Kwestia selekcji

O naturze putynizmu z obrońcą praw człowieka, byłym dysydentem Siergiejem Kowalowem rozmawia Andrzej Grajewski
.

Andrzej Grajewski: Rozmawiamy z okazji jubileuszu piętnastolecia IPN, który uświetnił Pan swoim wykładem. W Rosji jednak nie powstała podobna instytucja. Jakie są tego skutki dla państwa i społeczeństwa?


Siergiej Kowalow: Nie powstała i nie powstanie, ponieważ sytuacja w Rosji rozwinęła się w przeciwnym kierunku aniżeli u was.


Mówił Pan w swoim wystąpieniu, że należy wyciągać wnioski z lekcji historii. Jakie wnioski można wyciągnąć, skoro w Rosji archiwa służb specjalnych nadal są zamknięte dla badaczy i opinii publicznej?


Formalnie te archiwa są otwarte dla krewnych ofiar terroru, którzy chcą zapoznać się z aktami śledczymi. Jednocześnie jednak szereg miejsc w tych udostępnionych materiałach jest zaklejonych, aby nawet po latach krewny ofiary nie mógł poznać wszystkich szczegółów prowadzonych wówczas działań. 


Jakie są motywy takiego postępowania?


Całkiem proste. Wyjaśnia się ludziom, że w tych materiałach są także nazwiska osób trzecich, które powinny nadal być chronione, gdyż nie wiadomo, czy ich rodziny chciałyby, aby były publikowane, itp. W ostateczności zaś powołuje się na tajemnicę państwową, co u nas jest zawsze argumentem, na który trudno znaleźć adekwatną odpowiedź. Państwo przecież ma prawo chronić swoje tajemnice, myśli nadal wielu z nas.


Nawet tajemnice stalinowskich zbrodni?


Tajemnica jest tajemnicą, bez względu na upływ czasu, argumentują władze. To państwo decyduje, co nią jest, a co nią przestaje być. Tak więc formalnie materiały śledcze dotyczące represji są wydawane krewnym, ale w praktyce jest to omijane w oparciu o różne szczegółowe przepisy. Podkreślam, rozmawiamy wyłącznie o dostępie do materiałów śledczych, wytworzonych głównie przez organy prokuratorskie i sądy, a przecież w archiwach po sowieckich służbach znajduje się szereg innych ważnych materiałów o charakterze operacyjnym, które w ogóle nikomu nie są udostępniane. Kiedy byłem rzecznikiem praw obywatelskich, starałem się zmienić ten stan rzeczy i doprowadzić do odtajnienia znacznej części dokumentów, ale mi się to nie udało. W tym czasie powołana nawet została specjalna komisja ds. odtajnienia archiwów KGB. Co ciekawe, nie funkcjonariusze służb specjalnych najbardziej oponowali przeciwko odtajnieniu tych materiałów. 


A kto?


Przedstawiciele ministerstwa spraw zagranicznych, co zresztą specjalnie mnie nie dziwiło. Później w kuluarach mówili, że odtajnienie tych materiałów stanowiłoby zagrożenie dla naszej agentury, działającej w różnych krajach świata. Przecież nie jest tajemnicą, że pod dyplomatycznym przykryciem w czasach sowieckich funkcjonowała bardzo rozległa agentura, praktycznie na całym świecie. Ci, którzy mogli z nami rozmawiać bardziej otwarcie, określając różne postacie, zamiast słów robili charakterystyczne gesty: np. wskazywali ręką na bark, czyli miejsce, gdzie w mundurze znajdują się pagony, i to oznaczało funkcjonariusza KGB, a więc cywilnych służb specjalnych. W innych zaś przypadkach poklepywali się po nodze, gdzie mundurowi noszą lampasy, i to oznaczało funkcjonariuszy GRU, czyli wywiadu wojskowego. Tacy byli ci nasi dyplomaci. 


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie