Bałtyk umiera?

„Wstrzymajmy połowy na Morzu Bałtyckim” – postuluje część polskich rybaków. Powód? Dramatycznie mała liczba ryb. Szczególnie dorszy. Koledzy po fachu protestują: „Ten radykalny pomysł to gwóźdź do naszej trumny!”.

Związek Rybaków Polskich z Ustki (ZRP) ostrzega, że w Bałtyku drastycznie spada liczba oraz kondycja dorszy, szprotów i śledzi. – Jeśli chcemy odnowić te zasoby, powinniśmy wstrzymać połowy na 5 lat. To najlepsze rozwiązanie, choć wymagające wielkich wyrzeczeń z naszej strony. Jeśli jednak tego nie zrobimy, za 2 lata Bałtyk stanie się martwym morzem – alarmuje Jerzy Wysoczański, członek ZRP.

– Zamknięcie Bałtyku doprowadzi polskie rybołówstwo do ruiny. Po 5 latach nie będziemy mieli do czego wracać – odpowiada Jarosław Glembin, rybak z Jastarni.

Jaki pomysł na rozwiązanie problemu ma Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej?

Grozi nam katastrofa!

– Zdajemy sobie sprawę, że wstrzymanie wszelkich połowów na Bałtyku, choć potrzebne, byłoby bardzo trudne w realizacji. Istnieją jednak pewne rozwiązania, które mogą przynieść pozytywne skutki, aczkolwiek na mniejszą skalę – tłumaczy J. Wysoczański. Rybacy z ZRP za fatalny stan zasobów Morza Bałtyckiego obciążają głównie paszowce – ogromne jednostki odławiające duże ilości szprotów, które są podstawowym pokarmem dorszy. – Dlatego domagamy się zakazu trałowania [holowania sieci przez statek rybacki – przyp. red.] w strefie 6 mil od wybrzeża, całkowitego zakazu połowów paszowych na Bałtyku, wyłączenia Głębi Bornholmskiej z jakichkolwiek połowów oraz przeniesienia kontroli dużych jednostek z lądu na morze – wylicza J. Wysoczański, którego zdaniem na Bałtyku powinny odbywać się wyłącznie ograniczone połowy konsumpcyjne, i to pod szczególnym nadzorem. Po zamknięciu strefy 6 mil rybacy mieliby dostać finansowe rekompensaty oraz dofinansowania na przebranżowienie.

– Rybacy muszą ponieść te wyrzeczenia. W przeciwnym razie naszemu morzu grozi katastrofa – zaznacza. Zakaz, zdaniem J. Wysoczańskiego, powinien dotyczyć wszystkich państw nadbałtyckich. – Docierają do nas m.in. z Niemiec i Danii sygnały potwierdzające nasze stanowisko – informuje.

Gwóźdź do trumny?

Postulatom ZRP wychodzi naprzeciw Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Projekt rozporządzenia „o wymiarach i okresach ochronnych” zakłada zamknięcie łowisk na Zatoce Gdańskiej dla kutrów dłuższych niż 12 metrów i w odległości 6 mil morskich od brzegu. – Zadaniem tego dokumentu jest ochrona gatunkowa szprotów i śledzi, a przede wszystkim dorszy. Strefa przybrzeżna jest niezwykle istotna dla biologii i fizjologii ryb. Trałowanie na tym obszarze to jedna z przyczyn pogarszającego się stanu zasobów – wyjaśnia Janusz Wrona, dyrektor Departamentu Rybołówstwa MGiŻŚ. Jak dodaje, przygotowany projekt „wychodzi naprzeciw oczekiwaniom samych rybaków”.

Problem w tym, że zapowiadane zmiany nie podobają się znacznej części środowiska. 29 marca kilkadziesiąt kutrów z Gdańska, Górek Zachodnich, Łeby, Władysławowa, Helu i Jastarni wypłynęło na wody Zatoki Gdańskiej, by zaprotestować przeciwko propozycji ministerstwa. – To gwóźdź do trumny dla naszego rybołówstwa. Za tym rozwiązaniem opowiada się jedynie wąska grupa armatorów – podkreśla Michał Necel, prezes Zrzeszenia Rybaków Morskich w Polsce. – Nowe zapisy są na rękę wyłącznie właścicielom małych łodzi do 12 metrów. Sprawa jest prosta – będą mieli więcej ryb dla siebie – uzupełnia J. Glembin. Sam jest rybakiem od 20 lat. Jego ojciec pływał prawie 50. – To oczywiste, że zależy mi na ochronie ryb, bo to całe moje życie. Problem w tym, że nowe przepisy wcale jej nie zapewnią. Dorsz trze się na płytkich wodach, dlatego obecny zakaz trałowania do 3 mil morskich jest wystarczający – mówi. – Na obszarze od 3 do 6 mil znajdują się najlepsze łowiska. Jeśli zostaną zamknięte, będę musiał zakończyć działalność – stwierdza kategorycznie.

Rybacy obawiają się także, że zapowiadane rekompensaty dostaną prawdopodobnie jedynie armatorzy i właściciele jednostek. – A co z załogami? Ci ludzie będą szukali pracy w innych branżach albo na zachodzie Europy. A działające w Polsce przetwórnie ryb znajdą zagranicznych kontrahentów bądź upadną – uważa M. Necel. Dyrektor Departamentu Rybołówstwa nie rozwiewa tych wątpliwości. – Oczywiście przewidujemy rekompensaty za czasowe zawieszenie działalności. Natomiast przepisy wprowadzające te możliwości nie zostały jeszcze poddane konsultacjom społecznym – odpowiada enigmatycznie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie