Barbarzyńcy kontratakują

Dymarki Świętokrzyskie dają okazję nie tylko do rozrywki. Organizatorzy stawiają sobie zdecydowanie bardziej ambitny cel – edukację.

Mimo kapryśnej aury 52. Dymarki Świętokrzyskie można z pewnością uznać za udane. Nawet sobotnie opady deszczu nie zniechęciły entuzjastów historii, którzy licznie przybyli do Nowej Słupi z odległych rejonów Polski. – Dymarki nie mają równego sobie festiwalu archeologicznego. Każdego roku są jakieś nowości. Naturalnie jedna rzecz się nie zmienia, bo i nie może, czyli gliniane piece hutnicze, słynne dymarki. Nie ukrywam, że z przyjemnością oglądamy inscenizacje historyczne, zwłaszcza że odnoszą się do czasów raczej rzadko prezentowanych podczas tego typu wydarzeń. Starożytność nie jest chyba specjalnie lubiana przez nasze grupy rekonstrukcyjne, a szkoda, bo jest niezwykle barwna i widowiskowa, o czym można się dzisiaj przekonać – mówił pan Piotr z Poznańskiego. 

Pieczyste w glinie 

Na bez mała trzy weekendowe dni Centrum Kulturowo-Archeologiczne w Nowej Słupi zaanektowali rzymscy legioniści oraz przedstawiciele barbarzyńskich plemion zamieszkujących przed wiekami obecne obszary Polski. Swój obóz rekonstruktorzy armii cesarstwa rozbili, jakżeby inaczej, przy wale Hadriana i burgusie, czyli rzymskiej wieży strażniczej, resztę CKA pozostawiając przedstawicielom Barbaricum, którzy zajęli je na swoje warsztaty. Obok piecowiska ze starożytnymi piecami dymarskimi, w których prowadzony był proces wytopu żelaza – na wzór tego sprzed 2000 lat – odbywały się pokazy otrzymywania dziegciu, produkcji narzędzi, jakimi posługiwano się w starożytności, przędzenia wełny, wyrobu ozdób, a także sposobów dawnego wędzenia i pieczenia potraw w glinie.

– Nasze działania są ukierunkowane przede wszystkim na kuchnię. Mówię: nasze, ponieważ gospodarzymy we dwie z Magdaleną Dobromiłą Madej z Rodu Dębowego Liścia, która nawiązuje do kultury przeworskiej, czyli okresu, w którym działało tutejsze zagłębie dymarskie, ja zaś reprezentuję wczesną słowiańszczyznę, czyli czasy nieco późniejsze, ok. VIII–IX stulecia – wyjaśniała Katarzyna Miłochna Mikulska.

– Ponieważ co chwila straszy nas deszcz, skupiłyśmy się dzisiaj na pokazie robienia podpłomyków, z którymi w razie ulewy można szybko zmykać do szałasu. Do ich przygotowania wykorzystujemy różne rodzaje mąki – żołędziową, orkiszową, z płaskurki. Staramy się krzewić smaki zapomnianych zbóż, które stopniowo wracają do łask. Poza tym od rana walczę z budową wędzarki z patyków i gliny, która zacznie działać, gdy uda mi się ją podsuszyć – mówiła, śmiejąc się, pani Katarzyna Miłochna. – Ponieważ na niedzielę zapowiadają zdecydowanie lepszą pogodę, będziemy wędzić sery, śliwki i jabłka. Poza tym planujemy pieczenie marchewki i jabłka w glinie.  

Sarmata w budionowce 

Atrakcją przyciągającą wielu widzów były pokazy ubioru i uzbrojenia przedstawicieli różnych plemion barbarzyńskich oraz rzymskich legionistów. Przewodnikiem po modzie Germanów, Daków i Sarmatów był sam Tacyt, rzymski historyk żyjący na przełomie I i II w., którego prace – „Dzieje”, „Roczniki” oraz „Germania” – są nieocenionym źródłem informacji o Cesarstwie Rzymskim, w tym także o ludach zamieszkujących ówczesną Europę.

– Osobnik stojący przed państwem to Wandal, który – jak widać – prezentuje się razem z tarczą czarno-buro. Gdyby jeszcze, jak mieli to w zwyczaju Hariowie, którzy według Tacyta zamieszkiwali nasze tereny, posmarował na czarno twarz i ręce, doskonale zamaskowałby się w dzień w lesie, w nocy zaś nawet na otwartej przestrzeni byłby zupełnie niewidoczny, jak nasi komandosi. Chodziło o przerażenie przeciwnika, ponadto taki kamuflaż ułatwiał prowadzenie walki nocą – mówił Wojciech Wasiak, główny koordynator historyczny Dymarek Świętokrzyskich, członek grupy Dagome, omawiając wygląd kolejnych modeli barbarzyńców.

Zdecydowanie bardziej kolorowo prezentował się wojownik dacki, zwłaszcza zaś jego tarcza, cała pokryta barwnymi motywami kwiatowymi. – Nasz Dak jest biedny, albowiem nie nosi zbroi, za to dzierży tarczę oraz włócznię z deltoidalnym grotem, odwzorowane z przedstawienia na kolumnie Trajana, wystawionej po zwycięstwie i podbiciu Dacji przez cesarza na początku II stulecia – wyjaśniał Wojciech Wasiak. – Dakowie nieco rozpłynęli się w mrokach historii. Do ich tradycji chętnie odwołują się Rumuni, a niektórzy historycy wręcz uważają, że Rumunia winna nazywać się Dacją, gdyż na jej terenie ten lud zamieszkiwał, zanim wywędrował i dotarł aż na tereny dzisiejszej Tunezji.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie