Małżeńska wokanda

Mimo że większość Polaków rodzinę wymienia jako najważniejszą życiową wartość, coraz więcej małżeństw rozpada się. Małżonkowie decydują się na rozwód często bez prób wzajemnego zrozumienia czy podjęcia jakiegokolwiek dialogu. Czy rozwód jest jedynym wyjściem z kryzysu?

Na sądowym korytarzu nerwowo spaceruje kilkanaście osób. Prawie nikt ze sobą nie rozmawia. Oczekujący mijają się ze sobą, wymieniając niewyraźne spojrzenia. Otwierają się drzwi, po skończonej rozprawie wychodzą dwie osoby. Na kolejną wchodzą także tylko dwie, czasami niektórzy w towarzystwie adwokatów. Ta martwota uczuciowa i cisza doskonale obrazują, po co tutaj się czeka.

W sobotnie popołudnie po Sandomierzu spacerują pary nowożeńców, robiąc sobie pamiątkowe zdjęcia w zabytkowych i romantycznych częściach miasta. Wzajemne objęcia, pocałunki, pełne miłosnej wymowy spojrzenia. Aż chce się patrzeć na wzajemne szczęście tych ludzi. Dwie sytuacje niepasujące do siebie, a jednak jak najbardziej realne. Coraz więcej par małżeńskich przeżywa kryzys trwałości małżeństwa. Czemu dwoje ludzi przyrzekających sobie wzajemną miłość coraz częściej już po kilku latach występuje o sądowy rozwód?

Miłość i rozczarowanie

– Pierwsze nasze poważne kłótnie zaczęły się pojawiać już kilka miesięcy po ślubie. Robert zachowywał się tak, jakby nic w jego życiu nie zmieniło się. Nadal ważniejsi byli koledzy niż nasze małżeństwo. Powtarzał, że nie mogę go krępować – opowiada o pierwszych kryzysach 22-letnia Lidia. Znali się prawie całą szkołę średnią, chodzili do równorzędnych klas, ale to, co ich łączyło, było bardziej bliską przyjaźnią niż miłością. Decyzja o ślubie zapadła po udanej maturze, gdy okazało się, że Lidka jest w ciąży. Szybki ślub, narodziny Zuzi i po roku małżeństwa spotkali się na sali sądowej. Sąd orzekł rozwód bez orzekania winy.

Historia Krzysztofa i Marii z małej miejscowości pod Ostrowcem Świętokrzyskim jest zupełnie inna. Przeżyli razem ponad 20 lat w małżeństwie. Studia dzieci wymagały większych środków. Decyzję o wyjeździe Marii do pracy za granicę podjęli wspólnie. Początkowo rozstanie dokuczało obojgu, potem jakoś przyzwyczaili się do emigracyjnej separacji, która wyjaławiała ich miłość, poczucie wspólnoty małżeńskiej. Maria coraz rzadziej znajdowała czas na pobyt wśród swoich. Gdy dzieci skończyły studia, oznajmiła, że zostaje u przyjaciela w Hiszpanii.

Przyczyną rozpadu wielu małżeństw staje się nie tylko brak umiejętności pokonania pojawiających się problemów czy też – jak się to potocznie określa – „wypalenie miłości”, ale również brak zdolności do wybaczenia. – Gdy tylko zadzwoniła do mnie ta kobieta i powiedziała, że jest z Hubertem w ciąży, nie chciałam nawet z nim dyskutować. Nasze małżeństwo w moich oczach wtedy skończyło się. Nie chciałam słyszeć żadnego tłumaczenia. Kazałam mu się od jutra wyprowadzać. Wielokrotnie myślałam nad tym, ale sądzę, że nadal nie umiem mu przebaczyć – opowiada Joanna z Ostrowca Świętokrzyskiego. Nie w tym rzecz, aby przytaczać podobne historie. Sytuacja naszego społeczeństwa staje się naprawdę niepokojąca. Z każdym rokiem słyszymy o rosnącej liczbie rozpadających się małżeństw. W niektórych rejonach naszej diecezji staje się to bardzo poważnym problemem społecznym.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie

Reklama

Reklama

Reklama