Złotodajne hobby

W kaskach malowanych przez Piotra Parczewskiego jeżdżą najlepsi żużlowcy, a Kamil Stoch spełnił swoje marzenie o lataniu samolotem. Założycielki firmy GOSHICO promują ludowe wzory na sprzedawanych za granicą torebkach. Są dowodem na to, że pasję można przekuć w sukces zawodowy.

Piotr Parczewski od zawsze lubił rysować. Jeszcze jako dziecko godzinami siedział w swoim pokoju i tworzył. Pewnego dnia w empiku zauważył zagraniczne pismo o malowaniu aerografem – i zafascynował się jego zastosowaniem. – Śmieję się, że wykupywałem pół nakładu przeznaczonego na nasz rynek. Drugi egzemplarz wracał niesprzedany do USA – opowiada „Gościowi Niedzielnemu” Parczewski. Mały pistolet do malowania znał w „pancernej” radzieckiej wersji z domu, ponieważ jego ojciec był dekoratorem wnętrz. Jednak to z zagranicznego pisma dowiedział się, że za jego pomocą można tworzyć prawdziwe cuda. A że jego drugą pasją (początkowo platoniczną) były motocykle, zaczął pokrywać kolejne jednoślady i kaski coraz bardziej interesującymi wzorami. Jednak co innego hobby, a co innego wykształcenie, które w przyszłości da pracę – i tak zamiast malarstwa czy wzornictwa ukończył prawo.
Pink Floyd na motorze

– Po studiach pracowałem a to w sądach, a to w różnych agencjach rządowych. Jednak babranie się w papierkach mnie przytłaczało. Wolałem tworzyć i gdy dawało to komuś radość, czułem się szczęśliwy. W końcu w 2004 roku rzuciłem etat i postanowiłem zarabiać tylko dzięki swojej pasji – mówi Parczewski. – Otworzyłem w Elblągu firmę zajmującą się sprzedażą lakierów samochodowych renomowanych marek. Miało to być uzupełnienie drugiego pionu działalności, ale znacznie dla mnie ważniejszego – stylizacji motocykli. W zimie, martwym sezonie dla motocyklistów, tworzyłem liczne projekty na motocyklach i kaskach, zaś latem, gdy motocykliści dosiadali swych maszyn, intensywnie zajmowałem się handlem. Taki układ powodował brak przestoju w działalności firmy ze względu na sezonowość poszczególnych branż – opowiada.

Dziś Parczewski maluje przez cały rok, tyle ma zamówień. – Gdy zaczynałem, rynek na tego typu usługi w Polsce w ogóle nie istniał. Pierwsze zamówienia zdobywałem dzięki znajomościom w środowisku motocyklistów. Teraz już mam wyrobioną markę i ugruntowaną pozycję – opowiada. Do jego klientów należą m.in. żużlowcy Jarosław Hampel i Grzegorz Walasek, Michał Wójcik z kabaretu Ani Mru Mru, ostatnio dołączyli do nich elitarni piloci F-16 i załoga Biało-Czerwonych Iskier z Dęblina. Artysta nie lubi monotonii; jego prace nie powstają taśmowo, każda jest unikatowym dziełem. – Motor czy kask ma podkreślać indywidualność swojego właściciela. Klienci przychodzą do mnie z ogólnie zarysowanymi pomysłami, ja pomagam im je skonkretyzować. Rozmawiam z nimi, staram się wyciągać z nich to, co by ich wyróżniało – opowiada. Realizacje bywają nietypowe, jak np. okładka płyty „The Wall” zespołu Pink Floyd, wymalowana na motocyklu, albo podobizny członków rodziny na kasku jednego z motocyklistów. I choć wykonanie każdego z nich to ciężka, długotrwała praca, Piotrowi sprawia to przyjemność i daje poczucie artystycznego spełnienia.
 

Belgia lubi Łowicz

Podobnie swoją działalność widzą Agnieszka Kotlonek-Wójcik i Małgorzata Kotlonek-Horoch z Warszawy, założycielki firmy GOSHICO. Teraz już same nie szyją torebek, zajmując się zarządzaniem przedsiębiorstwem i projektowaniem. Jednak gdy w 2006 r. założyły swoją firmę, było inaczej. Pani Agnieszka kierowała działem handlowym amerykańskiej firmy akcesoriów komputerowych, zaś pani Małgorzata była charakteryzatorką na planach zdjęciowych i w teatrze. – Obie czułyśmy, że potrzebujemy czegoś więcej, chciałyśmy się realizować, to znaczy dać światu kawałek nas, naszej wrażliwości i estetyki – opowiada Małgorzata Kotlonek-Horoch. – Od najmłodszych lat kształciłam się plastycznie. Nauczyłam się patrzeć na rzeczywistość obrazami i konstrukcjami, zestawiać kształty i kolory. Aga umiała szyć. W ten sposób zaczęłyśmy robić torebki. Początkowo to było hobby, żadna kalkulacja biznesowa – dodaje. Hobby, które wymagało poświęceń. – Pierwsze kroki stawiałyśmy w naszych domach. Same jeździłyśmy do hurtowni po materiały, kroiłyśmy je i kombinowałyśmy, jak zrobić coś pięknego i użytecznego. Siedziałyśmy po nocach i w weekendy. Każde zarobione pieniądze inwestowałyśmy w wyprodukowanie kolejnej torebki. Wszystko wynagradzała satysfakcja, że robimy coś, co lubimy, a jak się wkrótce okazało – co lubią także inni – opowiada.

Jednak nie wszyscy wierzyli w ich pomysł, postanowiły bowiem szyć torebki z filcu – sztywnego i surowego, kojarzonego do tej pory z zupełnie innymi produktami. A w dodatku ozdabiać je ludowymi ornamentami. Hurtownicy łapali się za głowy, twierdzili, że „to się nie sprzeda” – do czasu, gdy okazało się, że torebki mają liczne wielbicielki. – Chciałyśmy pokazać, że można zrobić produkt inspirowany tradycyjnymi motywami etnicznymi, który nie będzie przaśny. Zwróciłyśmy się w stronę nowoczesnej formy, proponując bardzo „modowy” dodatek dla ludzi w naszym wieku, którzy chcieli przemycać ornamenty rodzimej kultury w sposób nieoczywisty, a nawet w jakiś sposób awangardowy – mówi Kotlonek-Horoch. Z czasem siostry musiały zrezygnować z innych zajęć i w pełni poświęcić się GOSHICO, w którym zatrudniają obecnie kilkanaście osób. Ich torebki z łowickimi, ale również perskimi czy greckimi wzorami można dziś kupić nie tylko w Polsce, ale także w Belgii, Czechach, Niemczech czy Norwegii.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie