Pomoc nie z tej ziemi

Michał dostał od Boga drugie życie. W przenośni i dosłownie. A palce maczała w tym św. Filomena.

Zaczęło się od jesiennego przeziębienia i antybiotyku. Michał Jewgiński zażywał go, jednak lek nie pomógł. Wkrótce wraz z żoną i dziećmi zaraził się wirusem COVID-19, prawdopodobnie przyniesionym przez małżonkę ze szkoły.

Kosmiczna saturacja

– Męczyłem się w domu przez parę dni, czułem się coraz gorzej. To była listopadowa sobota. Zadzwoniliśmy na pogotowie. Zapowiedziano nam, że karetka przyjedzie za około 10 godzin. Zorganizowaliśmy koncentrator powietrza i pulsoksymetr. Kiedy zmierzyłem saturację, pokazał się szokujący wynik: 56. Myśleliśmy, że sprzęt jest zepsuty, ale żona Agnieszka z kolei miała wskazanie 99 – opowiada mieszkaniec Gniechowic i adiunkt na Politechnice Wrocławskiej. Gdy przyjechało pogotowie, stwierdził nawet, że sam zejdzie do karetki. Ratownicy zmierzyli saturację swoim pulsoksymetrem – wyszło 54. Osłuchali go i szybko stwierdzili obustronne zapalenie płuc. Natychmiast został zabrany do szpitala. W poniedziałek rodzina dowiedziała się, że Michała przeniesiono na intensywną terapię, ponieważ jego stan drastycznie się pogorszył.

Zwrot do wyższej instancji

We wtorek został podłączony do ECMO. To sztuczne płucoserce – bardzo inwazyjna i ryzykowna terapia, która powinna być brana pod uwagę, gdy nieskuteczne są inne sposoby leczenia. – Byłam roztrzęsiona, załamana. Nie wiedziałam, co mam robić. Pierwszą myślą było zwrócenie się do Pana Boga. Obydwoje jesteśmy katolikami, związanymi od najmłodszych lat z Kościołem, z naszą parafią pw. św. Filomeny w Gniechowicach. Prosiłam więc naszego proboszcza ks. Jarosława Wawaka o modlitwę i zawierzenie walki o życie Michała świętej Filomenie – przyznaje Agnieszka. Przez cały miesiąc codziennie na prośbę bliskich ks. Jarosław odprawiał Msze w intencji Michała. Licznie uczestniczyli w nich znajomi, rodzina, przychodzili także parafianie. Każdego dnia podczas Eucharystii modliło się kilkadziesiąt osób.

Walczył o każdy oddech

Lekarze uświadamiali rodzinie, że stan Michała jest skrajnie krytyczny. – Stwierdzili, że muszę siebie i dzieci przygotować na różne opcje, z tą najgorszą włącznie… To było straszne. Przeżywałam horror. Mąż od początku pobytu w szpitalu do końca leżał na oddziale intensywnej terapii – opowiada Agnieszka. Nie brakowało kryzysowych sytuacji – nagle jeden z elementów ECMO przestał działać, później przytrafiło się zapalenie pęcherzyka żółciowego. Pomimo wybudzenia ze śpiączki farmakologicznej konieczne było wprowadzenie w nią ponownie. – Dzisiaj wierzymy, że operacja usunięcia pęcherzyka przebiegła pomyślnie również dzięki temu, że Michał tuż przed nią został namaszczony olejami świętej Filomeny – dodaje żona. Lekarze robili wszystko, by ratować 42-latka z Gniechowic, ale nie spodziewali się takiego rozwoju wydarzeń. Określili je jako cud. Pod koniec listopada mężczyzna wybudził się ze śpiączki. Zaczęła się walka o powrót do normalności, okraszona psychicznym podłamaniem. – Usnąłem jako relatywnie sprawny człowiek, a kiedy się obudziłem, nie mogłem nawet podrapać się po nosie. Okropne uczucie. Moje mięśnie były kompletnie nieaktywne. Poruszałem jednym palcem, ale nawet to sprawiało mi trudność – mówi M. Jewgiński.

Nowy rachunek

Michał przeszedł wymagającą i żmudną rehabilitację. Na początku wstanie z łóżka zajmowało mu aż 10 minut, siadanie na krzesło trwało kolejne 10. Ostatecznie przebywał w szpitalu 31 dni. Kontynuował rehabilitację w specjalnym ośrodku w Krakowie, gdzie ćwiczył przez prawie 2 miesiące. W sumie po 3 miesiącach heroicznej walki o życie wrócił do domu i zobaczył w końcu swoje dzieci. A jak jest dzisiaj? – Właściwie – może trudno w to uwierzyć – czuję się lepiej niż przed chorobą. Schudłem, choć okazało się, że moja nadwaga pomogła mi przetrwać czas w śpiączce, gdy w 2 tygodnie straciłem 26 kg. Teraz nie mam wielkich dolegliwości, choć w czasie choroby funkcjonowało tylko 8 procent płuc, które na szczęście potem się zregenerowały – informuje mężczyzna. Z uśmiechem dodaje, że w gorszej sytuacji byli jego żona i najbliżsi, ponieważ on… prawie wszystko przespał i nic z tego najgorszego czasu nie pamięta. Proboszcz z Gniechowic przyznaje, że widział ogromną mobilizację rodziny i znajomych. Michał jest szczęśliwym mężem i ojcem. – Bóg skasował mi rachunek. Zaczynam od zera. Wiele się nauczyłem. Teraz cieszę się każdą chwilą z bliskimi – oświadcza z uśmiechem.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Rozpocznij korzystanie

Reklama

Reklama

Forum: ostatnio poruszane wątki

Reklama