Majątek miss

W Pomigaczach kot przyjaźni się z psem, osioł z koniem, a świnka morska z szynszylą. A Rozalia, znana w wielkim mieście jako miss, w małej wiosce buja śpiącego Henia.

Majątek Howieny we wsi Pomigacze, kilkadziesiąt kilometrów za Białymstokiem. Ubocze wsi. Drewniane ogrodzenie, a za nim bardzo stare, drewniane zabudowania. Karczmy różnej wielkości, pokoje gościnne. Śpiew ptaków, szum drzew. I porykiwania dwóch osłów, które wyszły przybyszom na spotkanie. I próbują od gospodyni – przewodniczki – wyciągnąć choć skórkę chleba. – No nie mam nic dla was – śmieje się gospodyni i opędza od szarego parzystokopytnego. – Ta największa karczma to przewieziona ze wsi Kleszczele. W XIX w. budynek służył jako koszary wojsk carskich. Potem była w nim szkoła. W końcu bardzo niszczał, więc przewieźliśmy go tu i odrestaurowaliśmy. I służy nadal – gospodyni, wysoka blondynka, oprowadza po włościach, prowadząc przed sobą dziecięcy wózek. W wózku śpi dwumiesięczny Henio. A jego mama, Rozalia Mancewicz, to miss Polonia 2010. Na koncie ma wiele innych tytułów piękności, a także wielką, międzynarodową karierę modelki i fotomodelki.

Ale Podlasie… Bez Podlasia żyć (dobrze) się nie da.

Rodzina siłą

Mama Rozalii pochodzi z Korycina. Tata z Zambrowa. W 1983 r., jako młode małżeństwo, wyjechali do Australii. Do rodziny. – Ja się urodziłam w Melbourne, w 1987 r. Mam starszego brata i dwie młodsze siostry – opowiada Rozalia. – Australię trochę pamiętam. Przedszkole, jakieś miejsca, ludzi. Gdy miałam kilka lat, wróciliśmy do Polski, do Białegostoku. To mama chyba najbardziej chciała tego powrotu: tęskniła za krajem… W Australii zostali moi dziadkowie od strony ojca. Mamy z nimi regularny kontakt, odwiedzamy się.

W Białymstoku rodzice Rozalii pracowali, prowadzili różne interesy. – Imponowali mi pracowitością. Także nas do pracy angażowali, oczywiście na miarę naszych możliwości. Ojciec np. podpatrzył jeszcze w Australii tzw. eurobungee – czyli takie uprzęże, w których można skakać i wywijać salta. Jeździł z tym po Polsce, do miejscowości turystycznych, po jakichś festynach, a my pomagaliśmy – wspomina Rozalia Mancewicz.

Potem rodzice kupili ziemię i zdecydowali, że będą budowali agroturystykę pod Białymstokiem. – Oj, jak my z siostrami płakałyśmy – śmieje się Rozalia. – W Białymstoku miałyśmy szkołę, znajomych, „wielki świat”, a na wsi? Nie wyobrażałyśmy sobie życia tutaj. Jednak decyzja rodziców to był strzał w dziesiątkę. Dziś jesteśmy im za to wdzięczne.

Rok 2007, Mancewiczowie rozpoczynają pracę w swoim majątku. – Jedną wiatkę wybudowaliśmy, potem drugą. Zaczęliśmy organizować w Howienach przeróżne imprezy integracyjne, zjazdy, spotkania. Powoli, ale skutecznie majątek się rozwijał. W końcu udało się kupić i przenieść wiele przepięknych, starych budynków. Ocaliliśmy je od zniszczenia. U nas kwitną i cieszą oko… Dziś w Howienach można oglądać starą kuźnię „Dziadka Piotra”, ponaddwustuletnią „Chatkę pod mchem”, wiatrak „Koźlak”, strażacką wieżę, starą chatkę „Państwa Wysockich”, wędzarnię i wiele innych zabytkowych budowli. A sielski nastrój potęgują wiekowe sprzęty: kufry, skrzynie, sagany (wielkie gary), kołowrotki oraz (tępe już) kosy i sierpy.

W największym budynku, karczmie (tej z Kleszczeli), wiszą portrety Piłsudskiego i Mościckiego. W majątku powiewa też biało-czerwona flaga. – A to już mój tata. Zawsze w domu były nastroje patriotyczne, a tata dbał, byśmy znali polskich bohaterów – tłumaczy Rozalia. – Tata zawsze wywiesza polskie flagi…

Światowa kariera

A jak z Pomigaczy trafić na światowe wybiegi dla modelek? I w końcu zostać miss Polonia? Ano prosto. Wystarczy mieć wsparcie w dwóch (pięknych) siostrach. – Przygotowywałam się do egzaminów gimnazjalnych. W jakiejś gazetce zobaczyłyśmy z siostrami, że robią casting na miss nastolatek. Zgłosiłam się bez wiedzy rodziców, siostry pomogły. I jakoś się potoczyło – uśmiecha się Rozalia, przykrywając kocykiem Henia. Na Podlasiu pogoda zmienna. Raz słońce, zaraz potem ostry wiatr.

Po maturze Rozalia pracowała jako modelka. Świadomie zrobiła sobie rok przerwy od nauki, by – jak mówi – poznać trochę świata. I latała po tym świecie, podpisując wciąż nowe kontrakty: Japonia, USA, Chiny, Europa. – Byłam w amerykańskiej agencji modelek…

I co? I co z historiami o złym wpływie świata mody na młode dziewczęta? Co z historiami o narkotykach, anoreksjach i złych ludziach? – Nie wiem, jak innym – odpowiada miss – ale mnie się krzywda nie stała. Jak masz charakter i poukładane w głowie (dzięki rodzinie), to pokusy można zwalczyć. Jakoś u mnie wszystko prosto i spokojnie przebiegało… Dwa miesiące byłam w trasie i pracowałam na wybiegach, potem dwa tygodnie spędzałam z rodzicami w Polsce, pracując w Howienach. Dałam radę.

Inna rzecz, że – jak mówi Rozalia – w „wielkim świecie” bardzo tęskniła za swoim „małym światem”. – Ciągnęło mnie do swoich… Dlatego na studia wróciłam do Białegostoku. Poznałam chłopaka, zakochałam się, pobraliśmy się w tutejszym kościele… I jestem szczęśliwa – wśród rodziny, przyrody i zwierząt.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie