Atrakcyjny Kazimierz i Pani Róża

Od wieków patrzą na siebie. Dwa giganty. W jednym leży ten, który w rok po śmierci uczynił aż 172 cuda. Do drugiego ściągają pielgrzymi, by prosić o rozwiązanie spraw beznadziejnych. Gdyby nie było Rzymu, wtedy Kraków byłby Rzymem

Ależ ten Kazimierz zmienił się przez dekadę! Dziesięć lat temu wędrowałem po brudnych ulicach Estery, Izaaka i Jakuba, robiąc zdjęcia odrapanym ścianom, zdewastowanym okiennicom i zamurowanym witrynom sklepowym. Na murach trwała wojna między Cracovią a Wisłą (wygrywały „Pasy”). Dziś w weekend trudno znaleźć miejsce w przytulnych knajpkach, które jak grzyby po deszczu wyrastają w tej tradycyjnie żydowskiej dzielnicy Krakowa.

„Pewnego razu miano poświęcić w bożnicy zwój Pięcioksięgu. Rabbi Dawid Mosze trzymał go w rękach. Ponieważ widać było, że wielki zwój jest bardzo ciężki, jeden z żydów podszedł do rabbiego i chciał go od niego wziąć. »Kiedy już się go trzyma – rzekł rabbi – nie jest ciężki«” – czytam w „Opowieściach chasydów” w synagodze Remuh.

Knajpka na knajpce. Ruch jak w ulu. Czy to dobra zmiana? – Wizualnie tak. A duszpastersko? Liczba stałych mieszkańców Kazimierza zmniejszyła się w ciągu dekady o połowę – opowiada o. Piotr Walczak, proboszcz parafii Bożego Ciała. Modli się tu już dokładnie 10 lat.

Głowa do góry! Spoglądamy na szczyt potężnego kościoła. – Co mnie zachwyca? To, że ten gigant przez 600 lat stoi, nie kruszy się, nie sypie – opowiada o. Piotr. – Z kamienic remontowanych dwie dekady temu sypią się cegły i tynk, a ten kościół stoi.

W niezwykłym miejscu. Pośród dzielnicy żydowskiej. Dziś pozostały po niej jedynie zwiedzane przez turystów synagogi i nazwy restauracji oferujących czulent, hamantasze, czy gefilte fisz, ale przed II wojną uliczki wyglądały inaczej. Obok 15 tys. Żydów żyło tu jedynie ponad 700 katolików.

Zagadki kryminalne Krakowa

Ooo, nadciągają Sikorscy! Będzie głośno i wesoło. Alina i Maciek z pięciorgiem dzieci (szóste w drodze) czują się tu jak w domu. – Zagadki kryminalne Krakowa. Tak śmiało można zacząć opowieść o tych patrzących na siebie gigantach – Maciek Sikorski pokazuje kościoły Bożego Ciała i św. Katarzyny. Historia jest jego ogromną pasją. – Pierwsza legenda? W oktawie Bożego Ciała złodzieje skradli z kolegiaty Ducha Świętego monstrancję z Hostią. Gdy zorientowali się, że nie jest złota, wyrzucili ją. Na miejscu znalezienia sprofanowanej Hostii postawiono kościół Bożego Ciała.

Nos nęci obłędny zapach espresso. Kazimierz budzi się do życia. To po jego uliczkach chodził przed wiekami Stanisław zwany Kazimierczykiem. – Urodził się w tej parafii, tu był ochrzczony, wykształcił się, został kapłanem, tu wygłaszał płomienne kazania i doszedł do świętości. W jednej parafii można to zrobić! – śmieją się gospodarze miejsca, kanonicy regularni laterańscy (modlą się tu od maja 1405 r.).

Kim był święty Kazimierczyk, do którego grobu pielgrzymują ludzie z całej Polski? Naprawdę nazywał się Stanisław Scholtiss. Urodził się 27 września 1433 r. Po studiach w Akademii Krakowskiej już jako 23-latek wstąpił do klasztoru Bożego Ciała na Kazimierzu. Po zaledwie roku nowicjatu złożył śluby zakonne. Był już po studiach, dlatego kapłanem został, mając 25 lat. Po 5 latach zaczął pełnić funkcję kaznodziei i spowiednika, w klasztorze zaś zastępował przełożonego. Zmarł w opinii świętości 3 maja 1489 r. Kroniki podają, że w rok po śmierci uczynił aż 172 cuda. Pierwszy zdarzył się niemal natychmiast po pogrzebie. Uzdrowiona została niejaka Katarzyna, mieszczka kazimierska. Kroniki podają, że pewnej nocy ujrzała w widzeniu postać Stanisława. Powiedział: „Będziesz zdrowa, nie umrzesz”. Poprosił, by zamówiła Mszę i udała się do jego grobu. Tak też zrobiła. Niebawem o cudzie szeptał cały Kazimierz (mieszkało tu zaledwie 1500 osób), a przy imieniu Stanisław dopisano notkę: „miraculis clarens”, czyli „sławny z cudów”. – Dziś najczęściej przyjeżdżają do nas i piszą ludzie chorujący na oczy – opowiada ks. Piotr.

Na jednym z obrazów wotywnych otaczających grobowiec wymalowano niezwykłą scenę. Gdy w 1677 r. Rzeczpospolitej groziła wojna z Turcją, bp Andrzej Trzebicki kazał ludziom iść prosto do Kazimierczyka. Gdy 1 marca 1969 r. do parafii przyjechał na wizytację bp Karol Wojtyła, usiadł w tutejszym konfesjonale i długo spowiadał. W ciągu tygodnia wizytacji zdążył udzielić tu wszystkich sakramentów! – śmieją się gospodarze miejsca. – Od chrztu aż po kapłaństwo (wyświęcił 6 diakonów). Gdy biskup Wojtyła zobaczył żywy kult, jaki ludzie oddawali Kazimierczykowi, powiedział kanonikom regularnym laterańskim: „Zadbajcie o beatyfikację!”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie