Skamielina

Turyści z całego świata słuchają w Gori opowieści o przywódcy, który pokonał Hitlera i przywrócił światu pokój. Dlaczego Gruzini – naród boleśnie doświadczony przez stalinizm – kultywują pamięć o Stalinie?

W centrum Gori wznosi się eklektyczny pałac, który w 1937 r. ku czci wodza narodu sowieckiego wzniósł stalinowski namiestnik Kaukazu, a później potężny szef bezpieki – Ławrentij Beria. W 1957 r. urządzono tu Państwowe Muzeum Józefa W. Stalina, które w wersji prawie niezmienionej trwa do dzisiaj. Zwiedziłem je przed miesiącem w czasie turystycznego pobytu w Gruzji. Tłumów nie było, ale w okolicach muzeum stało kilka autokarów. Wśród zwiedzających poza polską grupą byli Rosjanie, Ukraińcy oraz turyści z krajów arabskich. Przed budynkiem u pani handlującej pamiątkami na ulicy można było kupić tandetne stalinowskie gadżety. W środku muzeum zaś koszulki z podobizną Stalina oraz jego ulubione czerwone wino, ozdobione etykietą z portretem wodza.

W atmosferze kultu

Częścią muzeum jest także marmurowy obiekt zbudowany w 1937 r. nad drewnianym domkiem, gdzie 6 grudnia 1878 r., w rodzinie ubogiego szewca Wissariona Dżugaszwili i Jekateriny Geładze, przyszedł na świat Josif Wissarionowicz Dżugaszwili. Co do autentyczności „rodzinnego domu Stalina” historycy mają wątpliwości. Raczej jest on swobodną rekonstrukcją miejsca, gdzie urodził się „Soso”, jak nazywano go w Gori, zdrobniając imię Josif.

Główna wystawa nie jest ciekawa. Nie wykorzystuje multimediów, elektroniki, komputerowych animacji. Niewiele jest także oryginałów. W kilku obszernych salach w porządku chronologicznym prezentowane są najczęściej kopie dokumentów oraz fotografii związanych z kolejnymi etapami biografii Stalina. Sporo miejsca poświęcono jego relacjom z kolejnymi żonami i dziećmi. Co ważniejsze epizody ilustrują obrazy, których w latach 30. i 40. XX wieku powstała ogromna ilość. Ich artystyczna wartość jest niewielka, poza portretem z czasów młodości, kiedy artyście rzeczywiście udało się uchwycić demoniczną naturę dyktatora. Ozdobą kolekcji jest kopia gabinetu Stalina na Kremlu oraz stojący na zewnątrz oryginalny wagon, jakim dyktator podróżował w 1945 r. na Krym, aby razem z Churchillem i ­Roosveltem dokonać nowego podziału świata. Interesującym przykładem ekspresyjnego, politycznego kiczu jest szeroki wybór prezentów, jakie z całego świata napływały do Moskwy w hołdzie „wodzowi postępowej ludzkości”. Większość eksponatów – na wystawie prezentowana jest jedynie ich część, całość kolekcji liczy ponad 4 tys. przedmiotów – to dary rosyjskich muzeów, przede wszystkim byłego Muzeum Rewolucji w Moskwie. Zwiedzanie zamyka sala nawiązująca do pomieszczenia w mauzoleum w Moskwie, gdzie po śmierci w 1953 r. mumia Stalina spoczywała obok zwłok Lenina. W 1961 r. szczątki Stalina usunięto z mauzoleum, spalono, a prochy umieszczono pod Murem Kremlowskim, gdzie znajdują się do dzisiaj. W Gori wśród marmurowych kolumn eksponowana jest jedna z oryginalnych pośmiertnych masek Stalina.

Całość ekspozycji podana jest w nudnym, patetyczno-propagandowym sowieckim sosie, sławiącym męża stanu, reformatora oraz światowego przywódcę. Nie ma wzmianki o zbrodniach Stalina. Nie ma mapy z podziałem Polski między III Rzeszę i Związek Sowiecki i własnoręcznym podpisem Stalina ani dokumentów nakazujących rozstrzelanie polskich jeńców wojennych w 1940 r. Muzeum w Gori opowiada o Stalinie jako wielkim przywódcy, kochanym i szanowanym na całym świecie. Trudno mi znaleźć mi przykład równie cynicznej i bezczelnej propagandy.

Regionalna specyfika?

O muzeum w Gori wielokrotnie pisał Wojciech Górecki, znakomity reporter oraz znawca Kaukazu, autor m.in. „Toastu za przodków”, gdzie sporo miejsca poświęca refleksji o miejscu, jakie Stalin zajmuje we współczesnej gruzińskiej pamięci. W Muzeum Stalina bywał wielokrotnie i podkreśla, że to miejsce w żaden sposób nie może być postrzegane jako ocena czasów stalinowskich w oficjalnej gruzińskiej polityce historycznej. Taką ocenę zawiera bowiem ekspozycja prezentowana od 2006 r. w Muzeum Okupacji Sowieckiej w centrum Tbilisi. Opowiada ona zarówno o walce Gruzinów o niepodległość, jak również o ich ofiarach w czasie Wielkiego Terroru, gdzie podkreślana jest odpowiedzialność Stalina za stworzenie systemu bezprawia i zbrodni. Placówkę w Gori należy postrzegać przez lokalną specyfikę tego miejsca, podkreśla Górecki. To miasto prowincjonalne, pozbawione innych atrakcji. Jego mieszkańcy z pewnością nie mają jednej opinii o Stalinie, dodaje. Zrozumiała jednak jest u części z nich nostalgia i sentyment do krajana, który potrafił wyrwać się z tej kaukaskiej prowincji do Tbilisi, a stamtąd aż do Moskwy, skąd rządził Rosją, Związkiem Sowieckim, zaś później nieomal połową świata. Dla wielu muzeum to regionalna osobliwość, która przyciąga do miasta wielu gości i turystów z całego świata. Wokół niego funkcjonuje jakiś drobny przemysł pamiątkarski, który daje utrzymanie kolejnej grupie mieszkańców. Kiedyś w centrum Gori stał ogromny pomnik Stalina, podkreśla Górecki, i przez wiele lat nie udawało się go zlikwidować, gdyż w jego obronie zawsze stawały liczne grupy mieszkańców. W 2010 r. po wojnie rosyjsko-gruzińskiej prezydent Saakaszwili postawił jednak na swoim i pomnik udało się w końcu usunąć. Zresztą jako jeden z ostatnich w Gruzji. Dla młodych Stalin w ogóle nie jest postacią, którą zaliczają do panteonu swoich bohaterów, podkreśla Górecki. – Kiedy na początku lat 90. zacząłem przyjeżdżać na Kaukaz, nie była rzadkością sytuacja, że w czasie biesiady tamada, czyli gruziński mistrz biesiadnej ceremonii, wznosił toast za Stalina. Od kilku lat już się z tym nie spotkałem, dodaje.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Rozpocznij korzystanie