Otucha na skraju

Są niedaleko Lidzbarka Warmińskiego mury klasztoru, które kryjąc w sobie wiele tajemnic, świadczą o wielkiej mocy duchowej i zwycięskiej nadziei Prymasa Tysiąclecia.

Kardynała Wyszyńskiego przywieziono do Stoczka Klasztornego 12 października 1953 roku. „Jest późno – wraca mnóstwo ludzi z nieznanych mi dróg. Wreszcie ruszamy dalej, mijamy Dobre Miasto i Lidzbark. (...) Po kilku minutach jazdy zajeżdżamy pod jasno oświetloną bramę; świeci wiele lamp. Brama jest obita świeżymy deskami. Jakiś niedostrzegalny duch otwiera bramę. Wjeżdżamy w podwórze, które w ciemnościach robi na mnie wrażenie więzienia” – odnotował prymas w „Zapiskach więziennych”.

To nie radio...

– Założyli koło cmentarza dwa szlabany. Po jednej stronie puszczali na Bartoszyce, po drugiej na Lidzbark. Przy każdym szlabanie stali żołnierze. Trzeba było pokazywać dowody osobiste do kontroli. Zatrzymywali furmanki, pieszych i wszystkich sprawdzali. Jeśli się ktoś nie zatrzymywał, strzelali ostrzegawczo w powietrze – wspomina Zofia Chomej, mieszkanka pobliskiej wioski. Ludzie z okolicy nie wiedzieli na początku, kogo tak mocno pilnują. Wraz z niespodziewanym gościem pojawiło się wokół klasztornych murów wielu żołnierzy. Wewnątrz pilnowali oficerowie służby bezpieczeństwa, na zewnątrz wojskowi. – Dopiero po pewnym czasie domyśliliśmy się, że jest więziony u nas prymas Polski. Potajemnie, gdy dzieci już spały, słuchaliśmy radia Wolna Europa. Tam podano wiadomość o uwięzieniu kard. Wyszyńskiego – mówi pani Zofia. Kontaktu z żołnierzami nie było. Posiłki przywożono im spoza miejscowości. Do kościoła wpuszczano jedynie na Msze św., ale przyjeżdżający ksiądz nie mógł wejść do zakrystii, która mieściła się na terenie klasztoru. – Mówili, że kardynał Wyszyński nie wiedział, gdzie jest. Podobno usłyszał śpiew, który wydobywał się przez małe okienko w kościele. Wtedy wiedział, że blisko odprawia się Mszę św. – wspomina pani Zofia.

Faktycznie, Prymas Tysiąclecia nie wiedział, że znajduje się w Stoczku Klasztornym. O zasłyszanych śpiewach pisał 1 stycznia 1954 roku: „Dziś doznaliśmy osobliwego »nawiedzenia «. Na samym skraju ogrodu, pod lipami, dotarły do nas jakieś głosy muzyki i śpiewu. Poznajemy, że to śpiew kościelny, chociaż wydawało się, że to radio. (...) Powoli rozróżniamy kolędy: »Pójdźmy wszyscy do stajenki «. Śpiewa lud, towarzyszą organy”.

Wielki Brat słyszy

Miejsce, w którym był przetrzymywany kard. Wyszyński, jest dzisiaj chętnie odwiedzane. Rocznie przybywa tu około 70 tys. osób. Księża marianie, gospodarze kompleksu klasztornego, dbają o atrakcyjne spędzanie czasu. Przybywają więc grupy odbywające swoje rekolekcje, wycieczki szkolne, organizowane są warsztaty malarskie, ale można także spędzić czas na łowieniu ryb w ogrodowym stawie. – Układ pomieszczeń z czasów więzienia kard. Wyszyńskiego nie zmienił się. Przybywając do Stoczka Klasztornego, miał on do dyspozycji trzy pomieszczenia: w jednym była pracownia, w drugim sypialnia, trzecie przeznaczył później na kaplicę, do której przeniósł z korytarza obraz Świętej Rodziny i krzyż. Stolik okazał się za niski, więc wykorzystano pieńki z ogrodu – opowiada ks. Grzegorz Deryngowski, kustosz tutejszego muzeum. Klasztor został wtedy bezprawnie przejęty przez władze państwowe. W czasie wojny znajdował się tu obóz pracy, a po wojnie zabudowania uległy znacznej dewastacji. Częściowo za sprawą żołnierzy niemieckich, częściowo – rosyjskich. Udział w tym mieli także okoliczni szabrownicy.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie

Reklama

Reklama

Reklama