Luwr dnia codziennego

Podróż przez wieki śladem kolejnych żelazek, magli czy pralek, rzut oka na dawne dziadki do orzechów, skórzane wiadra strażaków, niezliczone widelczyki, nożyki, szczypczyki… Na takiej wystawie nie znudzisz się!

Na drewnianym ołtarzu cechowym z 1670 r. anioł rozkłada skrzydła nad wyrobami kołodziejów i stolarskimi narzędziami. Wie, co robi. Przedmioty służące pracy zwykłych ludzi warte są najwyższego szacunku. Mnóstwo ich w ziębickiej placówce mieszczącej się w miejskim ratuszu. Powstała w latach 30. XX w., wzbogacona wkrótce o zbiory Josepha Langera (1865–1918) – pochodzącego z Ziębic artysty, konserwatora i kolekcjonera. Łączy funkcję muzeum specjalistycznego oraz regionalnego.

Męczeństwo prasowania

– Oto wóz strażacki ziębickiej straży pożarnej z 1732 r., jeden z najstarszych, jakie zachowały się w Polsce. Wiekiem o kilkanaście lat wyprzedza go wóz w muzeum w Mysłowicach, ale pochodzi on też z naszych okolic, z opactwa cysterskiego w Henrykowie, z 1717 r. – mówi dyrektor muzeum Jarosław Żurawski, tłumacząc zasady obsługi pojazdu (sznur ludzi z wiadrami nieustannie napełniającymi wodą skrzynię wozu). Schodząc do dawnych lochów pod ratuszem, widzimy broń, sztukę sakralną. Powyżej – największą w Europie kolekcję żelazek, z najstarszym datowanym w Polsce, z 1665 r.

– Tu znajdują się rozmaite żelazka na dusze – pokazuje J. Żurawski. – Dalej mamy żelazka węglowe, w których wnętrzu żarzył się ten kruszec. Były one dość kłopotliwe. Z tych ażurowych często wysypywał się węgiel i brudził bieliznę, a dym gryzł w oczy. W tzw. żelazkach kominowych (zakrytych, z kominem na dym) węgiel z kolei źle się żarzył, trzeba je było raz po raz otwierać. Potem pojawiły się żelazka, które miały stopki rozgrzewane na płycie pieca (gdy jedna stopka wystygła, przepinało się rączkę do kolejnej), następnie żelazka spirytusowe i gazowe. – Te ostatnie były podłączane do sieci gazowej przewodami gumowymi. Zdarzało się, że przewody pękały, gaz się ulatniał, dochodziło do wybuchów… Mniej więcej w tym samym czasie pojawiają się żelazka elektryczne i to one okazały się najwygodniejsze – mówi dyrektor.

Dodaje, że dawniejsze sprzęty miały nawet 6–8 kg, prasowanie było więc naprawdę ciężką pracą. W zbiorach znajdują się także żelazka do czepców, prostownice, karbownice do włosów. Obok stoją magle – choćby olbrzym ze skrzynią obciążoną kamieniami. Przesuwała się ona po wałkach, na których naciągnięta była bielizna, i tak ją wygładzała. 

Arcydzieła drugiego planu 

Pasjonująca okazuje się także historia prania. Opowieść zaczyna się od kijanki, zwanej też pobijakiem. – Szło się nad rzekę czy staw. Moczyło się pranie w wodzie, kładło na kamień i wybijało się z materiału tym przedmiotem brud – pokazuje J. Żurawski. Dalej są tary, pralki mechaniczne i wirnikowe napędzane ręcznie korbą, potem wirnikowe z silnikiem. – A to jest prababcia pralki automatycznej: pralka gazowo-elektryczna. Jej bęben, obracany przez silnik elektryczny, podgrzewany był od spodu palnikiem gazowym – mówi. Można zadziwić się wyposażeniem kuchni z przełomu wieków XIX i XX, posiadającej już gofrownicę, maszynki do lodów, rozdrabniacze warzyw, lodówkę.

W muzeum zaglądamy też na salony – między innymi do wnętrz pamiętających czasy J. Langera, z jego zbiorami, pomysłowym biurkiem, niezwykłą maszyną do pisania, ale także gabinetem barokowym czy salonikiem mieszczańskim. Podziw wzbudza XVIII-wieczna szafa inkrustowana kością słoniową. Godzinami oglądać można sztućce – wykwintne, z masą perłową, podróżne, do ryb, raków, ślimaków, szparagów, owoców, do nauki jedzenia przez małe dzieci… Obok bogactwa naczyń czy szkatułek zobaczymy tu także obrazy, w tym dzieło córki słynnego M. Willmanna, Anny Elżbiety Willmann. W pomieszczeniu poświęconym historii Ziębic czeka również sporo ciekawostek. – W 1941 r. tutejsze muzeum wydało grę w formie planszy, na której dzieci miały z klocków budować średniowieczne Ziębice. Kilka lat temu otrzymaliśmy taką grę od pewnej pani z Niemiec, która dostała ją w czasie II wojny światowej od swojego ojca wracającego z frontu – mówi J. Żurawski.

Zwraca uwagę na znajdującego się obok małego orzełka. – Pochodzi z pierwszej połowy XIV w. To jedno z pierwszych przedstawień orła piastowskiego na Dolnym Śląsku. Mógł znajdować się na rzędzie końskim jakiejś ważnej osoby, może nawet księcia ziębickiego – widać na nim ślady złocenia. Znaleziono go w rejonie dawnego zamku książęcego. Czyżby książę za szybko galopował? Tak czy inaczej jego zguba dołączyła do „arcydzieł codzienności” wypełniających muzeum. Warto je odwiedzić. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie