Spotkania z filatelistyką: Stamp-art

Czyli coś nowego. Próba zrobienia czegoś z tymi tonami tanich znaczków pocztowych, które trafiają na rynek i nie bardzo wiadomo, co z nimi począć.

W czasach, gdy filatelistyka była jeszcze hobby z gatunku trendy, każdy znaczek miał jakąś tam cenę. A właściwie wartość. Zwłaszcza taką, jaką przypisują mu specjalistyczne, książkowe katalogi filatelistyczne.

Dziś, niestety, sprawy wyglądają zupełnie inaczej. Katalogi rzecz jasna nadal się ukazują, tyle, że osób, które chciałby kupić ten, czy inny walor, ubywa w zastraszającym tempie. A znaczków coraz więcej.

Bo to i poczty poszczególnych krajów sprzedają ich coraz mniej. I rodziny zmarłych filatelistów raczej pozbywają się kolekcji. I likwidowane sklepy filatelistyczne urządzają coraz częściej swoiste „czyszczenie magazynów”.

Jest więc tych znaczków obecnie na rynku mnóstwo. Kosztują grosze (czasem dosłownie). Chuchać i dmuchać na każdy jeden taki walorek? Umieszczać go w klaserze? Mission impossible.

Więc mamy całe pudła tanich, czasem nawet darmowych znaczków (bo na giełdach i targach staroci płaci się raczej za klaser w dobrym stanie, niż za jego zawartość), tylko co z nimi potem począć?

Niektórzy, o większych zdolnościach plastycznych, zaczęli bawić się w tytułowy stamp-art. Jeśli komuś kojarzy się ta nazwa z kierunkiem znanym jako pop-art., to chyba całkiem słusznie.

W PWN-owskim „Słowniku języka polskiego” przeczytać możemy, że pop-art. to „

kierunek w sztuce współczesnej polegający na tworzeniu kompozycji z przedmiotów codziennego użytku, naśladujący styl reklam, komiksów itp.

Stamp-art idealnie wpisuje się w te założenia, bo w jego przypadku używa się jako tworzywa znaczków pocztowych (czyli jeszcze nie tak dawno temu właśnie przedmiotów codziennego użytku), z których wykleja się, na zasadzie kolażów, najróżniejsze rzeczy. Także te przypominające reklamy, czy plakaty, które potem także wiesza się na ścianach, oprawione w ramki.

On-line można natknąć się np. na wielkie podobizny wokalisty zespołu Queen, stworzone z setek maleńkich, różnokolorowych znaczków na których widniej brytyjska królowa, czyli po angielsku… queen. Przypadek? Nie sądzę.

Coraz częściej, zwłaszcza od osób zaangażowanych w postcrossing, można też dostać pocztą kartkę wyklejoną znaczkami nie tylko z jednej, ale i z drugiej strony. Np. taką, jaka widnieje na powyższej ilustracji. Doskonały przykład tego, czym może być stamp-art.

*

Tekst z cyklu Spotkania z filatelistyką

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Rozpocznij korzystanie