem przytomność, ogarnął mnie potworny smutek. Czy to już koniec? Czy teraz umrę. . . zanim zacząłem naprawdę żyć?

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Rozpocznij korzystanie